Zastanów się dwa razy, zanim kupisz pudełkową edycję Metal Gear Solid V dla PC. Jej zawartość to nieśmieszny żart

Felieton/Gry 31.08.2015
Zastanów się dwa razy, zanim kupisz pudełkową edycję Metal Gear Solid V dla PC. Jej zawartość to nieśmieszny żart

Zastanów się dwa razy, zanim kupisz pudełkową edycję Metal Gear Solid V dla PC. Jej zawartość to nieśmieszny żart

To co twórcy zrobili z wydaniem pecetowym Metal Gear Solid V: Phantom Pain zakrawa na nieśmieszny żart. W pudełku, w którym gracze spodziewają się nowego tytułu z Big Bossem w roli głównej, deweloperzy sprzedają płytę o z zaledwie kilkoma megabajtami danych. Zamiast gry nagrana została na niej aplikacja.

Jestem ogromnym fanem cyfrowej dystrybucji, zarówno w przypadku pecetów jak i konsol. Nie mam problemu z tym, że grę muszę pobrać z sieci i zostaje ona przypisana na stałe do mojego konta. Ogromna rzesza graczy chce i potrzebuje jednak gier na płytach.

Przypisanie takiej gry do konta użytkownika nie jest zresztą problemem.

W przeciwieństwie do świata konsol, gdzie płytę z grą można odsprzedać i odzyskać przynajmniej część zainwestowanych funduszy lub po prostu pożyczyć znajomemu, płyty z grami dla PC po ich pierwszym uruchomieniu mają wyłącznie wartość kolekcjonerską. Do tego się zdążyliśmy jednak już przyzwyczaić.

Gry kupione na PC, nawet w pudełku, przypisane zostają w lwiej części przypadków na stałe do kont w usługach Steam, Origin lub Uplay. Pocieszenie pececiarze mogą znaleźć w tym, że zwykle płacą za gry znacznie mniej niż osoby, które chcą je uruchomić na konsolach. Problem w tym, że deweloperzy odchodzą od dystrybucji na płytach.

A płyty z grami, które można zainstalować lokalnie, nadal potrzebuje masa ludzi.

metal-gear-solid-v-steam-4

Powody mogą być najróżniejsze, a pierwszy który przychodzi do głowy brak szybkiego i nielimitowanego łącza internetowego. W dzisiejszych czasach gry pobierane z internetu potrafią ważyć dziesiątki gigabajtów. Dla osób z wolnym stałym łączem internetowym, a tym bardziej dla osób korzystających z internetu mobilnego, to bardzo niekomfortowa sytuacja.

Ratunkiem jest fizyczna kopia gry. Osoby, które z jakiegoś powodu nie chcą lub nie mogą kupić cyfrowej kopii danego tytułu, idą więc do sklepu i kupują pudełko – a po powrocie do domu liczą na to, że wrzucą płyty do napędu DVD, by po kilkudziesięciu minutach żonglerki krążkami będą mogli rozpocząć zabawę.

Na płyty mogą zdecydować się też gracze, którzy w dniu premiery swojego ulubionego tytułu nie chcą paść ofiarą niesprawnych serwerów uniemożliwiających pobranie gry.

Już pal sześć, że gra kupiona w pudełku przypisana zostaje na stałe do konta w usłudze Steam, Origin lub Uplay, a coraz więcej tytułów zanim się uruchomi pobiera kilka gigabajtów uaktualnienia przygotowanego jeszcze przed premierą. I tak instalacja z płyt i pobranie patcha może być szybsze niż pobieranie całej gry z sieci w dniu premiery.

Łatki “Day 1” stają się standardem w branży, ale nie pozostaje nam nic innego, jak się z tym pogodzić. Nie sposób jednak się nie zagotować, gdy widzi się takie pójście na łatwiznę, jak w przypadku Metal Gear Solid V: Phantom Pain. Wydawca wprowadził do obiegu pudełko z grą i płytą, na której gry nie ma wcale.

Zamiast tego znalazł się tam wyłącznie… instalator Steama. Wygląda to na nieśmieszny żart z graczy, którzy gier na płytach potrzebują. Czarę goryczy przelewa fakt, że Steam nie pozwolił na pobranie nieaktywowanej kopii Metal Gear Solid V: Phantom Pain przed premierą, aby uniknąć potencjalnych problemów z serwerami.

Szkoda, że wydawca Metal Gear Solid V: Phantom Pain ma w poważaniu potrzeby swoich klientów. Pudełko z kodem do Steama z nową grą ma wartość tylko dla kolekcjonera, a osoby liczące na instalację z płyty mogły równie dobrze kupić grę w formie cyfrowej.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Przewiń stronę, by przeczytać kolejny wpis
Advertisement