Smartfony bez wymiennych akumulatorów i kart pamięci – czy to źle?

Artykuł/Sprzęt 16.08.2015
Smartfony bez wymiennych akumulatorów i kart pamięci – czy to źle?

Smartfony bez wymiennych akumulatorów i kart pamięci – czy to źle?

Samsung zaprezentował model Galaxy Note 5, w którym nie tylko nie można wymienić akumulatora, ale również rozbudować pamięci za pomocą karty. Dlatego postanowiliśmy się zastanowić nad tym, czego najbardziej brakuje nam w nowych smartfonach (i nie chodzi tu tylko o nowe Samsungi).

grabiec nowePiotr Grabiec: Samsunga już wielokrotnie oskarżano o kopiowanie Apple’a, a usunięcie slotu na kartę microSD i rezygnacja z wymiennej baterii to kolejny wizerunkowy strzał w stopę koreańskiej firmy. Nie byłoby zresztą o to tyle szumu, gdyby Samsung nie tak dawno temu nie robił kampanii wallhuggers wymierzonej w konkurenta.

Nie mam jednak zamiaru krytykować Samsunga, ponieważ jestem użytkownikiem iPhone’a i zdążyłem się pogodzić z brakiem slotu na kartę i niewymiennym akumulatorem. Zresztą telefon Apple’a nie jest pierwszym moim smartfonem, który takowymi cechami się charakteryzował i nigdy nie było to decydujące u mnie przy wyborze telefonu.

Jasne, że telefon z wymiennym akumulatorem nie jest złym rozwiązaniem – wymienić go znacznie prościej, niż podłączać poza domem do telefonu powerbank. Większość ludzi jednak tego nie potrzebuje – a okiem producenta, to zanim ogniwo się straci swoją sprawność klient powinien… kupić telefon kolejnej generacji.

Mniej kusząca jest też dla mnie możliwość włożenia karty pamięci. I tak nie wykorzystuję 64 GB przestrzeni, którą mam obecnie w telefonie. Jeśli dodać do tego przechowywanie danych w chmurze, to jeśli tylko producenci przestaną zdzierać pieniądze za wersje o większej pojemności, to brak slotu microSD nie będę uznawał za wadę.

W moim telefonie, którym jest teraz iPhone 6, bardziej brakuje mi innych rzeczy niż wymiennego akumulatora i slotu na kartę pamięci. W nowej generacji telefonu Apple chciałbym zobaczyć przede wszystkim możliwość bezprzewodowego ładowania zgodną z obecnymi na rynku standardami – ale to raczej marzenie ściętej głowy.

Życzyłbym sobie za to sprawniejszej wymiany informacji i danych między smartfonem i tabletem, w tym stanu aplikacji, która nie wymagałaby udziału internetu i realizowana byłaby lokalnie – o pełnej synchronizacji powiadomień w iOS i OS X nie wspominając. Zresztą większość moich pobożnych życzeń dotyczy nie hardware’u, a oprogramowania.

Nie pogardziłbym oczywiście dłuższym czasem działania urządzenia z dala od gniazdka, co jest dla mnie ważniejsze niż będąca wyjściem do dzisiejszej dyskusji możliwość wymiany akumulatora. Tęsknię też za głośnikami stereo z HTC One i wodoodpornością z Xperii Z3 Compact.

W nowym iPhonie mógłby się też pojawić port USB typu C zamiast złącza Lightning. Dopóki nie zobaczyłem MacBooka z tym właśnie złączem zamiast MagSafe nie wierzyłem, że w iPhonie producent zrezygnuje ze swojego własnego standardu – ale teraz w sumie, to kto wie?

połowianiukMarcin Połowianiuk: Zawsze wydawało mi się, że cała ta afera o niewymienne baterie w smartfonach jest mocno przesadzona. Kto z nas wymieniał akumulator z racji starości? Przecież szybciej wymienia się całego smartfona na nowszy model. Nie znam też osób, które noszą z sobą drugi naładowany akumulator, by podmienić go w razie konieczności. W końcu od czego mamy powerbanki.

Ostatnio jednak musiałem zweryfikować ten pogląd. Kiedy używałem mojej Xperii Z1 w roli nawigacji, po 15 minutach telefon bardzo mocno się nagrzał, a tylna klapka uniosła się na środku. Okazało się, że winowajcą jest napuchnięty akumulator. Ogniowo nie wytrzymało upałów potęgowanych przez szybę w aucie, nawet pomimo klimatyzacji.

I cóż, w efekcie musiałem oddać telefon do serwisu, a więc przez kilka dni byłem zmuszony do korzystania z zapasowego smartfona. Poza tym serwis policzył sobie za nową baterię, nowe uszczelki i oczywiście za samą usługę. Gdyby plecki smartfona były zdejmowane, sam mógłbym wymienić baterię w kilka minut (a nie dni), a dodatkowo sporo bym zaoszczędził.

To oczywiście rzadkie sytuacje, ale lepiej dmuchać na zimne. Nie jestem fanem przesadnego grzebania w sprzęcie, ale lubię mieć dostęp przynajmniej do podstawowych elementów. Dlatego nie podoba mi się trend zamykania smartfonów w obudowie unibody, podobnie jak nie podoba mi się pomysł zamkniętego laptopa, w którym nie mógłbym wymienić dysku na SSD lub dołożyć RAM-u.

Łukasz KotkowskiŁukasz Kotkowski: Również nie bardzo rozumiem aż takiego rabanu o wymienne akumulatory. Kiedy jeszcze miałem telefon z taką możliwością, to korzystałem z tej opcji tylko wtedy, gdy… telefon się zawiesił i wyjęcie baterii było najszybszą formą restartu. Dziś o wiele bardziej cenię obecność szybkiego ładowania, którego bardzo mi brakuje w posiadanym przeze mnie smartfonie.

Rozumiem, że niektórym może przeszkadzać brak slotu na kartę microSD, ale tylko do pewnego stopnia. W momencie kiedy mamy 32 lub 64 GB pamięci wbudowanej, trudno mi uwierzyć, żeby ktoś ustawicznie zapychał całą tę pamięć aplikacjami i multimediami. Wyjątkiem jest fotografia, ale tutaj można sobie poradzić regularnym czyszczeniem pamięci i kopią zapasową do chmury, co też sam wdrożyłem we wszystkich swoich urządzeniach odkąd tylko mam konto OneDrive.

Bardziej od wymiennych akumulatorów i slotów na microSD brakuje mi w nowych smartfonach porządnych głośników, najlepiej umieszczonych na froncie – na palcach jednej ręki można wyliczyć producentów, którzy przywiązują do tego należytą uwagę i z pewnością jednym z nich nie jest Samsung, jeśli trzymać by się ciągle w obrębie nowych flagowców firmy. Koreańczycy nadrabiają przynajmniej solidnym DACiem dla słuchawek, czego o wielu innych producentach nie mogę powiedzieć.

Większość producentów po macoszemu traktuje też ergonomię, która jest szczególnie ważna przy rozmiarach współczesnych flagowców. Co z tego, że Samsung w nowym Nocie zakrzywił plecki, a w Galaxy S6 edge/edge+ zakrzywił ekran – obudowa nadal jest niewiarygodnie śliska, a krawędzie tak cienkie, że ciężko jest je chwycić. Ten sam grzech ciężki popełnia Apple, Sony, Huawei… design urządzenia jest jednym, ale komfort jego obsługi czymś zupełnie innym i tutaj bardzo bym sobie życzył, żeby konkurencja uważnie przyjrzała się działaniom LG i Motoroli, których urządzenia – wcale nie małe – leżą w dłoni bez porównania lepiej od flagowców w/w firm.

maciek gajewskiMaciej Gajewski: Właściwie, to problem próbujemy rozwiązać nieco naokoło, przynajmniej jeżeli chodzi o akumulatory. Pamiętacie piękne czasy, kiedy telefon ładowało się raz na tydzień? A w przypadku najlepszych modeli, raz na dwa tygodnie? Dzisiejsze telefony potrafią znacznie więcej: mają kolorowe, dotykowe wyświetlacze, mocne procesory, GPS, 3G, 4G i tak dalej. To oczywiste, że potrzebują większej ilości energii. Tylko tak jak postęp związany z układami scalonymi i podobnymi technologiami jest widoczny, tak jeżeli chodzi o ogniwa, to nie widać go wcale. Kiedyś, jak telefon wytrzymywał tydzień, było to przyzwoitym wynikiem. Dziś takowym jest… doba.

Nie rozumiem czemu jeszcze Apple, Samsung, LG czy Microsoft nie inwestują bimbalionów dolarów w wynalezienie lepszego ogniwa lub lepszej metody zarządzania energią (która polega na czymś więcej od wstrzymywaniu aplikacji w tle). Pierwsza firma, której telefon będzie równie zgrabny i funkcjonalny co aktualne modele i który wytrzyma na akumulatorze trzy-cztery dni przy normalnym użytkowaniu, ma we mnie klienta. I w dziesiątkach milionów innych takich, jak ja. Niezależnie od tego, czy będzie to iOS, Android czy Windows. Może mieć wtedy niewymienny akumulator. Bo co mnie to wtedy będzie obchodziło.

Nieco inaczej sprawa wygląda z kartami pamięci. To oczywisty skok na naszą kasę. Karty microSD pozwalają na tanie unowocześnienie naszego urządzenia. Za relatywnie niewielkie pieniądze możemy podwoić lub potroić dostępną pamięć masową naszego telefonu. Tu nawet nie chodzi o możliwość łatwego przenoszenia danych, w świecie WiFi i chmury nie jest to problemem, a właśnie o możliwość rozszerzenia pamięci. Bez dopłacania za to, niejednokrotnie, ponad tysiąca złotych za model „więcejgigabajtowy”.

mateusz nowak newwalkMateusz Nowak: Niewymienne akumulatory i karty pamięci interpretuję jako zamach na portfele klientów. Doskonale pamiętam, jak za czasów Samsunga Galaxy SII miałem dwa zapasowe akumulatory (o podwyższonej pojemności) oraz kartę pamięci, dzięki której trzykrotnie zwiększyłem pamięć telefonu. Co więcej, były to stosunkowo niewielkie wydatki, które rozłożone w czasie były praktycznie nieodczuwalne dla portfela, a pozwalały rozbudować możliwości posiadanego sprzętu i zwiększyć komfort pracy bez potrzeby wymiany całego urządzenia.

Wymienny akumulator jest dodatkowo zdecydowanie lepszym rozwiązaniem od jakiegokolwiek powerbanku, gdyż nie zwiększa on wymiarów urządzenia, nie powoduje problemów z ciągnącymi się kablami. Wystarczy wyłączyć telefon na kilkanaście sekund, wymienić ogniwo i wrócić do zajęć. Wszystko wygodnie i bez utrudnień.

Mimo tego, że działania producentów polegające na blokowaniu możliwości swobodnej wymiany akumulatorów lub rozbudowy pamięci w smartfonach interpretuję jako przejaw planowanego postarzania produktów, nie przywiązuję do nich zbyt dużej wagi.

Aktualnie używany przeze mnie smartfon jest już którymś z kolei, który nie pozwala na wymianę akumulatora i chyba drugim pozbawionym możliwości rozbudowy pamięci za pomocą kart SD. I mimo, że jestem świadomy tych ograniczeń, to nie odczuwam ich – nie przeszkadzają mi.

Stało się tak za sprawą tego, że w telefonach pojawiła się funkcja szybkiego ładowania, która z generacji na generację działa coraz lepiej i pozwala w bardzo krótkim czasie na podładowanie telefonu do stanu, który zagwarantuje kilka kolejnych godzin swobodnej pracy.

Brak możliwości rozbudowy pamięci też niezbyt daje mi się we znaki. Korzystam z chmur, w których przechowuję zdjęcia – w oryginalnej (Mega) i zmniejszonej (Google Zdjęcia) jakości. Dzięki tym zabiegom swobodnie mieszczę się na 16 GB, a mam nawet kilka gigabajtów wolnego miejsca, na zainstalowanie map wybranych państw lub języków w Tłumaczu, gdy planuję jakiś zagraniczny wyjazd.

W nowych smartfonach zdecydowanie brakuje mi funkcji, które pojedynczy producenci próbują wdrożyć, ale nie wiedzieć czemu, nie wszyscy podchwytują ich pomysły. Mam na myśli bezprzewodowe ładowanie, szybkie ładowanie, złącze USB Type-C oraz rozwiązania software’owe, jak wybudzanie telefonu przez stuknięcie w ekran.

Mimo powyższych problemów i niedociągnięć ostatnie zmiany na runku mobilnym oceniam bardzo pozytywnie. Smartfony stały się już dojrzałymi produktami i powoli jest już trudno o przełomowe rozwiązania i kolejne, szalone rewolucje. Potrzebujemy jeszcze tylko odrobinę czasu, aby dopracować drobne niedociągnięcia.

Pozostaje jednak otwarte pytanie… Co po smartfonach?

Dołącz do dyskusji