Korporacja to nie człowiek

Felieton/Technologie 08.07.2015
Korporacja to nie człowiek

Korporacja to nie człowiek

Nie ma czegoś takiego jak dobra korporacja. Jednocześnie z tego twierdzenia wynika, że nie ma też złych korporacji. Trochę pomieszało nam się w głowach, bo karmieni jesteśmy chęcią posiadania, identyfikowania i wyrażania siebie przez to, co posiadamy i używamy. Korporacja to jednak twór bez duszy. Dawne google’owskie “Don’t be evil” było tylko sloganem.

Mad Man zakończył się kultową już reklamą Coca-Coli “I’d like to teach the world to sing”. Zwieńczenie kilku sezonów dramatu, tragedii pioniera marketingu podsumowane zostało reklamą, która jest chyba jest najlepszym symbolem tego, jak korporacje piszą bajki, w które potem wierzą miliony. Czarny, cukrowy napój z kofeiną, współodpowiedzialny za wiele uzależnień i przypadków otyłości, prekursor śmieciowego odżywiania, przez lata kojarzył się z czymś ciepłym: z miłością, Świętym Mikołajem i pozytywnymi emocjami.

To nie tak, że Coca-Cola cynicznie poi ludzi napojem, który zdrowy nie jest, wręcz odwrotnie.

To też nie jest tak, że Coca-Cola wierzy w to, że sprzedaje ludziom dobro, a z każdą butelką czy puszką ludzie stają się bardziej szczęśliwi. Coca-Cola to korporacja, zbiorowisko ludzi i działów różnych szczebli, odpowiedzialności, firma, która ma generować zyski, zaspokajać apetyt akcjonariuszy i zatrudniać ludzi po to, by przyczyniali się do generowania zysków. W Coca-Coli pracują zapewne ludzie dobrzy i ludzie źli, że jest to mieszanina charakterów napędzana wspólnym celem – zyskiem, dla każdego osobno, dla zarządu, CEO i inwestorów.

shutterstock_177451805

Coca-Cola jest fajnym przykładem, bo marketing dorobił jej na przestrzeni lat ideologię. Jednak pewnie nie tylko mi coś zgrzyta, gdy widzę, że Coca-Cola, McDonald’s czy Burger King sponsorują zawody sportowe czy igrzyska olimpijskie. Korpo to korpo, widocznie większość ludzi daje się wciągnąć w narrację odpowiedzialności za zdrowie i takie sponsoringi się opłacają.

Co jednak z naszymi technologicznymi gigantami?

Lubimy identyfikować się z producentami sprzętów, które używamy, lubimy wykłócać się o to, który telefon czy system operacyjny jest lepszy, ale przede wszystkim lubimy wierzyć w to, co mówią nam giganci. Bo tak jest wygodniej, bardziej komfortowo, bo w ten sposób nie musimy myśleć o przykrościach.

Mimo że Google ma na kontach ponad 60 mld dol., mimo że wiemy już, że nie możemy oczekiwać poszanowania naszej prywatności, wciąż dajemy się nabrać na teksty o zmienianiu świata na lepsze.

A jeśli nie kupujemy tych bajek, to wpadamy ze skrajności w skrajność. Don’t be evil zamienia się w całe zło tego świata, doszukujemy się niecnych zamiarów zniszczenia świata, działania na szkodę ludzi, ogłupiania i wykorzystywania. Balony z WiFi Google’a które mają dostarczyć internet do miejsc, w których jest dziś niedostępny widzimy jako głupotę, dostrzegamy tylko negatywy w stylu złego traktowania bezdomnych.

Tymczasem zapominamy, że Google, nieważne jak ludzką twarz mu przypisujemy, jak bardzo kojarzymy go z Brinem i Page’em, to tylko i “aż” korporacja jak każda inna. Ważna o tyle, że prowadzona z nastawieniem na innowacje i filozofią, u której podstawy leży rozwój technologiczny mający rozwiązać problemy, prawdziwe i sztuczne.

googleevil

Dopiero, gdy zaakceptujemy, że Google nie zachowuje się jak człowiek, że nie można oczekiwać reakcji, odpowiedzi i decyzji, jakich moglibyśmy oczekiwać od ludzi, możemy ocenić wpływ firmy na rzeczywistość, filozofię firmy, która kształtuje jej poczynania, produkty i podejście do odpowiedzialności.

Nie ukrywajmy jednak, że jakiejkolwiek korporacji obecnej na giełdach zależy na dobru ludzi i społeczeństwa. Co kwartał giganci publikują raporty finansowe. Co kwartał rozmawiają z akcjonariuszami, próbują przekonać ich, że wszystko jest w porządku, że plany na przyszłość są świetne, że kierownictwo wie, jak sprawić, że zyski będą jeszcze lepsze. Jeśli się to nie uda, to akcje idą w dół, pojawiają się inne niepożądane konsekwencje.

Siłą rzeczy korporacja musi działać tak, by zadowolić inwestorów, by spełniać krótkoterminowe cele, obiecywać inwestycje, które przyniosą zyski i pokazywać, że dominuje swoją kategorię, że ma mocną pozycję, która nie pozwoli na zniknięcie z miesiąca na miesiąc.

Ideologia jest dobra w komunikacji z mediami i użytkownikami, poza tym jest przydatna, by polepszyć wizerunek. Przydaje się też w procesie przygotowywania pracowników – Google czy Apple są świetne w zatrudnianiu ludzi, którzy wierzą w misję, są w stanie bronić jej i działać na korzyść korporacji jednocześnie spełniając swoje potrzeby “naprawy świata”.

Korporacje będą na tyle odpowiedzialne, na ile przynosi im to korzyść. Nie ma co ściemniać, że CSR to coś więcej. Poza tym nie ma też co ukrywać, że szkody, jakie powodują korporacje – na przykład w postaci zmniejszenia liczby miejsc pracy w skutek automatyzacji itp. nie są szkodami planowanymi, celowymi. Ponownie – firma spełnia swoje cele zysku i ekspansji, często działa krótkoterminowo.

Dlatego za każdym razem gdy słyszę o złych, krwiożerczych korporacjach mam ochotę krzyczeć. Korporacje NIE SĄ ludźmi!

To od nas ludzi zależy, na ile pozwolimy korporacjom kształtować rzeczywistość. Trzymając się przykładu Google’a – Google w Europie napotyka więcej problemów, więcej przeszkód natury prawnej i zarzutów o monopol, niż w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to złe, wręcz odwrotnie. Nasi przedstawiciele muszą pilnować gigantów, dbać o to, by nie zyskali zbyt dużej władzy. Czy to się udaje to inna sprawa.

To od władzy zależy, czy pozwoli korporacjom, ale i mniejszym firmom, na konkretne działania, zatrudnianie ludzi za głodowe stawki, na dosyć brutalne z socjoekonomicznego punktu widzenia działania skutkujące pogorszeniem rozwarstwienia społeczeństwa czy w dostępie do informacji. To od władzy zależy też, czy da się skorumpować, czy będzie podatna na lobbowanie szkodzące w ostatecznym rozrachunku zwykłym ludziom.

Myślicie, że gdyby nie prawo pracy, gdyby nie konsumenci, którzy czasem reagują na szkodliwe działania korporacji, którzy dają się omamić bajkami o zmianie świata na lepsze a potem widzą, że to tylko bajki, korporacje w ogóle starałyby się robić coś pozytywnego?

Zamiast więc skupiać się na bezsensownych kłótniach o to, który gigant jest lepszy warto spojrzeć na te wojenki z boku i spróbować zastanowić się, co zrobić, by samemu kształtować przyszłość.

Na razie oddajemy stery korporacjom, które mają własne cele, których ideologia niekoniecznie bierze pod uwagę czynnik ludzki, bo i po co. Być może za 20 lat obudzimy się w świecie, w którym większość miejsc pracy dla zwykłych ludzi zniknęła, ale korporacje które działają na własną korzyść nie zadbały o to, by dotychczas zatrudnieni ludzie mieli z czego żyć.

Problem w tym, że to nie odpowiedzialność korporacji – o takich sprawach powinni myśleć i w tym kierunku powinni działać nasi przedstawiciele, czyli władza. Jak na razie wszyscy jesteśmy bierni, bo wygodniej wierzyć, że Apple, Google, Elon Musk czy inny Uber jest odpowiedzialny i zadba o nas wszystkich.
Nie zadba.

Dołącz do dyskusji

Advertisement