Olej studia, zostań YouTuberem i zarabiaj miliony. Przecież to takie proste

Felieton/Technologie 07.07.2015
Olej studia, zostań YouTuberem i zarabiaj miliony. Przecież to takie proste

Olej studia, zostań YouTuberem i zarabiaj miliony. Przecież to takie proste

Nic tak nie buduje nastroju z samego rana, jak obudzenie się, odpalenie czytnika RSS i infomacja o tym, że gość będący w tym samym wieku zarobił w jeden rok więcej, niż ja zarobię przez całe moje życie (prawdopodobnie). Ma 24 lata, 7 milionów dol. dochodu za 2014 rok, a zarabia… grając w gry na YouTubie.

Mowa oczywiście o Feliksie Kjellbergu, czy raczej Youtuberze PewDiePie, któremu kreacja medialna przyniosła astronomiczne przychody i przyciągnęła potężną liczbę fanów.

Jeśli ktoś wcześniej o nim nie słyszał, to z pewnością dowiedział się o nim w zeszłym roku, kiedy to magazyn Forbes opisał młodego milionera, zarabiającego na graniu w gry. I nic dziwnego, gdyż wtedy roczny dochód Feliksa wyniósł blisko 4 mln dol., a jego baza subskrybentów liczyła sobie około 27 mln fanów.

Rok 2014 to dochód na poziomie 7,4 mln dol i około 37 mln subskrybentów. Trzydzieści. Siedem. Milionów. 37 milionów ludzi, oglądających regularnie mnie więcej coś… takiego:

Nie mnie oceniać merytoryczną zawartość kanału PewDiePie, bo też ewidentnie nie jestem w jego grupie docelowej. To, co wywołuje śmiech młodych ludzi na całym świecie, co daje setki tysięcy wyświetleń i udostępnień, u mnie po prostu wywołuje uniesienie brwi w niedowierzaniu.

Kiedy jednak przyjrzeć się temu na spokojnie, oceniając korelację między treścią, a docelowym odbiorcą, to PewDiePie jest po prostu geniuszem. Jego treści uderzają w najbardziej podstawowe, pierwotne instynkty przeciętnego ucznia szkoły podstawowej/gimnazjum. Do tego dodajmy bajecznie prostą formułę typowego letsplay’a i mamy przepis na sukces.

Proste, prawda?

To dlaczego wszyscy nie rzuciliśmy pracy/studiów i nie zostaliśmy YouTuberami? No halo, przecież każdy chyba potrafi się trochę powydurniać przed kamerą, grając w gry.

Okazuje się jednak, że nie każdy. Jeśli przyjrzeć się kanałowi PewDiePie, to wyraźnie widać, że wraz z – pozornie bezsensownymi – treściami, idzie w parze tytaniczna praca i wypuszczanie nawet kilku odcinków dziennie. Jeśli ktokolwiek, kiedykolwiek próbował złożyć dowolny film, powinien mieć jako takie pojęcie ile potrzeba na to czasu i uwagi. Tymczasem Felix robi to nieprzerwanie od kilku lat, a zawartość kanału wcale nie podupadła przez ten czas jakościowo (oczywiście w obrębie swojego poziomu).

Dlatego z jednej strony możemy czuć święte oburzenie, że gość, który przecież “tylko gra w gry i się wydurnia” zgarnia grube miliony, a z drugiej… to nie jest praca, którą może wykonać każdy.

Let’s Player – błazen, czy genialny biznesmen?

To samo tyczy się dowolnego, odnoszącego sukcesy letsplayera. Let’s Playe są najbardziej popularną formą filmów na dzisiejszym YouTube, jednak jeśli przyjrzeć się bliżej, to spośród setek tysięcy twórców, raptem garstka zyskuje jakkolwiek znaczące zasięgi. Nie dywagujmy tutaj na temat tego, że za dwa lata nikt nie będzie o nim pamiętał, nie będzie miał pracy, bla, bla, bla. Pozostaje faktem, że taki YouTuber wyrywający się na czoło peletonu ma w sobie dość przedsiębiorczości i zmysłu organizacyjnego, że spokojnie sobie w życiu poradzi. Nawet poza Internetem.

A jeśli ktoś twierdzi, że do “grania w gry na YouTubie” nie trzeba talentu, to niech spojrzy chociażby na nasze, polskie poletko. Ty możesz cieszyć się ze 100 polubień pod swoim postem na Facebooku. Tymczasem ludzie pokroju Gimpera czy Reziego wrzucając pierwsze lepsze selfie zgarniają dziesiątki tysięcy interakcji. Pięć minut po publikacji zdjęcia.

Co to jest, jeżeli nie talent? Nie wystarczy posiąść wiedzę tajemną i zostać social media ninja, żeby generować takie zasięgi. Tu potrzeba czegoś więcej, co wyżej wymienieni najwyraźniej posiadają w obfitości.

Dlatego krew mnie zalewa, gdy widzę dziś w sieci setki komentarzy dotyczących tego, jak “łatwo” jest zarobić miliony na YouTube. Skoro to takie proste, to dlaczego wszyscy nie jesteśmy milionerami?

Irytuje mnie to na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony mogę uważać, że to jest łatwa kasa. Że ci ludzie robią z siebie debili, zaprzedają duszę diabłu (czy raczej – gimnazjalistom) i prezentują światu naprawdę miałką zawartość, która faktycznie za rok przestanie kogokolwiek obchodzić. A jednak okazuje się to na tyle trudną rzeczą, że dobrze wiem, iż nigdy nie byłbym w stanie nawet się tego podjąć!

Dlatego nie boli mnie przysłowiowa rzyć o to, że ci ludzie zarabiają lepiej, że zgarniają tysiące, miliony dolarów na graniu w gry. Ja tak nie potrafię i nie mam zamiaru nikogo oszukiwać, że jest inaczej. Nie mam jednak zamiaru siąść i patrząc np. na zestawienie zarobków szafiarek powiedzieć, “pff, przecież one tylko stroją się do zdjęcia, za co ta kasa?”.

To trochę jak z ludźmi, którym szkoda pieniędzy na ślubnego fotografa, bo “za dwa tysiące to ja kupię lustrzankę i wujek zrobi zdjęcia, a potem jeszcze aparat zostanie”. Tylko że… dobrze wiemy, jak kończy się takie podejście.

PewDiePie to więcej, niż tylko dureń grający w gry na YouTube

Wracając jednak do PewDiePie’a, warto spojrzeć na to, co robi poza swoim kanałem YouTube i jak spożytkuje pieniądze.

Ponad milion dolarów udało się zebrać jego z pomocą jego subskrybentów na rzecz różnych akcji charytatywnych. Sam Kjellberg regularnie przeznacza sporą część środków na szeroko pojętą pomoc społeczną.

Muszę też wspomnieć o jego nadchodzącej książce, “This Book loves You”, czyli zbiorze inspirujących cytatów i porad życiowych. Dla ścisłości, porad pokroju – “Nie bądź sobą. Bądź pizzą. Każdy kocha pizzę”. To truizmy. Nic nie znaczące frazesy. A jednak z pewnością znajdą się tysiące młodych osób, którym takie małe bzdurki rozjaśnią dzień. Może nawet wpłyną na nich lepiej, niż rady kołczów motywacyjnych na “dorosłych, poważnych ludzi”.

Dlaczego o tym wspominam? Bo z jednej strony można te działania zdyskredytować jako tanie zagrywki marketingowe, a z drugiej, jest to wyraźny sygnał, że pod fasadą błazna znajduje się inteligentny człowiek. Którego nie powinniśmy przekreślać na podstawie tego, co sądzimy o jego profesji.

Inną sprawą jest fakt, że sam PewDiePie zdaje się być momentami zmęczony podtrzymywaniem tej fasady. Już dwukrotnie na swoim kanale wyłączał i włączał na powrót sekcję komentarzy, dając tym samym do zrozumienia swoim odbiorcom, że pomimo tworzenia treści dla nastolatków, on sam oczekuje interakcji na odrobinę… wyższym poziomie.

Każdy może się postarać

Przykład Feliksa Kjellberga na pewnej płaszczyźnie napawa jednak optymizmem. Tak samo jak przykłady innych letsplayerów, którzy żyją dobrze, robiąc to, co naprawdę lubią – grając w gry.
To udowadnia, że… w tej gałęzi rynku leżą naprawdę duże pieniądze i jeszcze większa grupa potencjalnych odbiorców.

Ja mogę się do tego nie nadawać, ale jestem więcej niż pewny, że na moje miejsce znajdzie się z 50 osób gotowych wziąć się do pracy, znaleźć nową formułę i podbić gamingowego YouTube’a. Trzeba tylko pamiętać, że wbrew obiegowej opinii internetowych mędrków – stworzenie imperium na miarę PewDiePie może nie okazać się tak proste, jak byśmy chcieli.

Nie oznacza to jednak, że nie warto próbować.

Dołącz do dyskusji

Advertisement