Sorry HBO, ale Netflix robi to lepiej

Felieton/Technologie 22.06.2015
Sorry HBO, ale Netflix robi to lepiej

Sorry HBO, ale Netflix robi to lepiej

Pierwszy odcinek drugiego sezonu „True Detective” (jakoś nie podchodzi mi polska wersja tytułu – „Detektyw”) już za mną i przy okazji – jak zwykle w przypadku produkcji HBO – uczucie niedosytu. Na kolejny odcinek muszę bowiem czekać cały długi tydzień. Sorry HBO, ale to jest słabe.

Znacznie lepsze jest to, co robi Netflix – oddając swoim klientom cały sezon serialu w jednym momencie.

Pewnie wielu może się wydawać, że HBO postępuje roztropniej z biznesowego punktu widzenia – w końcu 10-odcinkowy serial będzie żył przez długie 10 tygodni, a nie przez jeden, czy kilka dni od jednorazowej premiery. Patrząc jednak na to, w jaki sposób funkcjonuje i rozwija się Netflix, wcale nie musi tak być. Ba, docelowo znacznie większą przyszłość wydaje się mieć charakter wydawniczy Netliksa.

Po pierwsze, Netflix ma większe szanse na złapanie nowych klientów. Zastanówmy się bowiem co dla nowego potencjalnego nowego klienta liczy się bardziej – to, że może dostać wszystkie odcinki serialu, który go interesuje od razu, czy tylko pierwszy lub drugi odcinek, jak proponuje mu HBO?

Po drugie, sposób wydawania serwisu przez Netflix jest bliższy temu, w jaki sposób ludzie konsumują dziś cyfrową rozrywkę. Jeśli słuchają muzyki, to chcą mieć dostęp do całego katalogu muzycznego od razu – płacę abonament, mam dostęp do wszystkich płyt i singli Beyonce, czy innej Taylor Swift.

Podobnie jest z serialami – decydując się na zakup abonamentu, klienci chcą mieć od razu dostęp do całości katalogu, także z najnowszymi produkcjami. Nie ma się co oszukiwać, trochę wynika to z doświadczeń piracenia – kiedyś ściągało się całe dyskografie, czy sezony seriali z torrentów w jednym momencie. Trzeba docenić to, że teraz miliony osób chcą za to samo, tyle że bezpieczniej i wygodniej, płacić.

Po trzecie, sposób wydawniczy HBO to relikt telewizji starego typu, gdzie na nowy odcinek serialu czeka się przez tydzień, bo ktoś mądry z TV zbadał, że seriale kryminalne to najlepiej w czwartki po 21, a familijne w poniedziałki i wtorki po 18. W Netfliksie rozumieją, że czasy telewizji linearnej odchodzą do lamusa. To klient decyduje kiedy i co chce obejrzeć.

Po czwarte, coraz częściej słyszymy, że dużo bardziej od częstotliwości kontaktu z marką liczy się długość i jakość kontaktu z nią. Oglądając seriale HBO łączę się z marką co tydzień na godzinę; oglądając serial w Netliksie, przebywam z nim po kilka godzin dziennie przez kilka dni.

Po piąte i chyba najważniejsze, sposób funkcjonowania Netfliksa pokazuje przyszłość rynku wideo w sieci w ogóle – premiery, tj. House of Cards, Sens8, Marco Polo, czy Orange is the New Black będą miały miejsce co kilka tygodni, a nie raz czy dwa razy do roku. Logiczniejsze z punktu widzenia wydawcy będzie więc oddanie klientom wszystkich odcinków na raz, bo za tydzień/dwa będzie na nich czekała nowa premiera.

Jesteśmy aktualnie u progu prawdziwego ‚złotego okresu’ dla telewizji internetowej. Mamy coraz lepsze produkcje „tylko do internetu”, z coraz większymi budżetami i z coraz lepszymi aktorami. Ważne też, by szybko zrozumieć, że internet rządzi się zupełnie innymi prawami, niż telewizja.

HBO zrobiło pierwszy krok ku zrozumieniu tego uwalniając HBO Now od telewizji kablowej (choć na razie tylko na wybranych rynkach). Czas teraz na drugi krok – zmianę sposobu wydawania produkcji na wzór tego, co robi Netflix.


Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement