Latałem nad Nowym Jorkiem siedząc na kanapie. Gear VR – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Recenzja/SW Testuje 11.07.2015
Latałem nad Nowym Jorkiem siedząc na kanapie. Gear VR – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Latałem nad Nowym Jorkiem siedząc na kanapie. Gear VR – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Wczoraj dotarły do mnie okulary Samsung Gear VR w specjalnej wersji Innovator Edition przeznaczonej dla Samsunga Galaxy S6. Po całym dniu zabawy jestem tym sprzętem oczarowany, a jednocześnie trochę się go boję. Nie mam wątpliwości, że tak wygląda przyszłość cyfrowej rozrywki, jednak jest to przerażająca wizja.

Jak to działa?

Okulary Gear VR to sprzęt pozwalający zanurzyć się w świecie wirtualnej rzeczywistości. W przeciwieństwie do Oculusa Rift, nie da się ich podłączyć do komputera, a „jednostką centralną” jest smartfon. W przypadku sprzętu, który właśnie testuję, jest to Samsung Galaxy S6. Umieszcza się go w przedniej części okularów, mocując wcześniej smartfon w specjalnym, odchylanym docku USB.

gear-vr (4 of 4)

Same okulary Gear VR są więc tylko bazą dla smartfona. Konstrukcja sprzętu jest dość prosta. Są to gogle, których najważniejszym elementem są dwie duże soczewki, przez które patrzy się na ekran smartfona. Gear VR ma z prawej strony panel dotykowy i przycisk „wstecz” służące do sterowania urządzeniem. Ekranu smartfona nie da się bowiem dotknąć, kiedy mamy sprzęt na głowie. Na urządzeniu znajdują się też przyciski głośności, pokrętło ustawiania ostrości oraz czujnik wykrywający, kiedy okulary znajdują się na głowie.

Okulary Gear VR nie są wyposażone we własny akumulator, a więc sprzęt jest zasilany ze smartfona. U dołu Gear VR znajduje się port micro USB, który umożliwia ładowanie smartfona podczas korzystania z zestawu.

Parowanie, sterowanie

Parowanie okularów ze smartfonem nie powinno nikomu przysporzyć trudności. Wystarczy zamontować telefon w okularach i nałożyć zestaw na głowę. Automatycznie pojawi się zestaw instrukcji, które należy wykonać. Sprowadza się to właściwie tylko do pobrania kilku aplikacji. Najważniejszą z nich jest hub łączący wszystkie aktywności możliwe w Gear VR, czyli aplikacja Oculus Gear VR. Uruchamia się ona automatycznie po włożeniu hełmu na głowę.

Aplikacja Oculus Gear VR ma dwa oblicza. Jeśli oglądamy ją poprzez Gear VR, ma postać trójwymiarowego hubu pozwalającego na uruchamianie i pobieranie aplikacji. Z kolei po włączeniu aplikacji kiedy trzymamy smartfon w dłoni, widzimy standardową aplikację sklepu. Jest on podzielony na trzy główne części, czyli gry, aplikacje i „przeżycia” (experiences). Większość materiałów jest darmowa, ale za niektóre gry i filmy zapłacimy od 2 do 10 dol.

The Matrix has you!

Kiedy już wszystko skonfigurowaliśmy i zakładamy przygotowany sprzęt na głowę, przenosimy się do innego świata. Automatycznie uruchamia się aplikacja Oculus Gear VR, a my mamy przed sobą kafelkowe menu, które wisi w powietrzu w ogromnym salonie. Po prawej mamy przeszklone ściany, po lewej kanapę z wielkim telewizorem, za nami widać nowoczesny aneks kuchenny, a nad głową mamy stylowy sufit wykończony drewnianymi belkami. Wrażenie jest niesamowite.

gear-vr (3 of 4)

Najbardziej uderzające jest to, z jaką precyzją działa wykrywanie ruchów głowy. Wcześniej miałem kontakt z filmami sferycznymi oglądanymi w aplikacji YouTube, ale w ich przypadku czuć było pewne pływanie obrazu. Ruchy smartfona nie były przekładane idealnie na ruch „wewnątrz” filmu. W Gear VR to uczucie kompletnie znika. Daje to poczucie nieprawdopodobnej immersji. Dokładnie wiadomo gdzie w przestrzeni znajduje się dany element, jak choćby wspomniane wyżej, lewitujące menu główne.

Poruszanie się po interfejsie tego systemu jest zaskakująco proste. Przed oczyma mamy kursor, a steruje się nim poprzez ruchy głowy. Dotknięcie panelu dotykowego aktywuje wybrany element, a przycisk „wstecz” zabiera nas do poprzedniego menu. Mamy też gesty przewijania list w dwóch płaszczyznach. Po pierwszym założeniu Gear VR na głowę widzimy prosty samouczek, który pokazuje, jak poruszać się po systemie. W późniejszych etapach można go powtórzyć, np. jeśli chcemy nauczyć obsługi sprzętu drugą osobę.

Pływam gondolą w Wenecji, uciekam z antycznej świątyni, a za chwilę wcielam się w Iron Mana

Materiały na Gera VR są niesamowicie zróżnicowane. Pierwszym elementem są gry. Zestaw otrzymałem wraz z padem Samsung GamePad i w istocie to właśnie nim nawiguje się w większości gier.

Duże wrażenie zrobiła na mnie gra Herobound: Spirit Champion. Całkowicie ujął mnie sposób przedstawienia świata. Jest nim trójwymiarowe środowisko, w którym kamera jest umieszczona na stałe w pewnych punktach na planszach, natomiast widokiem można swobodnie sterować poprzez ruchy głowy. Trochę przypomina to izometryczne gry RPG, z tą różnicą, że w Herobound możemy sterować nie tylko postacią (tutaj odbywa się to za pośrednictwem pada), ale i kamerą (poprzez ruchy głowy).

gear-vr (1 of 4)

Zupełnie innym przykładem jest gra Temple Run przeniesiona do świata VR. Grę obserwujemy z widoku pierwszej osoby. O ile w Herobound gra się bardzo przyjemnie, to po kilku minutach z Temple Run miałem zawroty głowy i mdłości. Świat dookoła wygląda tak, jakbym szybko biegł, podczas gdy moje ciało siedzi na fotelu. Mój mózg nie zdążył się do tego przyzwyczaić i szczerze mówiąc nie wiem, czy będzie to możliwe po dłuższym czasie spędzonym z grą. To bardzo dziwne uczucie.

Kolejną aktywnością są filmy, zdjęcia i aplikacje, w których możemy się dowolnie obracać

Ciekawym przykładem są aplikacje udające… kino. Siedzimy na dużej sali kinowej (choć możemy zmienić scenerię na kino domowe, czy np. na powierzchnię Księżyca), a przed sobą mamy ekran. Po chwili światła gasną, a na ekranie pojawia się film. Efekt jest niesamowity, szczególnie jeśli rozejrzymy się na boki, gdzie mamy prawdziwy spektakl cieni i świateł, które dynamicznie tańczą na kinowych fotelach znajdujących się obok nas.

W aplikacji Oculus Gear VR znajdziemy też sporo trailerów filmowych. Ogromne wrażenie zrobił na mnie trailer do Avengers: Czas Ultrona. Trailer jest trójwymiarowym filmem, w którym wcielamy się w Iron Mana. Pierwsza scena przedstawia nasze odbicie w szybie. Kiedy się rozglądamy, głowa w odbiciu podąża za naszymi ruchami głowy, co sprawia piorunujące wrażenie. Po chwili przed oczyma pojawiają nam się wyświetlacze HUD wiszące w powietrzu. Kolejna scena wrzuca nas w sam środek ogromnej walki, którą widzimy w zwolnionym tempie, przelatując przez całą scenę. Widać w niej postacie z Avengers, a dokoła lata pełno odłamków, pocisków i innych przedmiotów. Wszystko widzimy w pełnym 3D, więc nie mogło zabraknąć efekciarskich momentów, kiedy jakiś odłamek leci wprost na nas.

Nie jest to sprzęt idealny

gear-vr (1 of 2)

Podczas korzystania z Gear VR cały czas mam wrażenie obcowania z demem technologicznym, na które za 5 lat będzie się patrzyło z sentymentem, ale i uśmiechem politowania. Powodem jest niewystarczająca rozdzielczość ekranu. Mimo, że ekran Samsunga Galaxy S6 jest naprawdę zjawiskowy (1440 x 2560 pikseli, 577 ppi), to oglądany w okularach jest niestety zlepkiem dużych pikseli. To właśnie „pikseloza” nie pozwala na pełne zatopienie się w świat rozrywki. Soczewki sprawiają, że pojedyncze piksele są bardzo duże, a efekt wygląda trochę jak obraz z projektora wyświetlony na zbyt dużej powierzchni i oglądany ze zbyt małej odległości.

Gear VR nie pozostawia też żadnego marginesu błędu przy zakładaniu sprzętu na głowę. Soczewki muszą być ustawione idealnie przed oczami, a przesunięcie ich nawet na milimetr powoduje, że obraz traci na jakości, czego pierwszym objawem jest rozjeżdżanie się kolorów i nieostrość przy krawędziach pola widzenia. Za każdym razem trzeba więc poświęcić chwilę na idealne dopasowanie sprzętu do głowy.

Czuję się trochę tak, jakbym całe życie konsumował rozrywkę w 2D i nagle zobaczył treść 3D

Po pierwszym dniu obcowania z Gear VR jestem kupiony. A przy okazji zrozumiałem, że wyścig na coraz większe rozdzielczości w smartfonach ma jednak sens. Dziś Gear VR jest ciekawostką, ale jutro będzie codziennością.

gear-vr (2 of 2)

Wrażenia z obcowania ze światem VR są nieprawdopodobne. To coś tak innego, nowatorskiego i świeżego, że można się w tym zatracić. Nie da się tego porównać z rozrywką na jakimkolwiek ekranie, niezależnie od jego wielkości. VR sprawia, że nie jesteśmy obserwatorem, tylko częścią wykreowanego świata. Każdy, kto założy ten sprzęt na głowę zdaje sobie sprawę, że jest to przyszłość rozrywki.

Jest to trochę przerażające, bo osoba zanurzona w świecie wirtualnej rzeczywistości dla obserwatora z boku wygląda… jak ktoś obłąkany. Dziwne, nieprzewidywalne ruchy głowy i całego ciała przeplatane z okrzykami zachwytu i komentarzami to standard. Wygląda to cudacznie, ale jest to nieodłącznym elementem rozrywki. Trzeba to po prostu zignorować.

Z drugiej strony, być może równie dziwnie wyglądały kiedyś pierwsze osoby, które prowadziły rozmowę za pośrednictwem telefonu komórkowego. W końcu też rozmawiały z osobą, której nie było obok, a którą słyszał tylko rozmówca. Podobnie jest z VR. To świat, którego nie widzi nikt, poza osobą z hełmem VR na głowie.

Jeśli macie pytania dotyczące Gear VR, zostawcie je w komentarzach. Odpowiem na nie w pełnej recenzji sprzętu. Tymczasem wracam do Matrixa!

Dołącz do dyskusji