Wreszcie! W OS X El Capitan Apple naprawił Maila i Safari

Wreszcie! W OS X El Capitan Apple naprawił Maila i Safari

Wreszcie! W OS X El Capitan Apple naprawił Maila i Safari

Od kilku dni testuję wersję beta nowego systemu operacyjnego OS X El Capitan i wygląda na to, że wreszcie – WRESZCIE – Apple poradził sobie z kompromitującym działaniem silnika IMAP w aplikacji Mail oraz doprowadził przeglądarkę Safari do takiego stanu, że w końcu będę mógł do niej wrócić.

W El Capitan jest wyjątkowo mało zmian funkcjonalnych, czyli takich, które najbardziej lubią użytkownicy w nowych wersjach systemów operacyjnych. Największe dotyczą aplikacji w trybie pełnoekranowych, z których i tak praktycznie nie korzystam oraz Spotlight, które w polskiej wersji systemu Apple’a i tak jest wykastrowane do granic przyzwoitości.

Przebudowano też kompletnie aplikację Notatki, której spróbuję dać szansę w najbliższych dniach oraz poprawiono Mapy – niestety jak zwykle najciekawsze w nich nowości (informacje o transporcie publicznym) nie dotyczą polskich użytkowników.

Nowe Safari i Mail

Mnie najbardziej do gustu przypadły zmiany w dwóch innych aplikacjach: Mail oraz Safari. To z ich powodu pełna wersja El Capitan będzie dla mnie jedną z ważniejszych w ostatnich latach, mimo braku innych spektakularnych nowości!

To dlatego, że w końcu będę mógł wrócić do Safari z Chrome’a, który stał się kompletnie nieużywalny na Maku. Próbowałem kilka razy w ostatnich latach, ale nie dało się – nie wiedzieć czemu Apple konsekwentnie odmawiało wyposażenia Safari w tak oczywiste narzędzia jak favicony przy tabach, możliwości przypinania tabów oraz korzystania z hovera przy folderach z zakładkami.

Nie wszystkie te funkcje są w nowej wersji Safari odblokowane, ale hej – wreszcie przeglądarka Apple’a zyskała możliwość przypinania zakładek internetowych, czyli czegoś, bez czego od dawna nie potrafię na co dzień funkcjonować. Resztę jakoś sobie wymęczę zewnętrznymi pluginami (jak EasySIMBL). I choć wiem, że taka „spektakularna” nowość jak możliwość przypinania zakładek może przyprawić co poniektórych jedynie o szelmowski uśmieszek politowania, ale czasami taka jedna pierdoła wystarczy, aby zupełnie inaczej spojrzeć na cały produkt.

Na dodatek jest też inna ciekawa nowość w Safari – możliwość szybkiego wyłączania głosu w poszczególnych zakładkach, co przy dzisiejszym koszmarze z auto-odtwarzającymi się reklamami wideo jest mile widzianym wybawieniem.

Oczywiście jak każda nowa wersja Safari, ta w El Capitan jest szybsza, bardziej wydajna i lepiej zarządzająca pamięcią RAM.

Cały_ekran_18_06_2015__12_20

Wracam, zdecydowanie wracam do Safari i oby to było „back for good” jak śpiewali Take That.

Jeszcze istotniejszymi usprawnieniami niż nowe Safari są dla mnie poprawki w aplikacji Mail, którą uważam za bezwzględnie najlepiej przemyślaną aplikację do obsługi poczty e-mail na rynku niezależnie od platformy (uwierzcie mi, sprawdzałem wszystko).

Wreszcie – i pozwólcie, że ponownie napiszę to drukowanymi literami: WRESZCIE – Apple naprawił obsługę silnika IMAP, co oznacza koniec problemów z korzystaniem z Gmaila via Mail App. Nosz kurde, ile lat to trwało!? O ile mnie pamięć nie myli, problemy zaczęły się już w Mountain Lionie, czyli w 2012 r.

Trzy inkarnacje systemu OS X zajęło Apple’owi naprawienie obsługi Gmaila w natywnej aplikacji do obsługi poczty e-mail. Można jednak głosić wszem i wobec, że kłopoty użytkowników poczty Google z MacBookami się skończyły – koniec z lagami, koniec z trwającymi wieczność synchronizacjami bazy, koniec z koniecznością przełączania online/offline, by Mail odebrał nową pocztę.
Mail w El Capitan

I to by było na tyle. W zamyśle Apple’a, El Capitan ma być wersją systemu, która stawia głównie na poprawę wydajności i stabilności. Rzeczywiście, nawet w pierwszej wersji beta system wydaje się nie tylko całkiem stabilny, ale także szybszy, pobierający mniej energii oraz lepiej dystrybuujący pamięć RAM.

One More Thing

Są jeszcze dwie pierdółki w El Capitan, które bardzo przypadły mi do gustu.

Pierwsza to nowy font systemowy. Apple zamienił Helveticę na nowy autorski font San Francisco i choć wygląda bardzo podobnie do poprzednika, to jednak drobne smaczki robią różnicę zdecydowanie in plus. Bardziej podobają mi się cyfry (są jakby okrąglejsze) oraz drukowane duże litery (np. w różnych funkcyjnych dla aplikacji miejscach). Niby malutka rzecz, a jakże cieszy oko.

Druga to bajerancka animacja kursora, gdy próbujemy go odnaleźć na pulpicie nerwowo ruszając na boki myszką lub przesuwając bezwiednie palcem po gładziku. Kursor robi się wtedy coraz większy (do 4 razy), by można było go momentalnie odnaleźć. Fajny, przydatny bajer.

Dołącz do dyskusji

Advertisement