Tak się powinno wydawać książki! Jason Hunt dla Spider’s Web o swojej powieści “THORN”

Artykuł/Technologie 23.07.2015
Tak się powinno wydawać książki! Jason Hunt dla Spider’s Web o swojej powieści “THORN”

Tak się powinno wydawać książki! Jason Hunt dla Spider’s Web o swojej powieści “THORN”

Każdy kto porusza się po polskim Internecie, z pewnością słyszał o Jasonie Huncie. A jeśli nie, to o uszy powinno obić mu się nazwisko Tomek Tomczyk. O Kominku nie wspominając. Miałem dziś okazję porozmawiać z Jasonem o jego nowej książce, bo szczerze mówiąc – rzadko widzę na naszym rynku tak dobrze rozegrane samopublikowanie.

Pomijając kilkukrotny rebranding – postać Jasona Hunta vel Kominka jest dobrze znana w blogosferze i sądzę, że nie trzeba go nikomu przedstawiać. Znamy go także z dorocznego rankingu najbardziej wpływowych blogerów (w którym nie zabrakło także miejsca dla Spider’s Web), a osoby uważniej śledzące blogosferę z pewnością słyszały o jego dotychczasowych publikacjach.

Co jak co, ale ten człowiek o blogowaniu wie naprawdę wszystko i udało mu się tę wiedzę zawrzeć w dwóch książkach – “Blog – Pisz, Kreuj, Zarabiaj” oraz “Bloger i Social Media”. To prawdziwe kopalnie wiedzy i w zasadzie nic w tym dziwnego – Tomek przekazuje tam wiedzę o tym, na czym zna się najlepiej.

Tym razem spod jego palców wypłynęło jednak coś zupełnie innego.

Jak sam mówi, nad tą książką pracował poniekąd całe życie, a “THORN to po trochu współczesna wersja Martina Edena z nutą tajemnicy w klimacie Twin Peaks lub serialu Lost.”

Co zaskakujące, nie mamy tu do czynienia z beletrystyką, ale powieścią motywacyjną, ubraną w warstwę fabularną. O ile o samej zawartości przekonamy się dopiero 25 sierpnia, kiedy “THORN” będzie miała oficjalną premierę, to już teraz książka przykuwa uwagę nietypowym projektem i kapitalnie rozegraną kampanią marketingową.

01_2_THORN_Instagram_2500x2500

“THORN” to książka przystosowana do współczesnego odbiorcy. Nie jest długa, bo liczy sobie 300 stron, a do tego jej układ nie przypomina standardowych ścian tekstu typowych publikacji – najważniejsze elementy są wytłuszczone, a akapity wyraźnie oddzielone od siebie. Jest to bardzo drobny zabieg, do tego eksperymentalny, ale powinien sprawić, że tę książkę będzie się czytało dużo łatwiej, co jest bardzo cenne przy całym szumie informacyjnym współczesnego świata.

Tomek już przy poprzedniej książce całkowicie zrezygnował ze współpracy z tradycyjnymi wydawcami na rzecz pełnej kontroli nad publikacją i jest doskonałym przykładem na marketingową siłę mediów społecznościowych. O tej książce huczy w Internecie, pojawia się w miejscach zarówno związanych, jak i niezwiązanych z blogosferą. A przecież nikt nie wyłożył tu setek tysięcy na banerki i plakaty w księgarniach. Widać więc tutaj potęgę marketingu szeptanego w najlepszym wydaniu, przy czym trzeba oczywiście pamiętać, że początkową bazę czytelniczą Tomek budował latami i nie jest to dzieło przypadku.

Co jeszcze wyróżnia tę książkę? Do każdego zakupionego egzemplarza na papierze e-book dodawany jest gratis. Taką praktykę stosują czasem wydawcy przy okazji promocji, ale jako standard jest raczej niespotykana – a bardzo się chwali! Jak podkreśla Jason Hunt, “THORN” jest dziełem przygotowanym pod druk, stojącym w opozycji do tabloidyzacji, która jest pokłosiem nadmiaru wydań elektronicznych.

Nowa książka Jasona Hunta ukaże się także w języku angielskim, choć jest to przedsięwzięcie, o którym Tomek niewiele chce na razie mówić.

Więcej szczegółów na temat samej książki można znaleźć na blogu JasonHunt.pl, a ja miałem przyjemność zadać Tomkowi kilka pytań o otoczkę tego nowego wydania:

Łukasz Kotkowski, Spider’s Web: Czym tak naprawdę jest Thorn? Bliżej jej do literatury faktu, beletrystyki, biografii? Z opisu wynika, że wymyka się wszelkim schematom. Osobiście nurtuje mnie jedno – gdzie jest miejsc na klimat Twin Peaks w “powieści motywacyjnej”?

Jason Hunt: Właśnie dlatego zapowiadałem książkę od wielu lat, a nie mogłem jej napisać. Nie potrafiłem tego połączyć, aż w końcu zrozumiałem, że próbowałem włożyć za dużo grzybów w jeden barszcz. Podzieliłem całą historię na kilka tomów. W pierwszym tomie fabuła związana z „tajemnicą” przewija się przez całą powieść, ale czytelnik nie koncentruje się na niej. Jest tłem do wątków uczuciowych i motywacyjnych, które dominują w książce. Gdyby nie fabuła, z całą pewnością książkę można byłoby wrzucić na półkę z poradnikami motywacyjnymi, ale napisanie kolejnego poradnika absolutnie mnie nie interesowało. Mam już wstręt 😉

Kapitalnym ruchem jest dodanie ebooka gratis do papierowego wydania. Jak myślisz, dlaczego wydawcy tak rzadko decydują się na podobny krok? Jest inny powód, niż kasa?

Nie ma innego powodu, ale rozumiem wydawców. Oni muszą zarabiać jak tylko się da. Ja mam ten komfort, że nikogo nie mam na utrzymaniu, nie mam parcia na kasę, bo wierzę, że jeśli będę pisał dobre książki to kiedyś na nich bardzo dużo zarobię. Na tej książce zarabiać będę dopiero po sprzedaniu 3 tysięcy egzemplarzy. Dopiero wtedy zwrócą mi się inwestycje w druk, tłumaczenie, promocję i dystrybucję.

thorn-kupic

Wytłumacz proszę, o co chodzi z nietypowym layoutem książki? Prezentuje się ślicznie, wygląda zupełnie inaczej niż większość pozycji, ale co tak naprawdę ma na celu w kontekście opowieści?

Przede wszystkim ułatwia czytanie współczesnemu czytelnikowi, który nie wychowuje się na książkach, tylko na krótkich formach, cechujących się chwytliwymi hasłami i częstymi podziałami na akapity. Dzisiejsze książki są nie tylko czytane, ale ich poszczególne fragmenty wrzucane w formie zdjęć na Instagram lub Facebooka. Z kolei odbiorcy tych fotek nie czytają całych stron. Ich interesują tylko najciekawsze fragmenty. W mojej książce te najciekawsze fragmenty mają większą czcionkę, aby przyjemniej się je czytało i były doskonale widoczne na zdjęciach. Nauczyłem się tego, wydając “Bloger i Social Media”. Co czwarty (!) czytelnik wrzucił zdjęcie z książką na Instagram, tagując je moim pseudonimem.

Zapowiadasz dużo poukrywanych smaczków wewnątrz opowieści. Są to zagrania nastawione po prostu na interakcję z czytelnikiem, czy raczej coś, co ma stanowić drugie dno historii?

Jedną z inspiracji był serial „Lost”, który leciał kilka lat temu. Tam była masa różnych smaczków, w każdym odcinku widzowie doszukiwali się ukrytych znaczeń, ale „Lost” miał jedną wadę – wiele zagadek nigdy nie doczekało się rozwiązania, bo nigdy go nie było. Pisząc książkę, bardzo pilnowałem się, aby wszystko miało ręce i nogi. „THORN” ma bardzo dużo biograficznych wstawek, ale na pierwszej stronie czytelnik jest informowany, że musi czytać wszystko tak, jakby było fikcją.

Zręcznie prowadzisz marketing swojego dziecka, odsłaniając karty bardzo powoli. Niemniej jednak wydawnictwa też często to robią, a efekty jakieś takie niewspółmierne do Twoich, jeśli mówimy o social media. Jest jakaś formuła na skuteczną promocję książki, której wydawcy nie potrafią, lub nie chcą się nauczyć?

Wydawcy kompletnie nie rozumieją świata social mediów. Dla nich social media to wrzucenie okładki na fanpage. Kiedy współpracowałem z wydawnictwem, moja książka była przez rok we wszystkich księgarniach. Teraz jest tylko w moim sklepie. W ciągu jednego kwartału sprzedaję więcej niż sprzedawałem z wydawnictwem przez cały rok. Cieszy mnie to, ale z drugiej strony myślę sobie, jak wielu innych pisarzy, o wiele lepszych ode mnie, nigdy się nie przebija, bo wydawnictwa dają ciała z promocją.

thorn-cena

Uchylisz rąbka tajemnicy co do wydania zagranicznego? Widać, że kroi się coś większego i bardzo mnie ciekawi, jakie też masz plany ekspansji poza Polskę 😉

Przy całej mojej pewności siebie, do kwestii wydania zagranicznego podchodzę z pokorą i ostrożnością, bo przebić się na rynku zachodnim, nie mając za sobą ani agentów literackich, ani dobrego wydawnictwa, to jednak ciężka sprawa. Może mi zająć całe lata. W każdym razie zarówno polska jak i angielska wersja będzie promowana w Nowym Jorku, bo tam też się dzieje akcja książki. Chciałbym na żywo (Snapchat, Periscope, Instagram) pokazać czytelnikom, że miejsca, które opisałem, istnieją naprawdę, a przy okazji przemycić im kilka smaczków z kolejnych tomów powieści.

I to jest self-publishing zrobiony dobrze.

Gdybyśmy nagle zaczęli przyznawać nagrody “Pisarz w czasach Internetu”, to tegoroczna z pewnością powędrowałaby do Tomka Tomczyka, niezależnie od zawartości jego powieści. Rynek książki się zmienia, a jeśli pisarze, twórcy, nie wyjdą tym zmianom naprzeciw, to książka jako medium straci na wartości i przestanie być atrakcyjna dla odbiorcy. Tomek o tych zmianach mówi tak:

To w ogóle jest temat na osobną dyskusję, ale tyleż interesujące, co przerażające jest obserwowanie, jak rozwija się zagraniczny rynek książek. To kompletnie inny świat. Masa autorów wydaje dziesiątki opowiadań, które czyta się do 5, 15 lub 30 minut. Wyobrażasz sobie takiego Stephena Kinga, piszącego co tydzień krótkie opowiadanie zamiast jednej, dwóch książek na rok? Cóż, wydaje mi się, że taka przyszłość czeka pisarzy. Uwielbiam się rozpisywać, ale ludzie uciekają do krótkich form, a taki Amazon, który coraz bardziej przypomina monopolistę, zaczyna płacić autorom nie za książkę, ale za ilość przeczytanych stron… To niepokojący kierunek. Ale chyba musimy się do niego dostosować.

Jason Hunt daje idealny przykład, jak powinna wyglądać książka wydana w 2015 roku

Jeśli “THORN” spodoba się czytelnikom, doczeka się kolejnych części, tak samo niedługich, tak samo eksperymentujących z nowymi sposobami przykucia uwagi czytelnika. Dotychczas próby napisania naprawdę interaktywnej książki, takiej na miarę naszych czasów, raczej kończyły się rozczarowaniem.

Może się też okazać oczywiście, że i książka Tomka okaże się być tylko słabą wydmuszką, czego on też ma świadomość. Jeśli jednak książka spełni pokładane w niej oczekiwania, to Jason Hunt może przetrzeć szlak i pokazać innym pisarzom, jak powinno się pisać, i wydawać książki, żeby dotrzeć do odbiorcy z użyciem nowych mediów, bez polegania na skostniałym rynku wydawniczym.

Po “THORN” na pewno sięgnę osobiście. Nawet jeśli nie zostanę zmotywowany, a fabuła mnie nie porwie, to tak czy inaczej będzie to nowe, ciekawe doświadczenie.

A rynek książki niczego nie potrzebuje tak bardzo, jak nowych, ciekawych doświadczeń, bo jeśli chodzi o treść, to nie oszukujmy się – napisano już wszystko, o wszystkim.

Teraz trzeba się nauczyć to podawać w formie trafiającej do współczesnego czytelnika i zdaje się, że to uda się Tomkowi osiągnąć.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji