Karol Kopańko / 10.07.2015

Singapur w różowych okularach, czyli dlaczego to najlepsze miejsce jeśli chcesz opuścić Polskę

67 interakcji Przejdź do dyskusji

Spaceruję plażami Senstosy. To jedna z największych turystycznych atrakcji Singapuru. Wyspa-Disneyland, gdzie na weekendową zabawę dla całej rodziny w Polsce trzeba byłoby pracować ze dwa miesiące. Najdroższa wyspa świata kusi luksusowymi hotelami, kasynem, oceanarium, muzeami, parkiem rozrywki Universal i ogromnym centrum handlowym – dosłownie wszystkim czego osoba bez limitu na karcie kredytowej mogłaby potrzebować.

Niestety plaże są jakieś smutne, wyglądają jakby ktoś podciął im korzenie, zostawił do zasuszenia, a później włożył w klaser i z uśmiechem zaczynał przebierać się w strój kąpielowy. W pewnym sensie tak właśnie jest – piasek przywieziono z Indonezji, obcego kraju. Na horyzoncie majaczą kontury ogromnych tankowców, które czekają na wejście do największego portu w tej części świata. Są ich setki i tworzą przemysłową, a nie wakacyjną aurę. Leżenie na leżaku w takich warunkach nie mogłoby sprawiać mi przyjemności.

Zaczyna padać deszcz. Chronię się pod parasolem razem z kilkoma leżącymi na rozkładanych fotelach hotelowymi gośćmi. Zaczynam nawiązywać rozmowę. Od słowa do słowa – jestem studentem, turystą, blogerem, a także Polakiem. Na dźwięk tego ostatniego słowa aktywizuje się około 50-letni mężczyzna odpoczywający pod sąsiednim parasolem – “O, hej! Witam rodaka!”.

Jest managerem w międzynarodowej korporacji zajmującej się wydobyciem i transportem paliw kopalnych. Chwali się, że kilka z tych statków, na które patrzymy to on kilkoma kliknięciami wysyła po całym świecie. Nie chce mi zdradzić ile zarabia, ale zerkając na zegarek, spinki do koszuli i okulary wnioskuję, że nie głoduje. Mówi mi, że osoby, którymi zarządza zgarniają miesięcznie 20 tys. sing. dol – ponad 50 tys. zł.

Polskę opuścił 15 lat temu i w rozmowie co kilka słów wplata anglicyzmy. Jego umysł przestawił się już na zupełnie inny język. Na stoliku obok stoi kieliszek wina, którym stara się uczcić ostatnie chwile w Singapurze. Obok leży pusta butelka. Niestety firma przenosi go do Chicago. Dlaczego “niestety”?

Bardzo mu się tu podoba. Wraz z poznaną na miejscu Amerykanką założył rodzinę, ma dwie córki. Nie martwi się kiedy młodsza z nich wraca do domu po zmroku, w końcu mieszka w najbezpieczniejszym miejscu na świecie (tylko Liechtenstein ma niższy odsetek morderstw). Państwo zabiera mu niewielką część pokaźnych dochodów, nie traci czasu w korkach, co kilka miesięcy wylatuje na wczasy do rajskiego kurortu nad Oceanem, córki chodzą do międzynarodowej szkoły i nie ma z nimi najmniejszych problemów. Dla niego – z wysoką pensją – Singapur to raj na ziemi.

W swoim tekście sprzed kilku dni: “Singapur jest super, ale nie chciałbyś tutaj zamieszkać“, przedstawiłem argumenty przemawiające za opuszczeniem Singapuru. Teraz mam zamiar się z nimi rozliczyć i pokazać, że jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a niektóre ograniczenia i wady są spowodowane troską o komfort życia mieszkańców.

Ludzie

Singapurczycy mogą być naprawdę przyjemnymi ludźmi. Wielokrotnie miałem różne kłopoty ze zlokalizowaniem niektórych miejsc w mieście i “localesi” nieraz wychodzili z pomocną ręką. Używali swoich telefonów, aby zlokalizować miejsca, o które się rozpytywałem, a także wskazywali przystanki autobusowe i sprawdzali w mobilnej aplikacji numer potrzebnego busa.

W Indonezji bank postanowił znienacka zablokować moją kartę (może ktoś mnie porwał i przy bankomacie na małej indonezyjskiej wyspie trzyma nóż na gardle?), tak, że nie mogłem wypłacić 35 dol. potrzebnych do uzyskania wizy. Sytuacja była podbramkowa, bo mogłem zostać cofnięty do Singapuru i kupować kolejny bilet. Na szczęście pewien Singapurczyk zainteresował się moją sytuacją i pożyczył mi pieniądze. Uratował mój wyjazd.

Druga kwestia tyczy się pieniędzy, na których pomnażanie są tu wszyscy mocno zorientowani. Nie czyni się z nich tematu tabu, o pensjach rozmawia swobodnie, jak i o oczekiwaniach w stosunku do pracodawcy. Uważam, że to świetne rozwiązanie, gdyż czynienie z finansów tematu tabu jeszcze nikomu nie wyszło na dobre.

Pogoda

Psioczyłem na nią przez cały wyjazd, ale w gruncie rzeczy da się z nią wytrzymać, a nawet przyzwyczaić organizm, który poci się mniej. Można ją ignorować, bo pracuje się w końcu w klimatyzowanych biurach, a na światło słoneczne wychodzi tylko w razie potrzeby. Teoretycznie czuć ją można bardzo rzadko, a nawet wcale, gdyż niektóre stacje metra są klimatyzowane.

Tropikalny klimat stał się całkiem przyjemny zwłaszcza pod koniec mojego pobytu, na przełomie listopada i grudnia, czyli w porze deszczowej. Deszcz sam w sobie przyjemny nie jest, ale kiedy akurat nie padało temperatura była nieco niższa niż zwykle i komfortowa. To samo mogę powiedzieć o niedzieli spędzonej na Sentosie, kiedy siedząc na plaży co rusz czułem na twarzy ożywczą bryzę znad oceanu.

Piszę te słowa na południu Indii w Kodaikanal, górskiej prowincji wzniesionej na ponad 2 km n.p.m. Hindusi przez cały dzień chodzą tu w kurtkach, czapkach i rękawiczkach, owijając się dodakowo sarongami. W nocy temperatura spada do 5 stopni i w hostelu trzeba prosić o dodatkowy koc, bo ogrzewanie jest tu fanaberią bogaczy. W takich momentach tęskni się za Singapurem, gdzie nawet wracając do domu w środku nocy nie trzeba martwić się o dodatkowe nakrycie.

Już sobie wyobrażam jaka temperatura musi panować teraz w Polsce…

Media

SMU jest pełne konferencji, spotkań z ważnymi ludźmi i prelekcji biznesmenów, na które uczęszczałem dość często. Podczas jednego z takich wydarzeń poprosiłem prelegenta (twórcy wielu pomyślnie rozwijających się firm) o odpowiedź na pytanie dlaczego Singapurczycy nie widzą problemu w kontrolowanych przez rząd mediach. Odpowiedź brzmiała mniej, więcej tak:

Zobacz co się dzieje w Hong Kongu, gdzie prasy i telewizji nie kontroluje nikt. Każdy tam może powiedzieć na kogokolwiek złe słowo nawet bez posiadania dowodów. Protesty podburza się fałszywymi oskarżeniami i dezinformacją. Zagraniczni dziennikarze robią co chcą i piszą co chcą, a nie mają wiedzy o tradycjach i przeszłości tego narodu.

Czy to jest dobre?

To jakby ktoś wszedł do twojego domu z butami, nabłocił i oczekiwał, że za niego posprzątasz, a w międzyczasie udzielał Ci jeszcze rad jak miałbyś wychowywać swojego syna.

Kiedy otwieram gazetę w Singapurze to widzę, że są tam informacje rzetelne i sprawdzone, a nie wyssane z palca i oparte na poszlakach.

To, czy w doborze informacji opierać się chcemy na dziennikarzach czujących nad sobą czujne oko władzy, czy wolimy sami komponować swoje źródła zależy tylko od nas. W końcu w Internecie i mediach społecznościowych cenzury już nie ma.

Wolność

W Singapurze nie ma wielu swobód obywatelskich, takich jak np. pełna wolność słowa czy wolność zgromadzeń, ale dzięki temu rząd może w maksymalnie efektywny sposób zarządzać państwem. Wie kto, gdzie pracuje, ile zarabia, jakie są jego poglądy polityczne, jakie strony przegląda w Internecie i gdzie spędza czas wolny po pracy.

Informacja to potęga, a wykorzystana w dobrej wierze sprawia, że przedszkola buduje się w tych rejonach gdzie osiedlają się młode pary, a policja może przewidzieć niepokoje społeczne jeszcze przed ich wybuchem, analizując nastrój wypowiedzi mieszkańców w Internecie. Dzięki uważnej analizie treści for internetowych zdołano m.in. zapobiec atakowi terrorystycznemu z początku tego milenium.

W przygotowaniu jest także trójwymiarowa mapa miasta, aktualizowana w czasie rzeczywistym i wykorzystująca uwagi przesyłana na bieżąco przez mieszkańców. Mapa pomagać miałaby w lokalizacji wypadków i osób potrzebujących pomocy.

Ceny

Jest drogo. To prawda. Ale jak w praktycznie każdym miejscu na całym świecie, jeśli wiesz co i gdzie kupować, to przeżyć możesz dość tanio. Teoretycznie, mimo niskich cen posiłków, można w Singapurze gotować samodzielnie, co tłumnie czynili Wietnamczycy zamieszkujący mój hostel.

Kupowali 20-kilogramowe paczki ryżu, który przyrządzali później w maszynach do jego gotowania. Wrzucali na patelnię nabyte w miejscowym markecie mięso kurczaka, dodawali trochę warzyw i przypraw i mieli tanią kolację – prawie jak w domu.

Wiele rzeczy, za które w innych krajach Azji trzeba płacić, tu dostaje się za darmo. Weźmy choćby bilety do wielu turystycznych atrakcji, które albo cały czas, albo w niektóre dni stoją darmowym otworem. Tymczasem w takiej Tajlandii czy Birmie obcokrajowcy płacić muszą co najmniej 10-krotnie więcej… W przypadku pierwszego kraju wejście do Pałacu Królewskiego w Bangkoku to wydatek 500 batów (50 zł). W Birmie natomiast przepustka do świątyń w Bagan i jeziora Inle kosztuje 15 dol. Dla obywateli danego kraju bilet to sprawa groszowa… Taki azjatycki podatek od turystyki.

Koronnym przykładem jest także woda. Od jej dyspozytorów aż roją się miejsca publiczne w Singapurze. Dlatego każdy chodzi tu z własnym, zakręcanym pojemnikiem i napełnia go przy każdej okazji. Niektórzy żartują, że jeśli na jakimś lotnisku zobaczą człowieka wlewającego wodę do prywatnej butelki, to są gotowi postawić duże pieniądze, że jest to Singapurczyk. Tymczasem w innych krajach Azji czysta woda pitna jest na wagę złota – szczególnie w trudno dostępnych miejscach. Pamiętam, że w wysokich partiach filipińskich tarasów ryżowych kosztowała tylko co posiłek dla dwóch osób w Manili.

Komunikacja

Na rozgrzeszenie taksówkarzy nie znajduję żadnego argumentu. Za to komunikacja publiczna jest klasą samą dla siebie. Choć droższa od polskiej i nieco zatłoczona w godzinach szczytu to oferuje dojazdy do każdego miejsca na wyspie w stosunkowo krótkim czasie.

Chcesz wybrać się na plażę? Nie ma sprawy – kilka minut z centrum i jesteś na Sentosie. Młodzi mężczyźni, którzy odbywają swoją obowiązkową służbę wojskową mogą co weekend wracać do domu na przepustkę. I choć baza zwykle zlokalizowana jest w którymś krańcu wyspy, to jej

przejechanie wzdłuż lub wszerz nie powinno zająć więcej niż 2 godziny. Porównajcie to z wynikiem przemierzania cyfrowych bezdroży w GTA V lub San Andreas.

Nie ma też nic przyjemniejszego niż klimatyzowany autobus po ciężkim, dusznym spacerze na “świeżym” powietrzu.

Obsługa klienta

Nie jest tak, że kelnerzy, ekspedientki czy inne osoby pracujące w usługach są niemiłe. Wręcz przeciwnie. Bardzo rzadko jednak zdecydują się na pójście klientowi na rękę – będą się sztywno trzymały regulaminów.

Aby zrozumieć podłoże takiego zachowania przyjrzyjmy się pobliskim krajom – np. Malezji czy Wietnamowi. Poza galeriami handlowymi nie istnieje tam coś takiego jak “fix rate”. Oznacza to, że w momencie kiedy sprzedawca słyszy pytanie o cenę danego towaru w jego głowie rozpoczyna się chłodna kalkulacja. Pod uwagę brany jest strój pytającego, jego głos, aktualne samopoczucie powiązane ściśle ze stopniem wypełnienia portfela, a może i nawet jakaś gwiezdna koniunkcja.

Niektórzy żartują, że następuje wtedy wyliczanka – “ene due…”, losowanie numerków i muszę przyznać, że coś w tym jest… Gdy chciałem w Hanoi kupić plecak do nepalskiego trekingu, to zależnie od miejsca cena wahała się od 25 do 150 dolarów za (zapewne) podróbkę Northface’a.

Dlatego, aby odciąć się od “azjatyckich tradycji”, Singapurczycy zawsze i wszędzie będą do ostatniej kropli krwi, albo sekundy na stanowisku, przestrzegać ustalonego regulaminu.

Powierzchnia

Ponoć kiedy zwierzęta zamknięte są na niewielkiej przestrzeni, to czują się mniej szczęśliwe niż ich odpowiedniki cieszące się ogromną powierzchnią życiową. Aplikowanie wyników tego badania do ludzi może być nieco ryzykowne, choć faktem jest, że Singapur to najmniej szczęśliwy naród świata.

Powierzchni jest niewiele – w końcu to tylko “Czerwona Kropka na mapie”. Jednak dzięki temu wszędzie jest bardzo blisko, np. do pracy rzadko dojeżdża się dłużej niż 20 minut komunikacją publiczną, a tyle samo czasu zajmuje przejechanie z centrum na tropikalną plażę.

W innych miastach Azji bardzo łatwo przemieszczać się można pomiędzy slumsami, a dzielnicami bogaczy (kontrasty Manili wprost zadziwiają), a Singapurze nie ma nic prostszego, aby po pracy pospacerować po czyściutkiej plaży.

Indywidualizm

Wzorzec, który przedstawiłem w poprzednim artykule (Jest chińskiego pochodzenia, ukończył dobry, krajowy uniwersytet i wyjechał na kilkumiesięczne stypendium za granicę, pracuje w korporacji, założył rodzinę, wychowuje dwójkę dzieci, ma konserwatywne poglądy, raz na rok wyjeżdża na wakacje do rajskiego resortu z basenem i złotym piaskiem. To typowy Singapurczyk.) dotyczy przeważnie starszych Singapurczyków, do około 40 roku życia.

Inaczej sytuacja wygląda wśród młodszych, urodzonych pod koniec wieku, np. studentów wśród, których się obracałem. To naprawdę przedsiębiorczy, niesamowicie ciekawi ludzie z pasją, którzy pracują po to, aby korzystać z życia, a nie żyją po to, aby pracować. Podobnie jak ja odbyli także semestr nauki na zagranicznej uczelni, co otworzyło im oczy na problemy i wyzwania innych części świata, a także dało szerszy ogląd sytuacji Singapuru.

Jestem praktycznie pewien, że jeśli chodzi o scenę polityczną to właśnie dzięki nim Singapur będzieza 2 dekady wyglądał zupełnie inaczej.

Sympatyczny, intrygujący, nowoczesny, grzeczny, ambitny, piękny, uporządkowany, rozważny = Singapur

Singapur jest wygodnym miejscem do życia. Do tego przymiotnika wypada również dodać “bardzo” jeśli jest się “białym” managerem. Dlaczego? Zapraszam do lektury tego wątku na Quora, gdzie opisywany jest przykład symulującego pracę Amerykanina, żyjącego w raju. “I jeszcze mu za to płacą…”

Wielu polskich studentów po zakończeniu wymiany decyduje się na pozostanie w Singapurze. Choć pracę znaleźć coraz trudniej, to nawet początkujące startupy płacą całkiem niezłe, wyższe niż w Polsce stawki.

W Polsce także wielu ludzi prowadzi korporacyjny żywot rodem z “Mordoru na Domaniewskiej”. Sensem życia jest dla nich praca. A skoro siedzenie w biurze w Polsce, Singapurze czy na Madagaskarze różni się stosunkowo niewiele to dlaczego oddawać państwu dużą część mniejszych niż w innych stronach świata zarobków?

Dowodem na prawdziwość całej powyższej wyliczanki jest choćby ranking najlepszych miejsc do życia dla expaty, czyli człowieka wiodącego życie poza ojczyzną. Singapur zajmuje w nim pierwsze miejsce. Zasłużenie.

„Najpiękniejsze miejsce na świecie to Singapur”

Dołącz do dyskusji

Advertisement