Jawbone Up24 trzy miesiące później

Felieton/Blog Forum 30.07.2015
Jawbone Up24 trzy miesiące później

Jawbone Up24 trzy miesiące później

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Must have.

Mówiąc krótko, trochę kolokwialnie, ale za to bardzo, bardzo trafnie oddając poziom mojego przekonania co do konieczności zakupu nowego gadżetu – usrałem się na Jawbone Up24. Oczywiście szukałem dobrej oferty, czy to online, czy w sklepie fizycznym, ale prawdę powiedziawszy chęć posiadania i tak byłaby silniejsza niż nawet wygórowana cena tej opaski.

Wreszcie trafiłem na niezłą ofertę – będąc w USA skorzystałem z przeceny w jednym ze sklepów z elektroniką i nabyłem upragniona opaskę ze niecałe 80 dol. Po przeliczeniu na polską walutę przy aktualnym wtedy kursie daje to niemal 300 zł! Sporo jak na opaskę, której funkcje są ciekawe, choć trzeba pamiętać też, że ograniczone.

Wiele obiecywałem sobie jednak po samym urządzeniu, jak i po jego funkcjach. Kilka miesięcy użytkowania (a później już właściwie nieużytkowania) zweryfikowało moje podejście i spojrzenie zarówno konkretnie na ten produkt, jak i na całą ideę fit opasek.

Podstawowe funkcje vs. oczekiwania

Jawbone Up24, w przeciwieństwie do swojej poprzedniej wersji, oferuje łączność Bluetooth, dzięki której można przesyłać dane między smartfonem a opaską bez konieczności ich fizycznego łączenia. To świetnie, bo daje to możliwość ciągłego, bezproblemowego podglądu statusu opaski na ekranie telefonu, gdyż dane z niej aktualizowane są w tle co jakiś czas. A można przecież śledzić wiele ciekawych parametrów, takich jak aktualna liczba przebytych kroków, ich procentowy udział w ustalonym wcześniej dziennym celu. Po przebudzeniu można sprawdzić jak właściwie się spało, z wyszczególnieniem zarówno głębokich i płytkich faz snu, jak i krótkich nocnych pobudek (jeśli takie były).

Do tego można już w samej aplikacji na telefonie gromadzić dane na temat spalonych i spożytych kalorii na podstawie wprowadzonych danych o zjedzonych produktach i zestawianiu ich z ilością i intensywnością ruchu. Jakby tego było mało, Jawbone można wibrować na nadgarstku w celu powiadomienia nas, że właśnie zjedliśmy tysięczną kalorię czy wykonaliśmy 80% dziennej rekomendowanej dawki kroków. Albo o tym, że od 15 minut siedzimy i się nie ruszamy, więc może warto by było wstać od komputera i sięgnąć po coś z półki lub po prostu przejść się po biurze.

Kolejną ciekawą opcją jest funkcja budzika, która dodatkowo analizując sen jest w stanie obudzić posiadacza fit opaski w konkretnym momencie określonego wcześniej przez użytkownika czasowego okna, tak aby po pobudce być perfekcyjnie wypoczętym. I wisienka na torcie – funkcja Nap Mode, realizująca szybkie, regeneracyjne drzemki z gwarantowaną pobudką po około 20-40 minutach w pełni sił do dalszych zadań.

No i ten design samej opaski. Nie jest to brzydki kawałek gumy owinięty wokół nadgarstka, ale bardziej stylowy, nieco hipsterski element męskiej biżuterii. Przynajmniej w moim odczuciu

Generalnie ekstra sprawa ten Jawbone! Zdrowsze, lepsze życie pod pełną kontrolą. Coś takiego warte jest wydania większej ilości gotówki.

Oczekiwania vs. rzeczywistość

Nie mogę powiedzieć, że szybko zweryfikowałem swoje spojrzenie na tę opaskę. Mogę jednak stwierdzić, że po pewnym czasie kolejne, początkowo ciekawe funkcje okazywały się nie do końca tak ekscytujące, jak w momencie zakupu…

Monitorowanie kroków (oraz wszelkiej aktywności fizycznej), jako jedna z podstawowych funkcji poszła pod ocenę jako pierwsza. Nie miałem okazji sprawdzić dokładności urządzenia pod tym względem w porównaniu do innych krokomierzy, ale sporo czasu spędziłem na analizowaniu dziennych wykresów, jakie w bardzo barwnej i estetycznej formie dostarcza aplikacja na smartfona.

Rzeczywiście dość interesujące było weryfikowanie tych wykresów z czynnościami wykonywanymi podczas całego dnia. Dokładnie widać kiedy szedłem do auta, jechałem do pracy, siedziałem bez ruchu na półtoragodzinnym spotkaniu, wracałem do domu itp. Biegając po pracy lub ćwicząc mogłem „zalogować workout” i później zobaczyć w jakich dniach i ile ćwiczyłem.

Podstawowy problem polega na tym, że opaska nie wie kiedy ćwiczymy, a kiedy nie.

Do tego nie wie czy biegamy czy np. podnosimy ciężary. Trzeba więc pamiętać, żeby w odpowiednim momencie przełączyć ją w tryb treningu, a potem jeszcze w aplikacji mobilnej zdefiniować rodzaj wykonanej aktywności fizycznej. Na dłuższą metę – nie do zrobienia. Za bardzo skomplikowane, czasochłonne i wymagające zbytniej uwagi i ingerencji użytkownika.

Podobnie rzecz się ma w kwestii monitorowania ilości i jakości spożywanego jedzenia. Oczywistym jest, że opaska znów nie wie co i w jakiej ilości jemy, więc wszystkie dane trzeba wpisywać do aplikacji ręcznie. Pół biedy, jak jesteśmy w USA, gdzie dość sprawnie działa skanowanie kodów paskowych na opakowaniach. Ale i tak wbijanie wszystkich informacji gryz po gryzie i łyk po łyku jest czymś, na co normalnie pracujący, funkcjonujący w życiu rodzinnym człowiek nie znajdzie czasu. Ja przynajmniej go nie znalazłem.

Ale przyznam się szczerze, że nawet specjalnie nie szukałem, bo ta funkcja akurat dość szybko okazała się dla mnie mało interesująca. Staram się jeść zdrowiej i generalnie mam jakieś pojęcie o tym co zjadłem i jak to się wpisuje w ogólnie przyjęte kanony zdrowego żywienia. Niespecjalnie mnie interesuje wyliczanie poszczególnych kalorii.

Może więc funkcja powiadomień i alarmów okaże się przydatna?

Tak zwane „Idle Alert”, czyli powiadomienia o przekroczeniu ustalonego wcześniej maksymalnego czasu spoczynku szybko okazały się również mało przydatne. Przecież wiem, że siedzę i w dodatku siedzę dopiero powiedzmy pół godziny, a nie pół dnia, więc w czym problem? Mam pracę do zrobienia i teraz nie wstanę. Jak będę potrzebował się przejść i pomyśleć, to się przejdę i pomyślę. Albo pobiegam po pracy. Nie potrzebuję żeby ktoś mnie szarpał za nadgarstek, żeby mi o tym przypomnieć. Aghhh!!!

Budzik to zupełnie inna sprawa. Fajnie jest móc się obudzić rano bez konieczności budzenia innych domowników swoim dzwonkiem w komórce. Wydaje się też, że funkcja budzenia w najlepszym możliwym pod względem faz snu momencie działa. Nie zawsze, ale zdarza się, że rzeczywiście czuję, że to jest właśnie ten moment na pobudkę – nic tylko otworzyć oczy, wstać i się przeciągnąć z uśmiechem. W takim razie może funkcja szybkiej, regenerującej drzemki też działa? Owszem działa. Trzeba tylko mieć czas na drzemki i faktycznie być obudzonym przez opaskę, a nie przez pana koszącego trawę czy przez własne dziecko.

A co z monitorowaniem samego snu, przydaje się? Niby rzeczywiście można zobaczyć jak się w nocy spało i kiedy oraz jak długie były pobudki. Jednak nie wszystkie z tych pobudek pamiętam, co oznacza, że albo opaska błędnie interpretuje zebrane dane pokazując fałszywe pobudki, albo rzeczywiście nie pamięta się pobudek. Co może być zrozumiałe kiedy czasem po kilka razy w nocy trzeba wstawać do małego łóżeczka w rogu pokoju…

Zostaje jedna z ostatnich super zalet Jawbone – design.

Tu muszę powiedzieć, że jeszcze mi się moja opaska pod tym względem nie znudziła. Uważam, że cały czas ciekawie prezentuje się na nadgarstku i w moim perfekcjonistycznym podejściu do świata (możecie się śmiać) równoważy ciężar optyczny i fizyczny zegarka na drugiej ręce (chociaż w sumie to się nie śmiejcie). Krótko mówiąc – jak dla mnie cały czas fajnie wygląda.

Więc do czego właściwie używam Jawbone?

Nie jest z drugiej strony też tak, że wszystkie funkcje okazały się bezużyteczne. Niemalże codziennie używam opcji budzika. Bardzo sobie cenię możliwość pobudki bez zrywania żony i syna na równe nogi (zwłaszcza z synkiem jest to dość tragiczne w skutkach, jeśli chodzi o późniejszy czas na szykowanie się do pracy). Zawsze kiedy dzwonił budzik w komórce położonej na szafce nocnej, rzucałem się, żeby jak najszybciej go wyłączyć, w wyniku czego telefon często lądował na podłodze. Albo ratowany przed upadkiem zaliczał jeszcze kilka salt w powietrzu i dopiero upadał. Teraz często nawet zostawiam go w innym pokoju, a budzi mnie sama opaska.

Jawnone pomaga też w znalezieniu odpowiedzi na jakże nurtujące pytanie: „Pamiętasz o której Mały jadł w nocy?”. Nie pamiętam, ale mogę to łatwo sprawdzić na wykresach mojego snu.

I to by było chyba na tyle z użytecznych moim zdaniem na dłuższą metę funkcji Jawbone Up24. Czasem zerknę sobie na liczbę kroków, choć nie przywiązuję do tego uwagi. Czasem zaloguję jakieś bieganie albo ćwiczenie. Ale, że nie robię tego za każdym razem, to takie dane nie są potem wiarygodne, więc i nie mają racji bytu. Żeby uczynić opaskę trochę bardziej przydatną szukałem możliwości przekierowania na nią powiadomień o wiadomościach tekstowych lub połączeniach, jednak niczego takiego nie znalazłem. Co prawda Jawbone ma otwarte API, ale nie ma takich aplikacji. Być może dlatego, że nie taką funkcję mają spełniać fit opaski.

Jedno jest pewne. Na razie ze względu na klimat, w jakim od dłuższego czasu przebywam, noszę raczej krótkie lub podwinięte rękawy. Po powrocie do Polski na bank ciężko mi będzie zgrać długi rękaw koszuli czy swetra z dużym, gumowym przedmiotem na nadgarstku. A takie detale akurat potrafią wyprowadzić mnie z równowagi…

Kupować? Nie kupować?

Myślę, że to czy dla kogoś opaska będzie się strzałem w dziesiątkę, w piątkę, czy w jedynkę, w większości przypadków okaże się dopiero po zakupie i dłuższym użytkowaniu. Funkcje, ograniczenia i działanie opaski są jednak dość jasno opisane. Jeśli ktoś z dużą pewnością już przed zakupem może powiedzieć, że czegoś takiego szukał bądź nie, ma również spore szanse na dokonanie odpowiedniego wyboru.

Ja po czasie stwierdzam, że te 80 dolców lepiej byłoby teraz przełożyć na 16GB dodatkowej pamięci w iPhonie 6, którego, pewnie kierując się taką samą chęcią posiadania jak opisanej opaski, niedługo kupię. Weryfikacja oczekiwań z rzeczywistością w funkcji poniesionego wydatku przyjdzie z czasem.

PS Jako dodatkowe, choć subiektywne źródło oceny opłacalności kupna Jawbone’a niech służy fakt, że moja żona, początkowo zachwycona możliwościami mojej opaski, nie skorzystała z niedawnej wyprzedaży gdzie cenę obniżono do bardzo rozsądnego już pułapu 29 dolarów…

Dołącz do dyskusji