Ludzie którzy płacą, żeby ocenzurować im filmy

Artykuł/RTV 17.09.2015
Ludzie którzy płacą, żeby ocenzurować im filmy

Ludzie którzy płacą, żeby ocenzurować im filmy

Co byś zrobił, gdyby twoje przekonania religijne nie pozwalały ci obejrzeć większości filmów, jakie pojawiają się w kinach? Przecież w każdym z nich ktoś może krzyknąć “O boże!” co jest sprzeczne z przykazaniami?

Czy w takiej sytuacji jesteś skazany na rozrywkę w postaci kilku “całkowicie czystych” filmów familijnych w roku? Niekoniecznie. Od pewnego czasu na amerykańskim rynku oferowane są usługi, które pozwalają tak ortodoksyjnym religijnie osobom obejrzeć odpowiednio zmodyfikowany film. Ciekawy jest sposób, w jaki wykorzystują one technologię cyfrowego przechowywania i przetwarzania filmów.

Cleanflicks

Pierwszą oferującą takie usługi firmą, powstałą na początku 21. wieku był CleanFlicks. Jej nazwa nawiązywała do popularnej wtedy w USA wypożyczalni DVD… Netflix. Dziś Netflix kojarzymy z czymś innym, wtedy gigant rynku VOD był wysyłkową wypożyczalnią wideo.

Co oferował CleanFlicks? Specjalnie zmodyfikowane wersje filmów na DVD – bez przekleństw, golizny, wzywania imienia bóstwa nadaremno etc. Jak można się domyślać, niektóre filmy mogłyby być przez do bardzo krótkie. Oferowane w usłudze filmy po edycji przeznaczone były dla najbardziej ortodoksyjnych religijnie ludzi – większość klienteli stanowili mormoni. Mogli oni obejrzeć film, mając pewność, że nie urazi on ich uczuć religijnych.

clear1

Jak można się łatwo domyślić, wypożyczanie własnych wersji filmów szybko wpędziło firmę w tarapaty finansowe, gdyż były to nielegalne przeróbki. W 2006 roku sąd w Denver zadecydował, że nie można ani wypożyczać, ani sprzedawać tak zmodyfikowanych filmów.

Od tego czasu twórcy CleanFlicksa byli skazani na dystrybucję filmów, które nie naruszają żadnych uczuć religijnych – filmy te wybierali zatrudniani przez firmę eksperci. Niestety, takich filmów było niewiele (głównie familijne produkcje TV) i firma wkrótce zakończyła działalność.

ClearPlay

Inna firma, występująca pod nazwą ClearPlay, znalazła lukę w werdykcie sędziego. Skoro nie można dystrybuować zmienionych filmów, to co gdyby edycja odbywała się już w odtwarzaczu klienta?

Stworzyli oni specjalny system, składający się z dedykowanego odtwarzarza DVD i BluRay, który otrzymuje specjalny skrypt do każdego filmu (na dysku USB lub poprzez połączenie z internetem) z informacjami, które sceny należy pominąć lub wyciszyć. Tym sposobem edycja odbywa się w czasie rzeczywistym w domu widza.

Oprócz odtwarzaczy “fizycznych” firma oferuje również specjalne odtwarzacze do filmów streamowanych (w tej chwili wspiera jedynie filmy zakupione lub wypożyczone z Google Play).

clear2

Do każdego ze wspieranych filmów istnieje możliwość ustawienia czego dokładnie nie chcemy widzieć i słyszeć: nagości, przekleństw, bluźnierstw, używania alkoholu i środków odurzających, przemocy etc. W tej chwili w bazie danych posiadają ponad 4500 filmów. Reklamują się jako usługa dzięki której możemy obejrzeć film z całą rodziną i nie martwić się o nic.

Cenzura na życzenie? Nie, dziękuję

Dla mnie korzystanie z tego typu usług jest co najmniej dziwne. Rodzice powinni sami ocenić, czy dzieci mogą oglądać dany film. Naprawdę wierzymy, że możemy z nimi obejrzeć “Bękartów wojny” czy “American Sniper” z wyciętymi scenami przemocy, i staną się one filmami familijnymi? Przecież często wycięte sceny stanowią ważną część fabuły, a przesłanie filmu – często nieodpowiednie dla młodych widzów – pozostanie identyczne. Z drugiej strony usługi typu ClearPlay powodują zamykanie się w bańce mydlanej własnych poglądów i niedopuszczanie jakichkolwiek innych – co też nie wpłynie dobrze na rozwój intelektualny i emocjonalnych tych których rzekomo w ten sposób chronimy.

* Zdjęcie: Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement