Miałam kiedyś stalkera, czyli o problemie nienawiści w Sieci

Felieton/Technologie 25.07.2015
Miałam kiedyś stalkera, czyli o problemie nienawiści w Sieci

Miałam kiedyś stalkera, czyli o problemie nienawiści w Sieci

Ojej. Okazuje się że im mężczyzna bardziej przegrany, tym gorzej traktuje kobiety, przynajmniej w Sieci. Bo jeśli jest przegrany, to kobieta bardziej zagraża jego pozycji. Te “niesamowite” informacje dostarczone zostały dzięki Halo 3 i naukowcom, którzy lubią badać to, co dla wielu osób jest oczywiste. Ja rozszerzyłabym to potwierdzenie i zapytała, czy ci którzy są najbardziej hejterscy w Sieci są w życiu tymi, którzy gorzej sobie radzą.

Bądźmy szczerzy i porzućmy na chwilę poprawność polityczną i konwenanse. Gdy mówimy o ludziach siedzących na Redditcie czy Wykopie godzinami, komentujących wszystko co się da w agresywnym tonie i próbujących przekonać cały świat do swoich własnych przekonań, gdy mówimy o Nazirze czy innych komentatorach internetowych treści, którzy spędzają pół dnia na kłótniach z nie znajomymi, kto staje nam przed oczami?

Odpowiedź jest zwykle prosta. Wyobrażamy sobie kogoś, komu w życiu nie wyszło.

To nie do końca dobre wyobrażenie bo taki zajadły hejter niekoniecznie musi być gościem bez pracy siedzącym w majtkach przed komputerem. Ile osób, tyle różnych frustracji. Problem w tym, że to właśnie frustracje, strach i niepewność leżą u podstaw nienawiści w Sieci.

Miałam kiedyś stalkera. Gościu najpierw był miły, wręcz zbyt miły. Komplementy, miłe maile, wtedy myślałam, że jest niegroźny, zresztą sama byłam wtedy niepewna siebie więc w jakiś sposób mi to schlebiało. Potem jednak zaczął mnie męczyć, zaczęłam ograniczać kontakt. Gdy stał się bardziej napastliwy zerwałam go całkowicie i dopiero wtedy zaczął się cyrk. Niech stanie na tym, że do mojego domu przychodziły listy (tak, znalazł adres, bo sama go nie podałam), musiałam zmieniać numer telefonu trzy razy a do dziś w Sieci pewnie wiszą nieprzyjemne rzeczy na mój temat, na szczęście już po latach głęboko zakopane.

Zresztą ten schemat znany jest wielu osobom, które kiedyś chociaż przez chwilę stały się bardziej publiczne w Sieci.

Wewnątrz Spider’s Web często rozmawialiśmy o tym, że często najwięksi fani, tacy którzy uwielbiają, piszą tweety 30 razy dziennie, a po pewnym czasie niemal zawsze stają się hejterami, bo nie sposób sprostać ich zbyt wysokim oczekiwaniom. Dlatego lepiej trzymać dystans od samego początku.

To taki zwykły, sztandarowy przykład frustracji, którą łatwo przejrzeć i zrozumieć. W Sieci jednak zwykle nie jest tak łatwo. Ludzie, wydaje się, hejtują i wylewają za przeproszeniem gówno na prawo i lewo bez żadnego powodu. Wierzcie mi – powód zawsze jest. Gdzieś tam, schowany głębiej.

Dlatego tak gardzę 4chanami, karachanami i nawet Wykopami czy Redditami. To miejsca, które pozwoliły frustratom znaleźć innych frustratów, karmić się nawzajem niepewnościami i problemami. Powiedzcie mi czy zdrowy, bez żadnych problemów człowiek nienawidzi kogoś innego, kogoś kogo nigdy nie poznał tak bardzo, że będzie pisał mu okropieństwa na temat zmarłego dziecka?

Kto przy zdrowych zmysłach uznaje zorganizowany lincz na drugiej osobie za fajną formę rozrywki?

W nienawiści widać czasem schematy. Mężczyźni linczują kobiety wtedy, gdy te zagrażają ich pozycji albo wtedy, gdy mieli jakieś nieprzyjemne doświadczenie i postanowili obwiniać o nie wszystkich dookoła. Kobiety linczują gry komputerowe i graczy, bo nie potrafią ich zrozumieć, bo chcą zyskać silniejszą pozycję. Ludzie zarabiający mniej linczują bogatych i celebrytów bo zazdroszczą, bo nie mieli okazji spełnić swoich marzeń, bo są zmęczeni codziennością i chcą poczuć się częścią czegoś większego, usprawiedliwić swoją nienawiść i siebie. Karachanowcy linczują celebrytę bo dla nich stał się symbolem establishmentu i tak dalej i dalej.

Internet karmi się nienawiścią, najsilniej związane ze sobą grupy w Sieci skupiają się wokół podobnych frustracji i niechęci.

Naukowcy stwierdzili w ciekawym badaniu, że ci, którzy najgłośniej krzyczą o tym, że homoseksualizm jest nienaturalny wykazują największe pobudzenie na stymulację treściami z osobami tej samej płci.

To chyba najlepszy przykład projekcji i nienawiści. Z tym, że nienawiści do samych siebie i strachu.

Natemat bardzo chwali i wspiera akcję wywoływania ludzi pełnych nienawiści do homoseksualistów przez umieszczanie ich komentarzy i zdjęć na dedykowanym blogu. Ludzie popierają, bo uważają że hejterów trzeba “outować”, pokazywać kim są, że jeśli do hejtu o “gazowaniu pedałów” przypisze się twarz i pokaże osobę za tym stojącą to to coś zmieni.

Nie jestem psychologiem, ale to trochę sytuacja jak z łobuzami w klasie. Gdy ktoś coś przeskrobał, to jaki skutek przyniesie postawienie go przed kolegami i publiczne napiętnowanie? Czasem wstyd, czasem agresję. A jeśli weźmiemy pod uwagę to, że homofobiczne komentarze najczęściej biorą się z mieszaniny strachu, ignorancji, niezrozumienia i wpojonych poglądów łatwo przewidzieć reakcję – agresję. Nie bez powodu większość homofobów która zmienia swoje poglądy robi to po zetknięciu się z osobami homoseksualnymi, dopiero widząc że nie różnią się niczym od innych ludzi.

Za każdym razem jednak gdy widzę próby walki z hejterami za pomocą hejtu zastanawiam się, na ile to skuteczne.

Osobom z problemami trzeba pomagać, jeśli nie bezpośrednio to przynajmniej nie utwierdzając w przekonaniu, że ich nienawiść jest słusznie skierowana. Każda pyskówka, negatywne emocje, każde ustępstwo to ich mała wygrana w szerzeniu nienawiści.

* Zdjęcie: Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

*/ ?>
Advertisement