Już raz odmienili zakupy w sieci. Teraz chcą to zrobić ponownie

Już raz odmienili zakupy w sieci. Teraz chcą to zrobić ponownie

Już raz odmienili zakupy w sieci. Teraz chcą to zrobić ponownie

Powszechny dostęp do Internetu, szczególnie na przestrzeni ostatniej dekady, doprowadził do zmian w niemal każdej dziedzinie naszego życia. Dziś bez niego nie wyobrażamy sobie już wielu czynności, które jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu odbywały się w formie stricte „analogowej”, a jedną z tych dziedzin, które Internet wywrócił do góry nogami, są z pewnością zakupy.

Gdy rynek handlu w sieci dopiero raczkował, podeszliśmy do niego z wielką dozą nieufności. Być może dlatego e-commerce w Polsce zaczął się najbardziej dynamicznie rozwijać dopiero jakieś 5-6 lat temu – niezwykle trudno było nam porzucić dotychczasowe przyzwyczajenia i nabywać towary, których wcześniej nie obejrzeliśmy, sprawdziliśmy, a do tego często utargowaliśmy niższą cenę.

A co dopiero z rynkiem usług? Czy 10 lat temu ktokolwiek myślał o tym, żeby przez Internet kupować wycieczki, wizyty w Spa czy salonie fryzjerskim?

Problemem była nie tylko internetowa forma handlu, lecz może przede wszystkim brak konkurencyjności. Klient nie dostrzegał korzyści płynącej z zakupu towaru w sieci, a z pewnością nie była ona na tyle duża, żeby rezygnować z fizycznego „obmacania” towaru przed jego zakupem.

Pierwszym krokiem ku lepszemu była zmiana polityki Allegro. Niegdyś wyłącznie serwis aukcyjny, od 2007 roku pozwalał użytkownikom na zakładanie sklepów i prowadzenie własnej działalności handlowej za jego pośrednictwem. Nagle obok licytacji towarów między użytkownikami zaczęły pojawiać się aukcje z nowymi produktami, w dobrych cenach, nierzadko o wiele taniej niż w konkurencyjnych serwisach.

Ta rewolucja przebiegała jednak bardzo powoli i potrzeba było długich lat na to, żeby konsumenci zaufali portalowi aukcyjnemu. Nie sprawiło to jednak, że nagle rzuciliśmy się szturmem na zakupy w sieci. Nie spowodowało to także, że o dobrych ofertach internetowych mówiło się znajomym, dzwoniło do rodziny, przekazywało kolegom ze studiów.

Tego dokonała dopiero popularyzacja zakupów grupowych

„Karnet na siłownię na rok za ile? Połowę ceny? Przy ilu kupionych karnetach? Ej, chłopaki!…” – mniej więcej tak mogę podsumować reakcje na to, co zaoferowały serwisy grupowe.

To dopiero była rewolucja! Wystarczyło, że odpowiednia liczba ludzi dorzuciła się do oferty, a nagle wyjście do kina kosztowało śmieszne grosze, sprzęt elektroniczny w pobliskim markecie taniał o połowę a bilety na koncert można było dostać za ułamek ceny. Do tego łatwiej było namówić znajomych na wspólny wypad, bo przecież oni też musieli się dorzucić do oferty, jeśli chcieli z niej skorzystać.

Pierwszymi tego typu serwisami na polskim rynku były Gruper i CityDeal. Były to raczkujące serwisy, które szukały swojego modelu biznesowego, ale udało im się dość skutecznie pobudzić powstanie nowego trendu. Moda na zakupy grupowe eksplodowała w 2010 roku, kiedy pomysłodawca zakupów grupowych, Groupon, przejął CityDeal i zainicjował nowy typ zakupów.

Najlepiej o tempie rozwoju firmy w tamtym czasie świadczył chyba przyrost liczby pracowników – z 6 osób na początku działalności zrobiło się 200, w ciągu zaledwie roku.

Serwis postawił początkowo na umowy z małymi, lokalnymi podmiotami i to na dłuższą metę przyniosło mu ogromny sukces. Przed przygotowaniem oferty była ona dokładnie sprawdzana i obmyślana, próbowano znaleźć złoty środek pomiędzy zaoferowaniem klientowi jak największej wartości w taki sposób, aby nie odbiło się to negatywnie na firmie, która sprzedawała ją za pośrednictwem Groupona.

Przedstawiciele serwisu przed podpisaniem umowy z kontrahentem sprawdzali, czy lokal usługowy spełnia odpowiednie standardy, odpowiada potrzebom użytkowników oraz czy oferowany rabat rzeczywiście jest korzystny dla klienta, czy może cena początkowa została zawyżona?

Takie podejście zaskarbiło Grouponowi rzesze zadowolonych klientów, którzy mogli oczekiwać w serwisie usług i towarów bardzo wysokiej jakości, po okazyjnych cenach.

Kupowanie niektórych usług za pośrednictwem serwisu wiązało się również z poczuciem bezpieczeństwa dla klienta – na przykład w sytuacji, gdy biuro podróży bankrutuje przed realizacją zakupionego wyjazdu. Jeśli zakupu dokonaliśmy bezpośrednio w owym biurze, nierzadko pieniądze za wyjazd odzyskiwaliśmy po długich miesiącach, jeżeli w ogóle.

Tymczasem właściciel serwisu zakupów grupowych przetrzymuje pieniądze klienta do momentu realizacji oferty, a tym samym zabezpiecza zarówno siebie, jak i fundusze klienta.

A co zyskiwali na zakupach grupowych kontrahenci? W końcu musieli zaoferować swoje usługi/towary po nieadekwatnie zaniżonych cenach, prawda?

Dla nich najważniejszą wartością w umowach z serwisem była promocja. Przy dobrze rozegranej ofercie, nieznana nikomu restauracja z pomocą Grouponowego newslettera mogła jedną zniżką i dobrą obsługa już na miejscu zjednać sobie klientów, którzy następnie wróciliby do niej, niezależnie od rabatu.

Dlatego właśnie przez długi czas trzon zakupów grupowych stanowiły małe, rozwijające się podmioty, którym jedna udana akcja promocyjna mogła dmuchnąć wiatr w żagle. Oczywiście, z biegiem czasu wśród ofert zaczęły się także pojawiać duże, znane marki, które doceniły potencjał takiej formy efektywnościowej reklamy.

W 2011 roku Groupon zadecydował, iż model biznesowy zakupów grupowych potrzebuje zmian i rozwoju, by stać się bardziej przystępnym dla klienta

E-commerce ewoluował w kierunku modelu rynku handlowego, na którym usługi były dostępne przez cały czas, bez konieczności zakupów grupowych i gdzie klientom oferowano korzystne ceny towarów i usług.

groupon1

Serwisy zakupowe i producenci zrozumieli, że klient oczekuje możliwości natychmiastowego zakupu, oraz szerokiego wyboru ofert w każdej kategorii.

Citeam tego wyścigu nie wytrzymał i w kwietniu 2014 roku zakończył swe działanie, pozostawiając na polu walki dwóch liczących się graczy, Grupera i Groupona, z czego ten drugi wyraźnie lepiej odnalazł się w wymagających realiach.

Dominująca pozycja na istniejącym rynku zagwarantowała mu solidne podstawy nie tylko do tego, żeby się na nim utrzymać, lecz także wprowadzić nową jakość dla klientów dzięki  wielu zmianom technologicznym i rozpoczęciu wdrażania strategii… marketplace. Teraz klient otrzymuje te same korzyści co zawsze, dodatkowo ma znacznie większy wybór ofert i dowolność momentu zakupu i skorzystania z usługi.

Dziś Groupon nie jest już serwisem zakupów grupowych

Groupon bardzo zręcznie rozgrywa karty w rozgrywce o portfele klienta, oprócz wysokiej jakości propozycji usprawniając tzw. „user-experience” samego procesu zakupów. Głównie za sprawą nowoczesnej strony i  aplikacji mobilnej oraz dopracowanej obsługi posprzedażowej.

Przy wszystkich zaletach internetowego handlu, jego największą wadą jest… ogrom wyboru. Znalezienie najlepszych ofert bywa naprawdę trudne, w zalewie tych mniej korzystnych, a oddzielenie jednych od drugich to nie lada wyzwanie.

Dlatego bardzo dobrym posunięciem jest proponowanie najlepszych ofert zależnie od lokalizacji, a także odpowiednie promowanie tych szczególnie ciekawych w mediach społecznościowych, które z powodzeniem zastępują niegdysiejszy newsletter.

A jest w czym wybierać, bo dziś Groupon oferuje ponad 7,5 tys. ofert na swojej stronie, z której regularnie korzystają ponad cztery miliony subskrybentów.

Sklep internetowy powinien być naszym przyjacielem

I to takim, którego zawsze mamy w kieszeni. Niemal każdy z nas nosi przy sobie smartfona z dostępem do Internetu w każdej sytuacji, nie ma więc nic prostszego, niż wyciągnięcie go i sprawdzenie, czy nie możemy sobie w jakiś sposób ułatwić życia.

W przypadku Groupona jest to jeszcze bardziej prawdziwe, ponieważ znajdziemy tam nie tylko ofertę nowych sprzętów elektronicznych ze zniżką, lecz – przede wszystkim – dobre oferty na ciekawe usługi.

Wychodząc z domu zawsze warto sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie uda się oddać samochodu do myjni za pół ceny, postawić znajomym obiad w restauracji czy odwiedzić fryzjera, by obciąć sobie włosy za ułamek normalnej kwoty.

Dzięki powstaniu serwisów zakupów grupowych pojawiły się zupełnie nowe korzyści, a przede wszystkim, zaczęliśmy w Internecie szukać niemalże wszystkiego – od wspomnianej wizyty u fryzjera po świece zapłonowe.

Dla nas, konsumentów, najważniejszy jednak nadal pozostaje fakt, iż zakupy w sieci nigdy jeszcze nie były tak proste, tak przystępne.

A zaledwie pół dekady wcześniej wcale nie było to takie oczywiste.

*Grafika główna pochodzi z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji