Karol Kopańko / 08.08.2015

Starożytna birmańska, buddyjska enklawa

20 interakcji Przejdź do dyskusji

Tysiące świątyń na wyciągnięcie ręki, wolność w eksploracji zwrotnikowych równin i ogromna gościnność miejscowych. Jeśli Birma to azjatycki skarb, to Bagan jest jego najcenniejszą perłą.

map
Źródło: holidaycity.com

Do Bagan trafiłem nocnym autobusem z Rangun, który w okolice Parku Archeologicznego dojechał jeszcze przed świtem – w okolicach 4 nad ranem. Autobus – jak to w Azji bywa – zatrzymał się na kilka kilometrów przed samą miejscowością, na prowizorycznym dworcu, aby dać zarobić kierowcom tuk-tuków i… konnych bryczek.

#thebest #bus #ever #sleeper #goingto #bagan #from #yangon #myanmarKK #myanmar

Film zamieszczony przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)


Wybrałem ten drugi środek transportu. I to nie tylko dlatego, że o dziwo był tańszy, ale również dla unikalnych wrażeń – jak często zdaje się wam brać konną taksówkę? Wokoło mrok, koń biegnie w całkowitej ciemności, zawierzając woźnicy, że ten nie pokieruje go na piaszczyste pobocze. Co jakiś czas mijają cię motocykle i traktory, rozdzierające ciszę silnikami spalinowymi, ale poza nimi słychać tylko stukot kopyt.

Już po kilku minutach taksówka zatrzymuje się na pierwszym punkcie kontrolnym, gdzie otrzymałem kartę uprawniającą do pobytu na terenie Bagan. Trzeba za nią zapłacić 20 dol. i choć wygląda jak wydrukowana na domowej drukarce (pewnie tak jest w istocie), to miejscowi przywiązują do niej bardzo dużo uwagi.

Zgodnie z niepisaną tradycją moich wypraw trafiam do najtańszego w okolicy hostelu… ale z WiFi. Nigdy nie przywiązywałem jednak wielkiej wagi do miejsc, w których przychodzi mi kłaść się na spoczynek – byle nic mi nie kapało na głowę i nie było mroźno.

W „tanim hostelu” czeka mnie niestety rozczarowanie. Mjanma nie jest bowiem krajem tanim dla turystów. Nie ma tu (jeszcze?) backpackerskich hostelików z wieloosobowymi pokoikami za kilka baksów. Zamiast tego najtańsze miejsce dla pojedynczego podróżnika można znaleźć za prawie 20 dol. za noc. To wcale nie wyjątek, a reguła.

Można więc pokusić się o stwierdzenie, że birmańskie podejście do turystyki staje w połowie drogi pomiędzy otwartością Tajlandii, a ekskluzywnością Bhutanu.

#began #bagantrip #bagantemples #myanmar #myanmarkk #buddism #temple #travel #traveling #bluesky #asia #village #blogger #pagoda

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Do Mjanmy może wjechać każdy, kto wyrobi sobie wizę, ale zostawi tam więcej pieniędzy niż np. w sąsiedniej Tajlandii, gdzie wizę dostaje się na lotnisku, a dzienny budżet można zamknąć w 10 dol.

Gotowy do drogi jestem, kiedy pierwsze promienie słońca zaczynają smagać korony drzew. Za dolara wynajmuję rower i po krótkim rzucie oka na mapę ruszam na polecaną przez właściciela hostelu pagodę, aby cieszyć się widokiem świątyń budzących się do nowego dnia.

Bagan to dziś zespół architektoniczny składający się z 2217 obiektów sakralnych – głównie stup i pagód, ale również klasztorów. To skansen, będący pozostałością po potężnym niegdyś imperium, którego władcy i mieszkańcy wspólnie wznieśli w swojej stolicy ok. 12500 miejsc przeznaczonych do modlitwy. Jak więc łatwo policzyć, do dzisiejszych czasów przetrwała nieco mniej niż co piąta świątynia, a mimo to Bagan robi porażające wrażenie ich zagęszczeniem. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z czymś podobnym.

Widok dziesiątek ceglanych wieżyczek jest unikalny dla tego miejsca i kiedy podziwia się go siedząc na murkach jednej ze świątyń, to zwyczajnie nie chce się wstawać. Jest zbyt pięknie i mistycznie, aby wymazać ten widok z głowy.

Chwilo trwaj!

Królestwo Pagan powstało w połowie IX wieku, kiedy kilka miasteczek i wsi połączyło się w jeden organ i otoczyło murem obronnym w 849 roku (pozostałości tego muru możecie podziwiać poniżej). W toku rywalizacji z sąsiednimi ośrodkami Królestwo zyskiwało na znaczeniu. Kiedy do władzy doszedł ambitny król Annawratha (1044-1077) Pagan stało się dominującym „państwem” na terenie Birmy – tak pod kątem administracyjnym i wojskowym, jak i religijnym i naukowym.

To do Bagan ściągali buddyjscy mnisi nawet ze Sri Lanki, aby oddać cześć Buddzie i modlić się w świątyniach, świadczących o zamożności Pagańczyków. W XII wieku Królestwo zamieszkiwało nawet 200 tys. osób, a odwiedzić je miał także wenecki kupiec i podróżnik, Marco Polo.

INTHA PEOPLE (Tibeto-Burman ethnic group living around Inle Lake)There are 70,000 of them, live in four cities bordering the lake, in numerous small villages along the lake’s shores, and on the lake itself.

Posted by Karol Kopańko on Thursday, July 23, 2015

Jak dziś Mjanma, tak i wtedy Pagan było wielonarodowościowym Królestwem, gdyż oprócz Birmańczyków zamieszkiwali je Monowie, których podbił Anawratha. Zdobył on położoną nad Oceanem stolicę Państwa Monów – Thaton, uwięził ich króla, a rzemieślników i artystów zabrał ze sobą, aby zdobili jego własną stolicę. Jedna ze zbudowanych przez mońskich architektów świątynia – Manucha, stała się późniejszych więzieniem króla Monów.

Wznoszone świątynie były zaś albo pagodami, albo stupami. Te pierwsze wywodzą się z Chin i Japonii. To wielokondygnacyjne wieże, w których kolejne piętra oddziela się od siebie odrębnymi daszkami. Stupy natomiast wywodzą się z Indii i mają dzwonowaty kształt, zwieńczony masztem – symbolem obecności Buddy.

Źródło: english.visitkorea.or.kr
Źródło: english.visitkorea.or.kr

Budowniczowie nie stosowali jednak żadnych środków mających uchronić świątynie przed zgubnym wpływem trzęsień ziemi, które nie należą tu do rzadkości. Mjanma położona jest bowiem w strefie subdukcji, gdzie płyta indoaustralijska ściera się z eurazjatycką.

W 2004 roku to właśnie uskok płyty birmańskiej, położonej na południe od wybrzeży Mjanmy wywołał faję tsunami, która zabiła ponad 150 tys. osób na wybrzeżach Oceanu Indyjskiego.

W Pagan największe trzęsienie ziemi miało miejsce w 1975 roku. Osiągnęło wówczas 8 stopni w skali Mercallego, co oznacza ogromne zniszczenia w nieprzystosowanych do wstrząsów budowlach, równoznaczne niekiedy z ich zawaleniem. Takie trzęsienie w domach powoduje przewracanie się ciężkich mebli takich jak np. regały, a na zewnątrz obraca w gruzy kominy i kolumny.

Światynie Bupaya w 1869. Zniszczona podczas trzęsienia / Źródło: wikipedia
Światynia Bupaya w 1869. Zniszczona podczas trzęsienia / Źródło: wikipedia

Odbudowy prowadzono w latach 90. ubiegłego wieku, niestety nie dopuszczano do nich międzynarodowych ekspertów przez co jakość prac budzi wątpliwości. Niektóre malowidła zamazywano, inne odmalowywano na nowo, niektóre ściany od wewnątrz tynkowano, inne odbudowywano ze szczególnie złym smakiem, przez co (niewielka) część świątyń wygląda jakby była zbudowana wczoraj.

IMG_3950_Fotor

Odbudowa stała się pokłosiem decyzji junty, znajdującej się wówczas u władzy, o uczynieniu z Bagan prężnego ośrodka turystycznego, jaki miał przyciągnąć najbogatszych turystów z całego świata. Zbudowano tu nawet pole golfowe wraz z dużym ośrodkiem wypoczynkowym. Niestety kiedy go odwiedziłem, moim oczom ukazały się przestrzenie z idealnie przystrzyżoną trawą, po których hulał wiatr. Na podłogach spotkać zaś można było śpiących Birmańczyków, którzy wokoło murowanego centrum hotelowego pobudowali prowizoryczne drewniane domki.

#myanmar #golf #golfcourse #golfcourse #in the #jungle #bagan #sport #elegantsport #summer #tropics #Asia #travel #traveling

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

(Znajdziecie śpiącą panią na poniższym zdjęciu?)

Sunny day in rice field of Myanmar countryside. Almost 100 % of farmworkers are women

Posted by Karol Kopańko on Monday, July 27, 2015

Dziś z pomocą turystów Bagan rozwija się bardzo szybko i nie grozi mu popadnięcie z niepamięć, jak stało się to w XIV. Birmę najeżdżali wówczas Mongołowie. Nie dotarli oni jednak do samej stolicy Królestwa. Mimo to groźba, że kiedyś to zrobią, spowodowała, że król przeniósł swoją siedzibę na południe dla bezpieczeństwa, a Bagan bez jego wsparcia zupełnie straciło na znaczeniu.

Teoretycznie historia zatoczyć może koło – wystarczy jedna decyzja junty. Ta jednak czerpie obecnie duże zyski z turystyki, dostarczającej kilkanaście procent całego budżetu. Każdy hotelarz odprowadzać musi duży podatek (dokładnej wielkości nie znam), bo nie bez przyczyny Birma dla obcokrajowców tania nie jest…

[english below]Mój pierwszy wpis w całości poświęcony Mjanmie! A to dopiero początek większej serii 🙂 Tym razem nieco…

Posted by Karol Kopańko on Monday, July 27, 2015

Każdy koszt wynagradzają przepiękne starożytne krajobrazy

Wyobraź sobie kilka kilometrów kwadratowych dziewiczych pól obsianych świątyniami, z których w jednym momencie w polu widzenia znajduje się co najmniej kilkanaście. Gdzie się nie obrócisz, tam towarzyszą ci świątynie wybijające się ponad zielono-rdzawy krajobraz.

Nieco bardziej „zielono” w Bagan jest kiedy przejedziemy w kierunku rzeki, która szerokim, nieuregulowanym nurtem przepływa wokół miejscowości. Rzeka jest przez miejscowych wykorzystywana przede wszystkim w celach transportowych. To właśnie nią pływają obszerne barki, a także drewniane pale. Dopiero na kolejnym miejscu znajduje się rybołówstwo.

Fisherman from Bagan, Myanmar

Posted by Karol Kopańko on Sunday, July 19, 2015

Przy pomoście cumuje także kilka luksusowych statków, którymi najbogatsi turyści podróżują z Bagan. Wieczorami załoga zabawia podróżnych, serwuje im drinki i włącza karaoke (prawie jak w Wietnamie), a do ich dyspozycji przez cały czas jest również WiFi, jak i zapas betelu.

Drugiego dnia w Bagan, kiedy chciałem wstać tak rano, aby zająć sobie najlepsze miejsce do obserwowania wschodu słońca, wstałem o 3 nocy, gdyż nie przestawiłem czasu z singapurskiego (w Mjanmie zawsze jest 1,5 godziny wcześniej). Pomstując na własnej nierozgarnięcie znalazłem także mały pozytyw tej sytuacji – łącze było jeszcze wówczas nieobciążone przez co wreszcie mogłem wrzucić dla was nowy wpis.

Bagan bardzo często porównywany jest do kambodżańskiego Angor Wat ze względu na gęstość świątyń i możliwość swobodnej eksploracji każdej z nich. W Kambodży turystyka jest jednak o wiele bardziej komercyjna. Wokół każdej prawie każdej świątyni mamy możliwość zakupienia pamiątek, pocztówek, gadżetów i ubrań. W Birmie też można to już spotkać, z tą różnicą, że tu zaczepiać nas będzie jeden dystrybutor regionalnych malowideł, a w Angor Wat nie będziemy się mogli od nich dosłownie opędzić.

IMG_4039_Fotor

Inny jest także wymiar obcowania z dziedzictwem wieków. Przez Angor Wat podróżowałem na rowerze, ale należałem do zdecydowanej mniejszości, gdyż praktycznie każdy kogo tu spotkałem wynajął już dla siebie kierowcę, który na motocyklu czekał na niego poza granicami świątyni.

W Bagan, kiedy pierwszego dnia zdecydowałem się na elektryczny rowerek, czułem się jak “burżuj”, gdyż praktycznie każdy podróżował zwykłym dwukołowcem. Dzięki temu powietrza nie rozrywało co chwila charczenie skuterków i w ciszy można było spokojnie podziwiać zmagania Birmańczków z ich codziennością.

 

Oba powyższe miejsca – i Bagan i Angor Wat – mogą być równie autentyczne, jeśli tylko wie się, gdzie należy szukać.

Nawet w Bagan w korytarzu u wejścia do największej świątyni możemy zagubić się w cieniu wyciąganych w naszym kierunku rąk wypełnianych breloczkami i longy’iami (spódnice z kawałków materiału noszone przez Birmańczyków). Wystarczy jednak zboczyć nieco z ubitego toru, wybrać mniejsze, skryte w gęstwinie, bądź wśród pól świątynie, aby być z ludźmi praktycznie sam na sam. Pomóc im w zbiorach ryżu, napić się miejscowego samogonu razem z mieszkańcami wioski, podać rękę przy schodzeniu z niewielkiej łódeczki na brzegu rzeki czy zjeść obiad razem z rolnikiem orzącym pole wołami.

Wszystko zależy od tego, jaki tryb podróżowania wybierzemy, czy zgodzimy się na mniejszy komfort, więcej własnej pracy i niepewne wynagrodzenie w postaci potencjalnie niesamowitych wspomnień. A może wolimy konwencjonalne podróżowanie polegające na odwiedzaniu kolejnych punktów zaznaczonych na mapie. I pierwszy i drugi sposób mają swój urok i są piękne, jeśli koncentrują się na poznawaniu nowych kultur.

Dołącz do dyskusji

Advertisement