Karol Kopańko / 24.06.2015

Wiszące trumny i plemienne zwyczaje pogrzebowe w Nepalu i Filipinach

28 interakcji Przejdź do dyskusji

Wiszące trumny, mieszanie się chrześcijaństwa z wierzeniami plemiennymi i budowanie kukiełek zmarłych – to tylko kilka ze zwyczajów funeralnych jakich doświadczyłem w Azji. W czasie swojej podóży trafiłem na dwa pogrzeby: w Nepalu i na Filipinach.

Nepal

Spacerując przez Park Narodowy w jednej z wiosek (a raczej rozsianych po wzgórzach chat) natrafiłem na obrządek buddyjskiego pogrzebu. Już wcześniej słyszałem o tym jak w górskich prowincjach Nepalu ludzie radzą sobie ze zwłokami. Otóż zwyczajnie zabierają je na łąkę, gdzie grasują dzikie ptaki i inne drapieżne zwierzęta, a później zostawiają na ich pastwę, rozcinając np. stopę, aby zanęcić padlinożerców zapachem.

W buddyzmie, podobnie jak i w hinduizmie, istnieje bowiem wiara w reinkarnację, czyli odradzania się duszy człowieka w kolejnych wcieleniach. Dlatego ciało po śmierci znaczy tak mało, że można je oddać na pastwę natury.

Czy ludzie, których odwiedziłem tak właśnie uczynili? A może spalili ciało? Tego nie wiem, gdyż denata w ogóle nie widziałem, ale zamiast niego na środku niewielkiego dziedzińca umieszczona została wyjątkowo szkaradna kukła, która miała symbolizować zmarłego. Biała tkanina pociągnięta czarnym markerem wiernie imitowała jego twarz.

Zmarły był więc obecny podczas obrządku pod postacią kukły, a zaraz obok niej zbudowany został pokaźny ołtarz wraz z dzwoneczkami, bębenkami i świeczkami. To tu buddyjski lama za pomocą modlitw przekonywać będzie duszę zmarłego, że powinna wstąpić w nowe ciało.

Według miejscowych wierzeń dusza nie opuszcza bowiem okolicy natychmiast, a zamiast tego włóczy się jeszcze przez 3 dni. Przez ten czas lama jest na utrzymaniu rodziny, która musi zakupić także specjalne oleje i kadzidła do palenia, a także tubę, w którą dmie mnich.

DSC08850_Fotor

Szczęście w zaświatach, lub nowym wcieleniu symbolizować miała także tacka z ryżem, w którego kopiec powtykano banknoty małych nominałów i umieszczono obok półmiska z owocami. Zwróćcie uwagę na specyficzne, białe sandały.

DSC08852_Fotor

Na zapleczu kobiety przygotowywały wegetariański obiad. Gotowały słodkie ziemniaki, kalafiory i ryż, a wszystko to bez dodatku soli, od jedzenia której trzeba się przez 3 dni od śmierci krewnego powstrzymywać. Zamiast tego lama w darze ofiarowuje rodzinie specjalną, uprzednio poświęconą sól.

Filipiny

Filipiny są jedynym obok Timoru Wschodniego krajem w Azji, gdzie dominują katolicy, przy okazji tworząc trzecią największą nację wyznającą tę religię – po Brazylii i Meksyku. Katolicyzm na Filipiny przywieźli Hiszpanie, którzy chcieli opanować archipelag i konkurować z Portugalczykami o dominację w handlu przyprawami, a w przyszłości zaatakować także Chiny czy Japonię.

W drugiej kolejności na historii archipelagu zaważyły też Stany Zjednoczone, które przejęły nad nim kontrolę w 1898 roku, kiedy przeciwko Hiszpanom wybuchło powstanie i sprawowały ją aż do 1942 roku, kiedy Filipiny dostały się pod okupację japońską. Po wojnie kraj proklamował niepodległość od USA w 1946 roku.

Pozostałości po amerykańskim władaniu są jednak dziś bardzo widoczne. Rozpowszechniona jest zachodnia kultura, a przede wszystkim język angielski. Filipińczycy posługują się nim z miłym akcentem, nie tak jak Indusi, którzy niekiedy drażnią ucho. Dlatego wiele firm lokuje swoje call center właśnie na Filipinach (sam w autobusie do Baguio spotkałem Brytyjczyka, który jechał odwiedzić jedno ze swoich centrów).

Dodatkowo Filipińczycy często posiadają dwa imiona – np. Luis John – pierwsze hiszpańskie, a drugie angielskie.

Filipiny to największy katolicki kraj w Azji – to widać na każdym kroku 😉 #filipinyKK #christ #jesus #christian #folk #picture #religion

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Katolicyzm cały czas odciska bardzo duże piętno na Filipinach. Wydaje się, że nawet większe niż na Polsce. Stopnia wypełnienia kościołów nie ma nawet co porównywać. Poniżej zdjęcie zrobione w kościele w Puerto Princesa podczas wieczornej mszy.

 

Bardzo często można spotkać także środki transportu – jeepney’e czy tuk-tuki z wymalowanymi symbolami religijnymi, bądź cytatami z Biblii, a także ogromne święty figury górujące nad krajobrazem.

Kiedy płynąłem łódeczką po podziemnej rzecze Puerto Princesa, uznanej w 2011 roku za jeden z nowych siedmiu cudów natury, przewodnik zwrócił moją uwagę na formacje krasową ze zdjęcia poniżej. Według niego (i zapewne innych sterników, lub badaczy), przedstawia ona moment narodzenia Jezusa w szopce, która otoczona jest przez pasterzy i zbliżających się królów z darami.

Powróćmy jednak do Sagady, położonej w Mountain Province, 275 km na północ do stolicy Filipin, Manili. Mimo że odległość w prostej linii nie wydaje się duża, to w rzeczywistości, aby ją pokonać trzeba spędzić najpierw 6 godzin w busie jadącym do Baguio (nieciekawego miasta wielkości Białegostoku), a potem drugie tyle kierując się już bezpośrednio do Sagady. Ten drugi etap to jednak pokonywanie serpentynami dużych wzniesień, więc nic innego poza przechylaniem się w rytm zakrętów nie jest możliwe.

A oto wzgórza wokół Sagady w pełnej okazałości:

Ciekawe jest jednak, że to kilkutysięczne miasto jest jedynym w całych Filipinach, gdzie większość populacji stanowią anglikanie – aż 95 proc, co związane jest z działalnością misjonarską w tych okolicach.

Kult religijny miesza się tu jednak z wierzeniami ludowymi, czego przykładem jest fragment ceremonii pogrzebowej, którego byłem świadkiem.

Pani Florze dane było przeżyć 101 lat, w czasie których dała się poznać jako czynna działaczka na rzecz lokalnej społeczności. Właśnie dlatego, kiedy odeszła na drugą stronę, na jej pożegnanie stawiły się prawdziwe tłumy.

Pierwszym epizodem był chóralny śpiew psalmów, w który włączyło się trzech pastorów i jedna pastorka służąca zwykle w miejscowym Zborze Św. Maryi Dziewicy.

Chór udało mi się przyłapać kilka godzina wcześniej na próbie:

Później miejsce obok odkrytej trumny zabrał syn denatki, który zaczął przypominać wszystkie jej zasługi i wychwalać zalety.

Pan z fotografii poniżej jest przedstawicielem rdzennego ludu Igorot, zamieszkującego górskie obszary filipińskiej wyspy…

Posted by Karol Kopańko on Friday, June 5, 2015

Ciekawe rzeczy zaczęły się dziać nieco później. Przed trumnę wyszedł jeden z seniorów, który w lokalnym języku bontoc, zaczął na przemian recytować z pamięci formułki, to znów śpiewać.

W miarowych odstępach czasu następowała przerwa, a wtedy starsza pani siedząca obok trumny potrząsała drewnianym kijkiem z doklejonymi plastikowymi frędzlami nad zmarłą.

Na koniec wszystkie starsze panie zebrały się razem i odśpiewały, kiwając się na boki piosenkę, której słów nie byłem w stanie rozszyfrować. Zapewne żegnały nią odchodzącą koleżankę.

Wszyscy goście przez cały czas mogli także korzystać z “kateringu”. Na zapleczu domu mężczyźni rozprawiali jedną w świnię, w tym samym momencie kiedy druga była właśnie konsumowana przez gości. Kobiet pomagających w tej wyjątkowej kuchni nie stwierdziłem.

Później z domu wyruszyła procesja do zboru, a ze zboru na cmentarz, gdzie już od godzin porannych trwały przygotowania polegające m.in. na wykopaniu grobu.

Sagada słynie także z wiszących trumien, w których ponoć cały czas umieszczane są ciała zmarłych. Aby dostąpić tego zaszczytu trzeba jednak ukończyć co najmniej sto lat i  doczekać się prawnuków.

Tradycja wiszących trumien bierze się zaś z przekonania, że z tego miejsca dusze mają bliższą drogę do nieba.

W Sagadzie trumny spotkałem zaś w dwóch miejscach. Na jednej z górskich ścian i przy wejściu do długiej na kilka kilometrów jaskini.

Te na wolnym powietrzu wydawały się zdecydowanie nowsze, podczas gdy wg przewodnika, te z jaskini mogły mieć nawet sto lat. Co dziwne wisiało tam tylko kilka trumien, a pozostałe poukładane były na ziemi.

Wszystkie one przyozdobione były symbolem jaszczurki, jako zwinnego zwierzęcia obdarzonego umiejętnością wspinania się po niemal pionowych ścianach. Tak właśnie dusza ma wspinać się do nieba.

Według legendy, jeśli w procesji niosącej trumnę do powieszenia spadnie na kogoś kropla krwi ze zwłok nieboszczyka, to będzie to dla tej osoby oznaczało coś szczęśliwego.

Filipińczycy wierzą także w wiele omenów, jakie wywróżyć mogą nieszczęśliwą przyszłość. Należą do nich np. czarny motyl (śmierć kogoś z rodziny), czarny kot w drodze do szpitala (śmierć) i sowa (kiedy w domu leży ktoś chory – jego śmierć).

Dodatkowo nie należy opuszczać domu, jeśli naczynia po posiłku nie zostały umyte (śmierć domownika), trzeba jeść cierpki owoc z rana (chroni przed śmiercią rodziców), nie wolno robić zdjęć trzem osobom (uniknięcie śmierci tej pośrodku), tracić zębów podczas snu (śmierć krewnego), ani spoglądać na twarz nieboszczyka, aby uchronić się przed jego powrotem jako ducha.

Niektórzy filipińscy rolnicy są tak przywiązani do uprawianych przez siebie pól ryżowych, że nawet po śmierci chcą pozostawać w towarzystwie:

FRYZJER W SAGADZIEWchodzę do miejscowego centrum handlowego – pięciopietrowego budynku na klanie ośmiokąta, wypeł…

Posted by Karol Kopańko on Friday, October 3, 2014

Tagi:

Dołącz do dyskusji

Advertisement