Po tym jak poznałem AirBnB, już nigdy nie pojadę na wakacje z biurem podróży

Felieton/Technologie 07.07.2015
Po tym jak poznałem AirBnB, już nigdy nie pojadę na wakacje z biurem podróży

Po tym jak poznałem AirBnB, już nigdy nie pojadę na wakacje z biurem podróży

Rozklekotany samolot czarterowy, hotele wyglądające tak samo bez względu na lokalizację, ta sama kiepska oferta jedzenia i picia “all inclusive”, te same głupkowate atrakcje lokalne – tak właśnie wyglądają wakacje, które kupuje się w polskich biurach podróży. Och jakże się cieszę, że w porę wyrwałem się z tego dramatu. Odkąd po raz pierwszy zorganizowałem sobie urlopowy wyjazd via Airbnb, nie wyobrażam sobie niczego innego.

Wiem, że wielu z Was czuje się teraz obruszonych. Jak to, płacę kilkanaście tysi za wakacje i jest fajnie – wszystko mam podstawione pod nos, odpoczywam i generalnie mam wszystko w… nosie. Też tak myślałem. Przez lata moje rodzinne wakacje to był wyjazd w kierunku: Grecja/Chorwacja/Włochy/Hiszpania/Turcja (niepotrzebne skreślić) i ten sam scenariusz – odpocząć, odciąć się od tego, co zostawiam w kraju.

Zadajcie sobie jednak pytanie, czy rozróżniacie wakacje w Turcji od tych w Chorwacji? Ja przestałem. Wszystko wydawało mi się takie same. Te same imprezy, te same wycieczki fakultatywne. Nawet te same animacje przybasenowe.

Pierwszy wyjazd z AirBnB zorganizowałem sobie półtora roku temu

Do Rzymu na kilka dni. Dla mnie to było ryzyko. Nie jestem przyzwyczajony do ufania komuś, kogo nie znam, w kwestiach akomodacji i lokalizacji tylko na podstawie zdjęć w internecie. Ale nie zawiodłem się. Było tak, jak na szczegółowym opisie oferty w Airbnb. No i taniej. Znacznie taniej niż przez biuro podróży.

Jeśli jeszcze nie znacie – Airbnb.com to serwis społecznościowy polegający na tym, że ludzie udostępniają swoje domy, mieszkania, czy pokoje pod wynajem. Można przeszukiwać oferty po lokalizacji oraz cenie. Gdy coś cię zainteresuje, zgłaszasz chęć wynajmu, następnie ocenia cię jego właściciel. Jeśli zgadza się na twój przyjazd, dochodzi do transakcji. Serwis pobiera prowizję od obu stron.

Oczywiście większość ofert, szczególnie w znanych, turystycznych kurortach, pochodzi od osób żyjących z wynajmu lokali turystom. I można tu ustrzelić naprawdę niesamowite placówki – poza głównym nurtem hotelowym, poza głównymi szlakami wędrówek turystycznych. Na dodatek zdecydowanie taniej niż oferty w biurach podróży – za 100, 200 zł za dzień za całą rodzinę (oczywiście są też oferty mocno luksusowe).

Ze swoją Rodziną byłem już na kilku wyjazdach zorganizowanych via Airbnb i nigdy się nie zawiodłem. Na wyjazdy wakacyjne wynajmuję najczęściej całe kilkudziesięciometrowe mieszkanie (we Włoszech mieliśmy nawet takie z dwoma łazienkami), na krótsze weekendowe wypady duży, przestronny pokój. Dojeżdżamy na miejsce sami (albo samochodem, albo okazyjnie kupionym biletem na lot samolotowy), gotujemy sami, wycieczki lokalne organizujemy sobie sami.

I jest zdecydowanie fajniej niż na kolejnych takich samych wakacjach z biurem podróży. No i taniej.

*Grafika główna pochodzi z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji