Lumia? To jeszcze nie koniec. Jestem tego pewien

Felieton/Sprzęt 08.07.2015
Lumia? To jeszcze nie koniec. Jestem tego pewien

Lumia? To jeszcze nie koniec. Jestem tego pewien

I nie jest to tylko poklepywanie się po plecach po porażce. Jednak czytając wasze komentarze pod notką informującą o zmianach, postanowiliśmy rozwiać wasze wątpliwości i, być może, niejasności w naszym tekście. A przecież Microsoft tylko postanowił być konsekwentny…

Nie czarujmy się: decyzja Nadelli o zredukowaniu działu Lumia to przyznanie się do porażki dotychczasowej, prowadzonej przez Microsoft polityki. Wszystkie komunikaty, jakie niebawem usłyszymy od Microsoftu w przeróżnych formach, będą próbowały odciągnąć od tego naszą uwagę. Nie dajmy się temu zwieść. Microsoft próbował, przez wiele lat, stać się istotnym graczem na rynku smartfonów.

I tak jak pewnego wpływu nie można mu odmówić (flat design, proste i czytelne ikony, równie proste, geometryczne figury w interfejsie), tak z punktu widzenia biznesowego, Windows Phone’owi bliżej do BlackBerry OS niż do Androida. Z tą różnicą, że Microsoft ma więcej zasobów, w tym finansowych, by dalej promować swój system i inwestować w niego, i rzeczy z nim związane, dzięki czemu przynajmniej ci nieliczni, którzy wybrali Windows Phone’a, swojej decyzji żałować nie powinni.

To jednak nie oznacza, że zaczyna się wielkie sprzątanie po dziale mobilnym i że to już koniec smartfonów Microsoftu oraz mobilnej wersji Windowsa. Satya Nadella jasno i wyraźnie podkreślił, że on i jego firma pozostają w pełni zaangażowani w rynek inteligentnych urządzeń. Nie jest to wybielanie rzeczywistości: Microsoft, najzwyczajniej w świecie, nie ma wyjścia.

Choć ponoć nadal istnieje schowany do szuflady „plan B”, zakładający przesiadkę na Androida, tak jest to decyzja, której Microsoft prędko nie podejmie. Oznacza ona bowiem całkowite oddanie kontroli nad jednym z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszym, rynku elektroniki użytkowej na całym świecie. Niezależnie od tego, czy jesteś biznesmenem, czy konsumentem. Pracownikiem fizycznym czy umysłowym. Laikiem czy geekiem. Korzystasz ze smartfonu i korzystać będziesz. Dużo więcej, dużo chętniej, niż z dowolnego innego urządzenia.

Co więc się stało?

Najkrócej rzecz ujmując: redukcja balastu. Dotychczasowa strategia Microsoftu nie działa. Nawet jeżeli uznamy ją za logiczną, konsekwentną, przemyślaną… to i tak nie odczarujemy faktu, że mijają kolejne lata, a w ujęciu globalnym Windows Phone pozostaje systemem egzotycznym. Możemy wskazywać kraje, w których Windows Phone wyprzedza popularnością iOS-a, możemy przypominać, że Lumie to przecież kilkadziesiąt milionów użytkowników. Jednak wystarczy spojrzeć potem na Androida i… wszystkie argumenty bledną.

Czas więc na zmianę taktyki. Na prawdziwą rewolucję z biznesowego punktu widzenia. Na wypróbowanie czegoś innego. Satya Nadella, jak się okazuje, ma na tyle cojones, by zaryzykować prawie że od zera. Na czym ma to polegać?

Kilka modeli zamiast dziesiątek odmian.

Na chwilę obecną Lumia ma sześć rodzin produktowych, w prawie każdej znajdziemy po kilka odmian, na dodatek te odmiany są dzielone na pododmiany, krojone na miarę pod zachcianki operatorów czy regiony geograficzne. Na dodatek często nowsze modele są wprowadzane mimo tego, że poprzednie są nadal w ofercie. Sprawdziliśmy, z ciekawości, rodzinę 6xx i, jak się okazuje, u polskich operatorów dostaniemy Lumie 610, 620, 630, 635 i 640. A to tylko jedna rodzina z sześciu.

Microsoft teraz będzie dużo bardziej oszczędny. Ilość rodzin zostanie zredukowana do trzech, w każdej będą się pojawiać dwa do trzech modeli rocznie. Oferta ma być prosta, czytelna dla partnerów i konsumentów. Ma być też przy okazji tańsza dla samego Microsoftu. Pierwsza z rodzin produktowych ma być dedykowana firmom, druga oszczędnym konsumentom, trzecia zaś ma reprezentować modele z najwyższej półki.

Wyjście z dystrybucji tam, gdzie się to nie opłaca.

To z kolei może być cios dla niektórych fanów Lumii z krajów, w których te telefony się nie sprzedają. Microsoft nie zamierza już zawierać umów operatorskich ani oferować w oficjalnej dystrybucji smartfonów tam, gdzie nie ma na nie popytu. Innymi słowy, Lumia będzie operowała podobnie, jak tablety i komputery Surface, a więc jej dostępność będzie uzależniona od opłacalności jej oferowania.

Przy czym nie chodzi tu o procentowe udziały rynkowe, a o dochodowość i perspektywy. Wiele osób zwraca uwagę, że Lumie w Stanach Zjednoczonych mają bardzo niski udział na rynku i dziwi się, że to właśnie tam Microsoft w nie inwestuje. Te osoby zapominają, że w tych samych Stanach Zjednoczonych, w ujęciu ilościowym sprzedaje się najwięcej smartfonów Lumia.

Optymalizacja siły roboczej.

Czyli, jakkolwiek nieładnie by to nie zabrzmiało, pozbycie się zbędnych pracowników. W wyniku tego trzy (!) placówki zajmujące się w Finlandii telefonami zostaną zredukowane do dwóch (Salo, zajmujące się produkcją i będące nieefektywne kosztowo w porównaniu do azjatyckich podwykonawców zostaje zamknięte, pozostaną placówki w Espoo i Tampere). Dział inżynieryjny w San Diego również zniknie, dział w Pekinie zostanie zredukowany i zajmie się on wyłącznie telefonami z niskiej półki, oraz współpracą z lokalnymi producentami.

Więcej miejsca dla partnerów.

Microsoft właściwie nigdy nie chciał produkować sprzętu i zawsze robi to tylko wtedy, gdy jest to konieczne. Myszki i klawiatury miały usprawniać pracę z komputerami z Windows. Surface miał pokazać jak można wykorzystać możliwości Windows. Lumie miały wypchnąć Windows Phone na front. Nawet Xbox powstał tylko z uwagi na przerażenie popularnością PlayStation 2 i wizją dominacji Sony w domowym salonie.

W przypadku Windows Phone’ów efekt jest taki, że Lumie kontrolują ponad 90 proc. tego rynku, mimo dużej liczby innych producentów. HTC One M8 z Windowsem jest świetnym Windows Phonem, a innowacyjne etui Dot View wyróżnia go na tle Lumii. I co? I nic, telefon ten się praktycznie nie sprzedał, bo każdy wolał Lumie. W efekcie producenci telefonów mają duże wątpliwości, czy angażować się we współpracę z Microsoftem.

Nadella to jeszcze lepszy przywódca od Gatesa i Ballmera

Nie wiemy, czy nowa strategia Nadelli odniesie sukces. Gdybyśmy wiedzieli, pisalibyśmy teksty na Spider’s Web czysto hobbystycznie, obserwując z willi na Hawajach naszą kolekcję rzadkich Lamborghini. Szef Microsoftu wie, że podstawową siłą Microsoftu jest, tu cytat z Nadelli, „zapewnianie ludziom i organizacjom narzędzi do łatwiejszego osiągania ich celów”.

Kluczem do tego są oprogramowanie i usługi. Wszystko inne, co robi Microsoft, ma wyłącznie wspierać jego podstawową misję. Nie jest to rynek reklamy internetowej, z którego Microsoft się wycofuje. Nie musi to też być produkcja smartfonów, jeżeli platforma sprzętowa innych firm będzie odpowiednio funkcjonalna i odpowiednio przystępna cenowo, by oprogramowanie, i usługi działały na nich jak należy. Widać to od dawna po wysiłkach Microsoftu, mających na celu uczynienie Androida, OS X i iOS-a bardziej funkcjonalnymi. Widać to też po inwestowaniu w Windows 10, czyli platformy mającej zaradzić niedociągnięciom powyższych systemów.

Microsoft jest Azurem i narzędziami, jakie ta platforma oferuje. Narzędziami dla deweloperów, firm, konsumentów, młodzieży. Windows to środowisko, na którym te narzędzia mogą rozwinąć skrzydła. Jesteśmy przekonani, że w momencie, w którym partnerzy Microsoftu zaczęliby tworzyć odpowiednie dla Windowsa smartfony, odpowiednio je promować i wyceniać, rola Lumii zostałaby jeszcze bardziej zredukowana do czegoś na wzór Nexusa.

Jesteśmy również przekonani, że gdyby systemy operacyjne konkurencji oferowały akceptowalny dla Microsoftu poziom i niezależność od interesów jednej firmy, Nadella nie widziałby powodów do dalszego inwestowania w Windows.

Tak się jednak nie dzieje. Dlatego też Lumia nie umrze, tak samo, jak nie umrze mobilny Windows. Satya Nadella rozumie, że Microsoft nie musi być najlepszy we wszystkim. To właśnie dlatego zdecydował o zamknięciu działu odpowiedzialnego za treści telewizyjne, bo misją Microsoftu nie jest stanie się drugim Netflixem, mimo iż mogłoby to zapewnić mu solidne przychody. Nie chce też być drugim Googlem, więc stopniowo wycofuje się z rynku internetowej reklamy, mimo iż to niesamowicie lukratywny biznes. To nie jest wzmacnianie naszych możliwości (empowering people).

Satya Nadella, jako pierwszy z liderów Microsoftu, to rozumie. Wie, że prosperująca firma musi jasno określić swój cel. Jej celem nie jest sprzedanie jak największej ilości smartfonów, a zapewnienie jak największej ilości osób (by zarobić) jak najlepsze narzędzia (by zrealizować swoją misję). Mogą to być Lumie. Mogą to jednak być smartfony innych producentów. Najlepiej z Windows, bo to (z punktu widzenia Microsoftu) najlepsza platforma na rynku. A ostatecznie, również i z innymi systemami.

Microsoft robi miejsce dla innych producentów, samemu tylko wyznaczając drogę. Cele są jasne, rewolucja ma sens. Czy się powiedzie? To już zupełnie inna historia…

Dołącz do dyskusji

Advertisement