Czy to jeszcze średnia półka? Samsung Galaxy A7 – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Sprzęt 02.06.2015
Czy to jeszcze średnia półka? Samsung Galaxy A7 – recenzja Spider’s Web

Czy to jeszcze średnia półka? Samsung Galaxy A7 – recenzja Spider’s Web

Gdy dowiedziałem się, że w moje ręce trafi Samsung Galaxy A7, miałem bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony – nie będę tego ukrywał – nie jestem wielkim fanem słuchawek tej firmy. Oprócz modelu Note 4 absolutnie żaden nie wzbudził moich emocji. Tymczasem miałem spędzić czas z produktem z półki średniej. Dałem jednak A7 pewien kredyt zaufania, podchodząc do niego bez uprzedzeń. I pozwoliłem się nieźle zaskoczyć.

Jak pisał Piotr Barycki w swoich pierwszych wrażeniach dwóch mniejszych braci A7, modeli A3 i A5, Samsungi już dawno powinny tak wyglądać.

Genetyczni spadkobiercy bardzo udanego, choć średnio popularnego Galaxy Alpha prezentują się naprawdę wspaniale, w niczym nie przypominając plastikowych mydelniczek, do których co bardziej złośliwi (w tym ja) przyrównywali poprzednie średniaki firmy.

Na szczęście rewizja polityki sprzętowej koreańskiego producenta się opłaciła i o nowych modelach, jeśli chodzi o design i wykonanie, mogę mówić w samych superlatywach.

Jakość wykonania i wyświetlacz stoją na bardzo wysokim poziomie

W stosunku do A3 i A5 jedynymi zauważalnymi różnicami w budowie modelu A7 są oczywiście rozmiar i waga urządzenia. Obydwa czynniki działają zdecydowanie na korzyść telefonu, czyniąc go bardziej solidnym. Biorąc Galaxy A7 do ręki od razu da się odczuć fantastyczną jakość wykonania, a chłodna, aluminiowa obudowa przypomina, że mamy do czynienia z produktem plasującym się powyżej stawki swojego segmentu.

Podobnie rzecz ma się z ekranem. O ile w 5″ modelu A5 jego rozdzielczość wynosi zaledwie 720p, o tyle tutaj mamy do czynienia z rozdzielczością FullHD, co przy przekątnej 5,5″ daje gęstość obrazu na poziomie 401 ppi – nie dostrzeżemy zatem pikseli gołym okiem.

DSC_0644

Wyświetlacz wykonany jest w technologii Super AMOLED, ze wszystkimi plusami i… bolączkami. Te pierwsze jednak zdecydowanie przeważają, a panel Galaxy A7 to uczta dla oka. Standardowo w przypadku Samsunga kolory są przesadnie nasycone, aczkolwiek jest to delikatnie kompensowane poprzez tryb adaptacyjny, dopasowujący temperaturę barwową do wyświetlanej treści. O ile więc interfejs sprawia wrażenie, jakby wręcz chciał wyskoczyć z ekranu, o tyle podczas przeglądania stron internetowych kolory bliższe są rzeczywistości.

Oczywiście jak przystało na matrycę AMOLED czerń jest bardzo głęboka, a biel… cóż, niestety raczej przypominająca odcieniem zsiadłe mleko, co też jest typowe dla ekranów wykonanych w tej technologii.

Ogromnym plusem panelu w Galaxy A7 jest za to jego jasność i bardzo dokładne dopasowanie jej stopnia w trybie automatycznym. Ani razu nie zdarzyło się, żebym musiał ręcznie zwiększać lub zmniejszać ten parametr; telefon zawsze robił to idealnie. Dzięki bardzo dużej jasności, z urządzenia bez problemu można korzystać w pełnym słońcu.

Smartfon, pomimo swoich słusznych gabarytów, fantastycznie leży w dłoni. Jest to pierwszy raz, kiedy korzystając z telefonu o tak dużej przekątnej ekranu, nie musiałem się przesadnie gimnastykować, żeby wygodnie korzystać z interfejsu – choć oczywiście – do przeciwległego krańca kciukiem nie dosięgnę.

Główną przyczyną tej wygody jest grubość urządzenia, która wynosi zaledwie 6,3 mm, czyli jest o całe pół milimetra niższa, niż we flagowym modelu Galaxy S6. Co prawda mamy tutaj wystający moduł aparatu, ale nie mam zamiaru na to narzekać – jest on kanciasty, więc telefon nie gibie się leżąc na pleckach na płaskiej powierzchni, a dzięki dodatkowemu milimetrowi łatwo jest go podnieść jedną ręką.

DSC_0641

Układ przycisków jest typowy dla Samsunga – blokada ekranu z prawej strony, klawisze głośności z lewej, przycisk home (oflankowany pojemnościowymi klawiszami cofania i multitaskingu) u dołu ekranu. Do tego układu nie sposób mieć jakichkolwiek zastrzeżeń, nawet w tak dużym telefonie, choć muszę przyznać, że sięganie kciukiem do przycisków pojemnościowych wymagało pewnego przyzwyczajenia, aby nie wypuścić przy okazji telefonu z dłoni.

Samsung Galaxy A7 zaskakuje wydajnością

Na pokładzie urządzenia znajdziemy wspierany przez 2 GB pamięci RAM autorski procesor Samsunga, ośmiordzeniowy Exynos 5430. Wydajnościowo plasuje się on oczko wyżej niż Snapdragon 615 zastosowany w HTC 820. Koreański procesor również oparty jest o architekturę big.LITTLE, więc cztery rdzenie pracują z większą częstotliwością (1,8 GHz), a gdy taka wydajność nie jest wymagana, uruchamiają się cztery wolniejsze rdzenie (1,3 GHz). Procesor wspiera także LTE Cat. 4, co dało się odczuć w codziennym użytkowaniu, wykorzystując transmisję danych.

Podobnie rzecz miała się z łącznością WiFi – dwuzakresowy moduł 802.11 a/b/g/n nie należy może do najszybszych (maksymalne notowane prędkości to ok. 30 mbps przy łączu 50 mbps; MacBook Air pracując w tej samej sieci odbiera 48 mbps), ale za to jest bardzo stabilny i szybko łączy się z siecią.

DSC_0639

Byłem także bardzo pozytywnie zaskoczony możliwościami graficznymi A7, choć do flagowego S6 oczywiście daleko. Układ Mali-T628 MP6 pozwalał na komfortową rozgrywkę w grach takich jak Asphalt 8, NFS: Most Wanted czy GTA: San Andreas, aczkolwiek w tym ostatnim konieczne było obniżenie wszystkich parametrów, szczególnie zagęszczenia ruchu.

Niestety, instalując gry bardzo szybko zapełnimy pamięć urządzenia, której dla użytkownika pozostaje zaledwie 10 GB z zadeklarowanych 16 GB. Można ją rozszerzyć kartą micro-SD do 64 GB, lecz tam schowamy raczej multimedia, niż aplikacje.

Sporym minusem jest temperatura urządzenia pod obciążeniem. Nigdy nie zdarzyło się co prawda, żeby sprzęt odmówił posłuszeństwa z tego powodu, jednakże dłuższe sesje gamingowe bardzo szybko stają się niekomfortowe z powodu nagrzewania się Samsunga w okolicach aparatu.

W codziennym użytkowaniu nie stanowi to jednak problemu. Zarówno procesor jak i pamięć RAM są wystarczające do płynnej pracy urządzenia; aplikacje ładują się bardzo szybko, a przełączanie się między nimi bezproblemowe. Sporadycznie zdarzało się, że aplikacje działające w tle musiały się przeładować. Najczęściej dotykało to jednak zasobożernych programów, takich jak Manager Stron FB czy przeglądarka Chrome Beta. Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie jednak TouchWiz, którego niegdyś szczerze i z serca nie znosiłem.

Do Galaxy A7 trafiła odchudzona wersja nakładki Samsunga, której naprawdę nie mogę odmówić responsywności. Wszystkie zbyteczne aplikacje zostały przeniesione do sklepu Samsunga, dając klientowi wybór co do ich instalacji, a to, co zostało, to przydatne i logicznie rozplanowane elementy – jak chociażby tryb pracy na podzielonym ekranie, z czego przy tej przekątnej chętnie korzystałem.

touch-wiz

TouchWiz w końcu przestał też być tak denerwująco cukierkowy, co bardzo sobie chwalę, choć nadal nie jestem wielkim fanem jego stylistyki.

Warto też wspomnieć w tym momencie, że testowany przeze mnie egzemplarz pracował pod kontrolą Androida 4.4.2 KitKat. W chwili pisania tej recenzji do użytkowników powinna docierać już aktualizacja do wersji 5.0.

Drugim z moich największych zaskoczeń w przypadku Galaxy A7 był… czas pracy na jednym ładowaniu. Przy ogniwie o pojemności 2600 mAh spodziewałem się, że będzie co najwyżej przeciętnie lecz okazało się, że jest naprawdę dobrze.

Nie, nie jest to jeszcze poziom pozwalający na dwa dni z dala od gniazdka przy intensywnym użytkowaniu, jednakże akumulator pozwalał mi bezstresowo korzystać z urządzenia przez cały dzień, nie oszczędzając przesadnie smartfona. Zazwyczaj kładąc się spać około północy miałem jeszcze ponad 40% baterii, przy blisko pięciu godzinach SoT.

Przy bardzo intensywnym użyciu ten wynik był nieco niższy, ale ani razu podczas czasu spędzonego z A7 nie musiałem szukać ładowarki w ciągu dnia. Na minus muszę jedynie zaliczyć długi czas ładowania, który przy ładowarce 1,5A wynosił niemal cztery godziny od około 20% do pełna.

DSC_0636

Multimedia to, niestety, doświadczenie zaledwie przyzwoite

Głównym ku temu powodem są bardzo przeciętne właściwości audio. Zarówno głośniczek, umiejscowiony z tyłu obudowy obok aparatu, jak i jakość dźwięku ze złącza 3,5mm nie zachwycają. Głośniczek gra względnie głośno, ale bardzo płasko, do tego przesterowując przy maksymalnej głośności.

W przypadku gniazda słuchawkowego problemem również jest bardzo płaska charakterystyka brzmienia (choć odpowiednia zabawa korektorem w Power Amp trochę pomogła). Smartfon miał niestety problem z napędzeniem studyjnych Sennheiserów o impendancji 54 Ohm; dźwięk w nich był wyraźnie cichszy niż w przypadku zwykłych, dokanałowych słuchawek, a także brakowało mu klarowności. Dla większości użytkowników nie będzie to jednak przeszkodą, bo większość słuchawek “ulicznych” nie przekracza 16/32 Ohm.

Dzięki ekranowi AMOLED bardzo przyjemnie ogląda się za to filmy; oczywiście mówię tu o warstwie wizualnej. Głęboka czerń i barwy wyświetlane dzięki adaptacji ekranu w trybie “kinowym” naprawdę uświetniają konsumpcję wideo.

samsung-a7-selfie
Beauty mode pomaga tylko nieznacznie, ale kąt widzenia soczewki jest dość szeroki.

 

Mieszane uczucia mam do co aparatu. Testowany przeze mnie egzemplarz był modelem niesprzedażowym, posiadającym nieco inny software niż egzemplarze retailowe, więc nie do końca wiem, na ile jakość modułu mogę zrzucić na sam sensor, a na ile na późniejsze procesowanie.

Dość powiedzieć, że rezultaty z 13 MP aparatu Galaxy A7 są bardzo nierówne. Matryca CMOS w dobrym świetle sprawuje się naprawdę nieźle, śmiało mogąc równać się z niektórymi flagowcami. Rozpiętość tonalna stoi na całkiem dobrym poziomie, a szczegółowość obrazu również nie pozostawia wiele do życzenia. Autofocus jest szybki i celny, a prędkość uruchamiania aplikacji niemal błyskawiczna.

Słowo klucz to jednak “dobre światło”. Wystarczy że warunki pogorszą się tylko odrobinę, a jakość leci na łeb, na szyję. Nawet na zewnątrz, przy słabszym świetle, produkowane rezultaty są co najwyżej przeciętne. Obrazowi zaczyna brakować szczegółowości, a kolory wydają się sprane i nijakie.

Duży rozmiar sensora pozwala jednak na całkiem spory crop, co widać na trzech z poniższych zdjęć, z kotem, mewą i wędkarzem:

Prawdziwy dramat zaczyna się jednak w domu, próbując robić zdjęcia przy świetle żarówki. Przede wszystkim, współpracy odmawia wtedy autofocus, uparcie ustawiając ostrość za obiektem. Do tego dochodzi potężny szum cyfrowy. Myślałby kto, że użycie lampy błyskowej pomoże, ale… sprawia ona tylko tyle, że kolory są bardzo nienaturalne.

Przednia kamerka o rozdzielczości 5 MP oferuje z kolei dość szeroki kąt i szybko ustawia ostrość. W połączeniu z kilkoma trybami wyzwalacza (w tym robieniem zdjęcia z pomocą gestu zaciskania dłoni) powinna usatysfakcjonować miłośników samojebek, choć – ponownie – tylko w dobrym świetle. W kiepskich warunkach mój egzemplarz kompletnie odmówił współpracy.

Dlatego też większość wad tego modułu pozwolę sobie zwalić na karby oprogramowania. W wersji konsumenckiej prawdopodobnie osiąga on znacznie lepsze rezultaty, także w trybie filmowania – o ile wideo FullHD w 30 fps wygląda całkiem nieźle (nawet ekspozycja nie szaleje jak w konkurencyjnych modelach z tej półki), o tyle nagrywanie w 4K kończyło się crashem aplikacji aparatu średnio raz na pięć prób.

Interfejs aparatu za to zasługuje na pochwałę, choć szkoda, że producent (podobnie jak konkurenci) nie zdecydował się oddać użytkownikom nieco większej kontroli nad modułem, ograniczając się do trybów automatycznych i co najwyżej regulacji ISO oraz balansu bieli.

DSC_0724

Czy to jeszcze średnia półka?

Nie licząc kilku drobiazgów, Galaxy A7 naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Jakość wykonania w połączeniu z płynnym, responsywnym interfejsem sprawiły, że korzystałem z niego z prawdziwą przyjemnością, a jako że nie robię zdjęć telefonem zbyt często, największa jego wada przemykała koło mnie niezauważona.

Szkoda mi tylko tej jakości audio, bo w zasadzie jedynie to przeszkadzało, żeby moje doświadczenia z tym smartfonem były kompletne.

Mam jednakże pewien problem z otwartym poleceniem tego urządzenia, gdyż cena plasuje go gdzieś pomiędzy półką średnią, a półką wyższą. Co za tym idzie, za niemalże identyczną kwotę możemy nabyć ubiegłorocznego flagowca Galaxy S5, albo ciut starszego, ale nadal niezłego Note’a 3. Firmie przydałoby się nieco zrewidować swoją politykę cenową w taki sposób, żeby ubiegłoroczne hity nie kanibalizowały nowości na sklepowych półkach, a trzeba przyznać, że dwa wspomniane modele z pewnością bardziej podziałają na wyobraźnię konsumentów.

Żaden z nich nie oferuje jednak tak wysokiej jakości wykonania, która automatycznie winduje wrażenia z użytkowania, a to w ostatecznym rozrachunku może przeważyć na korzyść A7.

Jeżeli więc jesteście w stanie poświęcić jakość aparatu i kilka bonusowych “ficzerów” na rzecz rewelacyjnej, aluminiowej obudowy, a do tego szukacie dość wydajnego sprzętu z dużym ekranem – Galaxy A7 jak najbardziej powinien się znaleźć na waszej liście.

Dołącz do dyskusji