Czyje są tak właściwie dane w chmurze Google – użytkownika, czy usługodawcy? Sprawdzamy, co kryje regulamin Google

Artykuł/Technologie 01.09.2015
Czyje są tak właściwie dane w chmurze Google – użytkownika, czy usługodawcy? Sprawdzamy, co kryje regulamin Google

Czyje są tak właściwie dane w chmurze Google – użytkownika, czy usługodawcy? Sprawdzamy, co kryje regulamin Google

Pod ostatnim moim tekstem dotyczącym Dysku Google wywiązała się ciekawa rozmowa dotycząca regulaminu usługi oraz tego, do kogo należą prawa do plików tworzonych przez użytkowników. Postanowiłem przyjrzeć się bliżej sprawie i zasięgnąć języka. Teraz wiem już wszystko i śpieszę z wyjaśnieniami.

Czyje są tak właściwie pliki w chmurze Google – użytkownika, czy usługodawcy? Sprawdzamy, co kryje regulamin Google

Pod publikacją dotyczącą sposobu na uwolnienie miejsca na Dysku Google pojawił się komentarz Czytelnika Spider’s Web, który brzmiał dość niepokojąco. Tom sugerował, że użytkownicy wrzucający pliki do chmury po części tracą do nich prawa, gdyż współwłaścicielem wszyskich plików ma być rzekomo Google oraz firmy współpracujące z Google:

(…) Na Google Drive wszystkie pliki są współwłasnością Google które w regulaminie daje sobie prawo do dowolnego wykorzystania tych plików przez nich lub dowolną firmę współpracująca. (…) W przypadku One Drive pliki należą tylko do nas i MS nie zastrzega sobie do nich żadnych praw. One drogę jest dzięki temu bardziej przyjazny dla biznesu (jak większość produktów MS) (…) – czytamy w komentarzu Toma.

W dalszej części dyskusji Tom nakierował na dokument, który miał regulować te kwestie. Sprawdziłem wskazane zapisy, ale nie znalazłem pełnego potwierdzenia słów, które przytaczał Tom. Fakt, kilka zapisów mogło na pierwszy rzut oka budzić wątpliwości. Dlatego postanowiłem się przyjrzeć sprawie bliżej.

Jeden regulamin, żeby rządzić wszystkimi

Trudno wymienić wszystkie usługi Google, a co ciekawe większość z nich działa w oparciu o tylko jeden regulamin. Jeden regulamin dla wielu różnych usług sieciowych to jednocześnie dobry i zły pomysł. Z jednej strony można chwalić Google za to, że użytkownik musi zapoznać się tylko z jednym regulaminem, aby móc korzystać z wielu, często połączonych lub współpracujących ze sobą usług. Zła strona tego rozwiązania jest taka, że ten wspólny regulamin jest dość obszerny, gdyż porusza sprawy dotyczące przeróżnych usług Google.

Przejdźmy do konkretów, czyli do tych kontrowersyjnych punktów regulaminu, na które uwagę zwrócił Czytelnik Spider’s Web. Wspomniane zapisy znajdują się w “Warunkach korzystania z usług Google” w rozdziale “Materiały użytkownika w Usługach” (szczególnie w dwóch pierwszych akapitach, które cytuję poniżej w całości – pogrubienia moje).

Niektóre z Usług umożliwiają użytkownikowi wgrywanie, przesyłanie, dostarczanie, zapisywanie, przechowywanie, wysyłanie i odbieranie treści. Użytkownik zachowuje wszelkie posiadane prawa własności intelektualnej do tych treści. Krótko mówiąc, własność użytkownika nadal nią pozostaje.

Pierwszy akapit daje czytelny komunikat, sugerujący, że wszystko jest tak jak być powinno. Użytkownik zachowuje wszelkie prawa i nie ma mowy o tym, że nalezą mogą należeć one do kogoś innego. Jednak czytajmy dalej.

Przesyłając, wgrywając, dostarczając, zapisując, przechowując, wysyłając lub odbierając materiały do lub za pośrednictwem Usług, użytkownik udziela firmie Google (i jej współpracownikom) ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie tych materiałów, a także na tworzenie na ich podstawie opracowań (dzieł pochodnych, na przykład przez wykonanie tłumaczenia, adaptacji lub innych zmian w celu zapewnienia lepszego działania z Usługami). Użytkownik w ramach tej licencji przyznaje prawa w ograniczonym celu obejmującym utrzymywanie, promocję i udoskonalanie Usług oraz tworzenie nowych. Licencja pozostanie w mocy nawet wówczas, gdy użytkownik przestanie korzystać z Usług (dotyczy to na przykład wpisu o firmie dodanego w serwisie Mapy Google). W niektórych Usługach mogą istnieć sposoby uzyskania dostępu do umieszczonych w nich treści oraz usunięcia ich. Ponadto w pewnych Usługach obowiązują warunki lub ustawienia, które zawężają zakres wykorzystania przez nas treści przesłanych do tych Usług. Użytkownik musi mieć niezbędne prawa do udzielenia powyższej licencji na wszelkie materiały, które przesyła do Usług.

Pogrubione przeze mnie fragmenty nie są już takie oczywiste i dla osoby, która nie zna się na prawie i nie jest obyta w czytaniu regulaminów, mogą wyglądać niepokojąco.

Co kryje regulamin Google?

Dlatego też skonsultowałem się z przedstawicielem Google, który opowiedział o mi o możliwym zastosowaniu przypadków i zastrzeżeń zawartych w regulaminie.

Jak Google wykorzystuje lub jak w teorii może wykorzystać licencję, otrzymaną od użytkownika, na “wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie” materiałów?

Najlepszym przykładem, który obrazuje zastosowanie tego punktu regulaminu jest tzw. funkcja asystenta w usłudze Zdjęć Google, która potrafi np. przerobić zdjęcia użytkownika i przygotować na ich podstawie spersonalizowany film. Asystent wykorzystuje zdjęcia użytkownika i na ich podstawie tworzy inne dzieło – aby Google mógł coś takiego wykonać niezbędne jest udzielenie przez użytkownika licencji na wykorzystanie tych materiałów.

Inne wytłumaczenie zastosowania powyższego zapisu regulaminu to przykład związany z udostępnianiem danych. Pliki w chmurze są własnością użytkownika i domyślnie nie są z nikim współdzielone. Użytkownik może jednak zechcieć podzielić się tymi danymi z rodziną lub współpracownikami, a Google potrzebuje odpowiedniej zgody (zawartej w regulaminie), która pozwoli na zrealizowanie takiej czynności.

O co chodzi w przyznaniu przez użytkownika prawa “w ograniczonym celu obejmującym utrzymywanie, promocję i udoskonalanie Usług oraz tworzenie nowych”? Co to dokładnie oznacza w praktyce?

Dobrym przykładem wykorzystania tego zapisu jest Inbox, czyli Gmail na sterydach. Usługa pocztowa Inbox mogła powstać tylko dlatego, że Google dysponował Gmailem, którego użytkownicy zaakceptowali powyższy regulamin. Google analizował dane z Gmaila i stworzył dzięki temu Inboksa, który potrafi łączyć pokrewne wiadomości w grupy, analizować treść maili i przypominać o fakturach do zapłacenia oraz wyciągać na wierzch przydatne informacje, jak bilety, aktualne dane o lotach, rezerwacje hoteli i wiele innych.

Jakich usług dotyczy fragment: “Ponadto w pewnych Usługach obowiązują warunki lub ustawienia, które zawężają zakres wykorzystania przez nas treści przesłanych do tych Usług”? Które usługi mają zawężony (oraz w jaki sposób) zakres wykorzystania przez Google treści przesłanych przez użytkownika?

Większość usług Google bazuje na jednym regulaminie – “Warunkach korzystania z usług Google”. Jednak są też takie, które ze względu na swoją specyfikę mają własne regulaminy. Przykładem takiego produktu jest przeglądarka Google, której użytkownik akceptuje dodatkowo inny regulamin. Regulamin Chrome wyklucza pewne sprawy i pozwala np. na wyłączenie historii.

Wszystkie ustawienia związane z prywatnością i usługami Google można znaleźć w Ustawieniach, w zakładce Moje Konto. Szczerze polecam tam zajrzeć, zapoznać się z tym co Google może robić, a jeśli się na coś nie godzimy, to pewne ustawienia można zmienić.

Lektura regulaminu Google, jak każdego regulaminu, nie należy do najprzyjemniejszych czynności. Warto jednak zauważyć, że poza oficjalną formą zapisów, które wielu odbiera jako prawniczy bełkot, Google często dodaje rozszerzone opisy w prosty sposób przekazujące czytelne komunikaty – przykład poniżej.

Prawniczy bełkot:

Niektóre z Usług umożliwiają użytkownikowi wgrywanie, przesyłanie, dostarczanie, zapisywanie, przechowywanie, wysyłanie i odbieranie treści. Użytkownik zachowuje wszelkie posiadane prawa własności intelektualnej do tych treści.

To samo, ale ludzkim językiem:

Krótko mówiąc, własność użytkownika nadal nią pozostaje.

Podsumowanie

W regulaminie Google rzeczywiście są zapisy, które mogą budzić pewne wątpliwości. Czytając “Warunki korzystania z usług Google” należy jednak pamiętać, że dokument ten dotyczy wielu różnych usług Google i opisane w nim zagadnienia mogą dotyczyć nieoczywistych na pierwszy rzut oka zastosowań.

Mam jednak nadzieję, że udało mi się wyjaśnić wątpliwości związane z tym, do kogo należą prawa do dokumentów i danych przechowywanych i przetwarzanych w usługach Google – cały czas należą do użytkownika.

A najlepszym tego dowodem jest Google Takeout, czyli usługa pozwalająca na pobranie z konta Google WSZYSTKICH danych: dokumentów, zdjęć, poczty, kontaktów i wielu innych.

* Zdjęcie: Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji