Początek końca aplikacji mobilnych

Początek końca aplikacji mobilnych

Początek końca aplikacji mobilnych

Po obejrzeniu prezentacji dwóch nowych wersji najpopularniejszych dziś mobilnych systemów operacyjnych nie mam wątpliwości – właśnie obserwujemy początek końca dominacji aplikacji mobilnych. Now on Tap i nowa wersja Siri to próby przywrócenia kontroli nad platformami mobilnymi przez Google i Apple.

Ekonomia aplikacji mobilnych – tak od dłuższego czasu nazywany jest rynek mobilny, który zdominowany jest przez aplikacje, czyli małe programy do wszystkiego. Jak wielki to rynek niech zaświadczy fakt, że podczas konferencji otwierającej WWDC 2015 Apple ogłosił 100 mld pobrań aplikacji na iOS. Średnio każdy użytkownik sprzętu z iOS (iPhone, iPad, iPod touch) ma zainstalowanych 119 aplikacji.

To nie tylko znacznie więcej od tego, ile aplikacji instalujemy na komputerach PC (Windows, Mac), ale także zupełnie inny kontekst ich użycia niż na pecetach. W przypadku mobile’a aplikacje nie tylko są w 99 proc. pełnoekranowymi produkcjami, które przysłaniają/zastępują systemowe funkcje, ale także znacznie częściej korzystają z wewnętrznych wyszukiwarek, przeglądarek i innych pluginów eliminując konieczność użycia systemowych rozwiązań.

Niektóre z aplikacji przekształciły się w tak wielkie kombajny, że same w sobie stały się platformami: wydawniczymi, medialnymi, reklamowymi, czy gamingowymi.

To wszystko potężne zagrożenie dla dostawców platform mobilnych, którzy oddając zbyt dużo wolności zewnętrznym twórcom przestali kontrolować coraz ważniejsze elementy układanki zasięgowo-biznesowej. Szczególnie widoczne jest to w przypadku Androida, platformy open-source’owej, w której panuje wolna amerykanka – wszystko jest dozwolone, każdy może przygotować usługi i aplikacje w dowolny sposób, by zachęcić nimi użytkowników. Choć iOS wcale nie jest zdecydowanie bardziej bezpieczniejszy w tej mierze – wprawdzie obostrzeń odnośnie wyglądu i funkcjonowania aplikacji jest mnóstwo, ale to nie przeszkadza takim platformom jak Flipboard, Evernote, Uber i innym budować własnych małych imperiów.

apple-ipad-ios

Do niedawna Apple, Google i Microsoft zachęcali do korzystania z jak największej liczby aplikacji, bo w ten sposób poszerzane były konteksty użycia urządzeń mobilnych, które te firmy sprzedawały (lub pomagały sprzedawać). Jednak od kilku dobrych miesięcy i kolejnych mniejszych i większych zmian w systemach mobilnych widać odwrotny trend – próby coraz większej kontroli platform i eliminacji konieczności korzystania przez użytkowników z wielu aplikacji zewnętrznych.

Koronnymi przykładami tychże zmian są nowe wersje tzw. inteligentnych asystentów głosowych w systemach Android i iOS, choć już wcześniej dało się wyczuć zmianę postawy twórców mobilnych OS-ów (choćby Material Design – pierwsze w historii Androida tak restrykcyjne wytyczne tworzenia UIX aplikacji).

Now on Tap to nic innego aniżeli próba odwrócenia niebezpiecznego dla Google’a trendu zastępowania wyszukiwarki funkcjami poszczególnych aplikacji. To o tyle niebezpieczny fenomen dla Google’a, że ruch mobilny rośnie w piekielnie szybkim tempie, a przecież na reklamach wyświetlanych przy wynikach wyszukiwania amerykańska firma buduje grubo ponad 90 proc. swoich przychodów. Now on Tap pozwoli na to, by wyszukiwanie Google było dostępne z każdego poziomu urządzenia z Androidem, także wewnątrz innych aplikacji.

Podobnie ‚pro-aktywne Siri’, jak reklamuje nową inkarnację asystenta głosowego iOS Apple, to nic innego jak próba zmniejszenia wagi aplikacji trzecich, w tym głównie tych platformowych jak Evernote, Wunderlist itp. Nowe Siri odpowiednio ułoży audiobooki w playlistę, gdy wsiadamy do samochodu (zastępując konieczność użycia aplikacji zewnętrznej), ustawi przypomnienia w oparciu o analizę ruchu drogowego w czasie rzeczywistym (zastępując konieczność użycia innych aplikacji), włączy muzykę wtedy, gdy tylko nałożymy słuchawki na uszy (zmniejszy szansę odpalenia alternatywnych usług muzycznych).

To tylko kilka oczywistych przykładów nowych możliwości nowych wersji asystentów Androida i iOS, które wyraźnie pokazują kierunek myślenia ich twórców – chodzi o to, by to system decydował z jakich aplikacji korzysta użytkownik, na dodatek mocno sugerując ich kontekst. Oczywiście przy okazji preferowane są natywne usługi, systemowe aplikacje.

Powoli więc zbliżamy się do końca ekonomii aplikacji mobilnych na urządzeniach przenośnych w kierunku hegemonii sztucznej inteligencji.

Docelowo Siri, Google Now i Cortana będą czymś na wzór Jarvisa z Iron Mana – ultymatywnego asystenta, który będzie zarządzał naszym komputerowym światem.

Dołącz do dyskusji