Nie krytykujmy Amazonu za coś, co wyjdzie na dobre wszystkim czytelnikom

Felieton/Technologie 22.06.2015
Nie krytykujmy Amazonu za coś, co wyjdzie na dobre wszystkim czytelnikom

Nie krytykujmy Amazonu za coś, co wyjdzie na dobre wszystkim czytelnikom

W zagranicznym Internecie wre, komentujący przerzucają się mądrościami i obawami, a wszystko z powodu tego, że Amazon zmienił sposób rozliczania się z self-publisherami w swoim programie Kindle Direct Publishing. Weźmy zatem na wstrzymanie i przyjrzyjmy się, co tak naprawdę zmienia nowy model wypłat dla autorów. I skąd się wziął.

Amazon ogłosił, że z początkiem nowego miesiąca przestanie rozliczać się za każdą wypożyczoną pozycję z autorami publikującymi przez Kindle Direct Publishing i udostępniającymi swoje książki w abonamentach, a zacznie wypłacać tantiemy na podstawie liczby faktycznie przeczytanych przez czytelników stron. Naturalnie, ta zmiana powoduje znacznie większy szum w mediach zagranicznych niż polskich, lecz warto przyjrzeć się tej sytuacji, bo przecież i do nas za pewien czas zawita ten gigant e-commerce’u. Choć niestety nie wiadomo, czy wraz z siecią sprzedaży, dostępny będzie także program KDP.

Dla tych, którzy nie są obeznani z systemami sprzedaży i publikowania książek na Amazonie spieszę z pobieżnym wytłumaczeniem. Otóż oprócz standardowego modelu, w którym można książkę po prostu kupić, klienci Amazonu w innych krajach mają dostęp do usług działających na zasadzie “wypożyczalni”.

Jedną z nich jest Kindle Unlimited, czyli w telegraficznym skrócie abonament na książki kosztujący 9,99 dol. miesięcznie (coś jak serwis VOD), a drugim Kindle Owner’s Lending Library, element bogatszej usługi Amazon Prime.

To właśnie w nich zmieniają się zasady wypłacania tantiemów autorom i to tylko tym, którzy są zarejestrowani w programie Kindle Direct Publishing, czyli – self-publisherom.

Amazon nie bez powodu jest najbardziej popularną platformą samopublikacji w globalnym Internecie. Oferuje autorom wszelkie potrzebne narzędzia marketingowe, gigantyczną bazę potencjalnych klientów, rozwiniętą analitykę sprzedaży, no i oczywiście – możliwość udostępnienia swoich dzieł we wspomnianych abonamentach.

Self-publisherzy sami sobie zgotowali ten los

Niektórym autorom nie podobało się jednak, że w owych abonamentach tyle samo zarabiają autorzy książek mających 100 stron, co ci, których dzieła sięgały np. 1000 stron. I jest to w pełni zrozumiałe… a może jednak nie?

W końcu jaką autor ma gwarancję, że czytelnik przegryzie się przez te 1000 stron? Żadnej. Lecz dotychczas nie musiał sobie tym zawracać głowy, bo wynagrodzenie się zgadzało gdy tylko jego książka została wypożyczona.

Dlatego w myśl nowego modelu, autor kiepskiej, ale długiej książki zarobi mniej, niż autor krótkiej, ale dobrze napisanej pozycji.

W Internecie jednak podniósł się rwetes, że teraz “autorzy będą pisać na ilość, a nie na jakość”. Tymczasem… jest dokładnie odwrotnie. Musi być, jeśli self-publisherzy będą chcieli cokolwiek zarobić za swoją pracę. Nic nie da wyprodukowanie cegły, zaciskając kciuki, że czytelnik dobrnie do końca.

Może to daleko idący wniosek, ale tym jednym zagraniem Amazon może znacząco podnieść jakość samopublikowania. W końcu odbiorcy nie są głupi – niezależnie od tego jak dobrze zareklamowany byłby produkt, jeśli książka będzie po prostu słaba, to po przeczytaniu pierwszego rozdziału zostanie zastąpiona inną, lepszą.

ksiazka czytnik kindle ebook

Znalazłem w sieci sporo komentarzy pokroju, że “wystarczy zmienić font na większy”. Otóż nie, nie wystarczy. Nie wystarczy także dodać ilustracji co stronę. Amazon przewidział zarówno zmianę kroju i rozmiaru fonta, a także sytuacje, w których czytelnik po prostu przelatuje przez kolejne strony, nie czytając ich.

Przeczytane strony będą liczone przy użyciu Kindle Edition Normalized Page Count (KENPC v1.0), który uwzględni rozmiar czcionki, wytnie z “licznika” obrazki, a naliczanie rozpocznie od pierwszego rozdziału (aby nie zliczać np. spisu treści, pozdrowień dla mamy i taty, etc.).

Autorzy otrzymają w swoich narzędziach analitycznych KDP pełny wgląd z liczbę stron przeczytanych przez wypożyczających.

Szybki rzut oka na blogi niektórych self-publisherów, których regularnie czytuję daje dość dobry ogląd na całą tę sytuację – poczytni autorzy nie muszą się niczego obawiać, bo choć ich przychód z tytułu wypożyczeń może nieco spaść, będzie kompensowany przez KDP All-Star, czyli system punktujący autorów na podstawie sumy przeczytanych stron, we wszystkich książkach.

Jest to też bufor bezpieczeństwa dla Amazonu

Z finansowego punktu widzenia wypłacanie autorom tantiemów za każde wypożyczenie, nie wypadało korzystnie także dla Amazonu. W końcu musieli takie same pieniądze wyłożyć dla autora za książkę, którą użytkownik przeczytał, jak i za tą, którą odłożył po pięciu minutach.

Na własne życzenie korzystających z KDP pisarzy, gigant zacznie płacić tylko za to, ile “faktycznie zarobili”.

Co więcej, stosowanie takiego buforu nie jest niczym nowym dla każdego, kto kiedykolwiek korzystał… z polskiego Legimi. Tam również autorzy i wydawcy nie otrzymują wynagrodzenia od każdej książki dodanej na półce w abonamencie, lecz dopiero po tym, jak czytelnik przeczyta 20% zawartości.

Legimi również stosuje narzędzia podobne do KENPC, normalizując sposób przeliczania przeczytanych stron.

Jest tam również obecne zabezpieczenie przed sytuacją, w której czytelnik wypożycza książki, a potem przechodzi w tryb offline. W takiej sytuacji autor/wydawca nie dostałby ani grosza, prawda?

Polskie rozwiązanie wymusza zalogowanie się do sieci co 30 dni. Po przekroczeniu tego okresu książki automatycznie zostają usunięte z biblioteki użytkownika.

To tylko moja spekulacja, bo Amazon milczy na ten temat, ale jestem pewien, że podobne zabezpieczenia przed wejściem w tryb offline zostaną wprowadzone razem ze zmianą modelu wypłacania tantiemów.

Zmiany wchodzą w życie 1 lipca

Wtedy też przekonamy się, ilu autorów zdecyduje się… usunąć niektóre pozycje ze swojego konta KDP. A przynajmniej taki scenariusz zakłada Amazon, informując o takiej możliwości w komunikacie o wyżej opisanych zmianach.

Osobiście spodziewam się, że wielu autorów wycofa co krótsze pozycje, którymi często podbijali sobie statystykę KDP. Niestety, dość powszechną praktyką wśród self-publisherów na Amazonie było… publikowanie postów blogowych w formie pliku .mobi i udostępnianie go w KU i KOLL.

Teraz taka praktyka nie będzie miała sensu, bo profit będzie… po prostu żaden.

Odrobinę śmieszą także zarzuty, że teraz autorzy będą na siłę upychać wszędzie cliffhangery, żeby “zmuszać” do dalszej lektury. Owszem, mogą próbować, nie neguję.

Gdyby to tylko jednak działało w ten sposób, to każda powieść suspensu z marszu stawałaby się bestsellerem.

*Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement