Apple Music to po prostu streaming muzyki. Tylko, że grożący monopolem

Felieton/Technologie 08.06.2015
Apple Music to po prostu streaming muzyki. Tylko, że grożący monopolem

Apple Music to po prostu streaming muzyki. Tylko, że grożący monopolem

Daniel Ek, twórca Spotify, najlepiej skomentował część keynote’a Apple’a przeznaczoną na prezentację Apple Music. Cytuję: “Oh ok.” Takiego burdelu i chaosu nie widziałam już dawno – Eddie Cue kluczył, nie chciał powiedzieć, że iTunes od dawna konkuruje z serwisami streamingowymi i YouTube’em.

Nie ma to jak wystawić pana w średnim wieku by opowiedział o usłudze dla ludzi młodych, i to usłudze bardzo ważnej, związanej z emocjami – w końcu muzyka to głównie emocje. Zaserwowano nam więc przegląd fragmentów kawałków z różnych bajek a nawet nerwowe wystąpienie Drake’a, który oprócz standardowych ogólników nie powiedział nic konkretnego. Cała prezentacja była chaosem uwydatniającym to, że Apple czasem nie radzi sobie z nowościami.

Tymczasem Apple Music to nic innego, jak streaming muzyki.

Za 10 dol. – według Cue cenę jednego albumu (może w iTunes, spora część świata od kilku lat nie płaci tyle albo mniej za dostęp do streamingów) – użytkownicy Apple Music dostaną dostęp do ponad 30 milionów utworów. Oprócz tego do radia muzycznego Beats1 nadającego na żywo, 24 godziny na dobę w którym oprócz muzyki pojawią się też wywiady z gośćmi itp. W cenie zmieści się też dostęp do playlist i rekomendacji od ekspertów, rekomendacji opartych na guście tworzonych przez algorytmy oraz do funkcji Connect. Connect ma być takim Twittero-Facebookiem, na którym artyści mogą udostępniać fanom treści, zdjęcia, muzykę czy wideo.

wwdc-2015-apple-music

Apple Music zintegrowane będzie z Siri, która ma zapewnić nowe ciekawe funkcje typu odtwarzanie muzyki z konkretnych lat czy według pozycji na listach przebojów.

Obok wersji za 10 dolarów pojawi się też plan rodzinny za 15 dol. dla maksymalnie 6 osób, przy czym pierwsze 3 miesiące będą darmowe.

Apple Music dostępne będzie w 100 krajach ekosystemie Apple’a od 30 czerwca, jesienią także na Windowsie, Androidzie i Apple TV.

Apple Music jest więc serwisem streamingowym z ciekawą paletą dodatkowych funkcji i olbrzymim zapleczem już istniejących użytkowników iTunes’a z podłączonymi kartami płatniczymi. Jest to jednocześnie sposób na powrót na rynek muzyczny – iTunes jako sklep z muzyką stawał się po prostu przestarzały w obliczu rosnącej konkurencji serwisów streamingowych.

Nie mam wątpliwości co do tego, że Apple Music zdobędzie użytkowników, jednak nie do końca wiem, czym chce zdobyć tych, którzy wyemigrowali już do konkurencji.

Cena nie jest specjalnie konkurencyjna, zapowiada się też, że na razie nie będzie czegoś takiego jak player webowy. Z artystami słuchacze i tak “łączą” się już na Twitterze czy Facebooku jeśli mają na to ochotę i nie są ograniczeni platformą. Na konferencji postawiono na przekonywanie, że chcemy słuchać muzyki, którą ktoś poleca – że chcemy być zaskakiwani wyborem utworów.

apple-music-streaming

Nie jestem do tego przekonana. Dzisiejsze pokolenie 15-25 latków wyrosło w świecie niemal bez radia, w świecie w którym liczy się jak najmniejszy koszt i dostępność wszystkiego po kliknięciu, szybko i wygodnie, a nie w świecie w którym czeka się na wybór radiowych prezenterów. Jednak może się mylę.

Zapowiada się jednak, że Apple przekonał czymś artystów, którzy wycofali się z innych serwisów streamingowych – na przykład Taylor Swift. Swift skrytykowała Spotify i “uciekła” sprzedawać album w iTunes, jednak na prezentacji widać było, że dostępny jest w streamingu Apple’a.

Mam za to jedną, sporą, ogromną wątpliwość.

W trakcie keynote’a mówiono, że muzyka nie powinna być pofragmentowana, że wszystko powinno być dostępne w jednym miejscu. Obawiam się, że zdobycie wielkiej części rynku muzycznego w sprzedaży i streamingu, w usłudze sparowanej z tak potężnym ekosystemem użytkowników przyzwyczajonych do płacenia, może stworzyć wielkiego monopolistę. Takiego, który może nie potrafi porządnie zaprezentować usługi, ale który potrafi wykorzystywać swoją pozycję do “wykaszania” konkurencji a później narzucania swoich własnych warunków wszystkim, od użytkowników po artystów i wydawców.

Czytaj więcej o konferencji Apple WWDC 2015:

Dołącz do dyskusji