Popatrz na Richarda Prince’a. A teraz popatrz na siebie

Felieton/Technologie 30.05.2015
Popatrz na Richarda Prince’a. A teraz popatrz na siebie

Popatrz na Richarda Prince’a. A teraz popatrz na siebie

Od kilku dni czytam w różnych miejscach o artyście Richardzie Prince, który na Instagramie komentował zdjęcia, robił screenshota, lekko go zmodyfikował graficznie i wydrukował na płótnach. Pokazał to w galerii jako wystawę “New Portraits” i kasuje za jedno “dzieło” nawet 100 tysięcy dolarów. Niektórzy go uwielbiają, inni nienawidzą i nie omieszkują wyrażać tego w sieci. Mnie cała sprawa bawi, tak samo jak hipokryzja “koneserów”.

Richard Prince jest podobno znany z modyfikacji prac innych ludzi i sprzedawaniem ich jako swoje. Dlatego w światku artystycznym jest ponoć znienawidzony. Nie wiem, czy znienawidzony twórca byłby w stanie sprzedawać swoje “dzieła” za 100 tysięcy dolarów, ale co ja się tam na sztuce znam.

Bawią mnie natomiast dziwaczne komentarze pod instagramowymi postami przerobionymi na płótna, głównie dlatego, że ewidentnie są to komentarze kogoś, kto “nie czuje” internetu. Na pewno znacie to uczucie, gdy ktoś starszy wypowiada się w sieci czy pisze maila. Odbiega on na tyle od kultury i sposobu wypowiedzi ludzi z sieci, że przez chwilę, niezależnie od siebie, czujemy zażenowanie, nie wiadomo dlaczego.

Komentarze Prince’a utrzymane są właśnie w takim stylu. Uroczym, nieinternetowym.

Bawi mnie także oburzenie internautów, którzy mówią, że użycie czyichś zdjęć i wizerunków bez pozwolenia jest nie w porządku. Że prawo autorskie, że Prince nie powinien na tym zarabiać i tak dalej. Bawi, bo jak się okazuje jedno ze zdjęć, których Prince użył pochodzi z konta osoby, która znalazła je na koncie innej osoby i je repostowała. Co więcej, konto z którego repostowano zdjęcie nie należało do autora fotografii, a jedynie… repostowało czyjąś pracę. Jednak autor pozywa Prince’a, ale nie dwóch pośredników, którzy po prostu “zwinęli” oryginał i nawet go nie zmodyfikowali.

Moi obrońcy prawości, wojownicy o sprawiedliwość społeczną – nie jesteście bez winy. Każdego dnia kradniecie czyjeś prace, tylko z różnych powodów. Oglądacie spiracone filmy i seriale, słuchacie na YouTubie muzyki wrzuconej tam bez pozwolenia, dzielicie się obrazkami i zdjęciami, które zapisujecie z Facebooka i wrzucacie na własne konta, robicie screenshoty by ominąć prawo.

Robicie to wszystko dla własnej przyjemności, dla zdobycia popularności, budowania swojego wizerunku.

Usprawiedliwiacie się tym, że złe HBO jest drogie i powiązane z kablówką, a gdy HBO uruchamia usługę Now to narzekacie, że jest za droga i i tak oglądacie spiraconą Grę o Tron. Nie macie problemu z tym, że ktoś używa czyichś prac na Facebooku by zdobyć lajki, bo to przecież normalne.

Jednocześnie oburzacie się, że Prince miał czelność sprzedawać screenshoty. Prince jest przynajmniej szczery w swoich intencjach.

Nie wiem czy celowo, ale “New Portraits” posłużył jako genialny metakomentarz to tzw. kultury remiksu, która w internecie stała się codziennością. Jeszcze bardziej ukazał hipokryzję i oderwanie od rzeczywistości krytykujących artystów i zwykłych internautów. Owszem. Sprzedawanie czyichś prac jest chamskie i tyle. Jednak Prince robi to w zakresie amerykańskiego prawa. Tak samo, jak wy ściągając w Polsce seriale czy książki i tłumacząc się, że “pobieranie jest dozwolone, tylko udostępnianie nie”.

Zamiast wkurzać się w komentarzach zróbcie dopiski na pracach Prince’a, lekko je zmodyfikujcie i sprzedawajcie jako swoje.

Może ktoś to kupi. Może metametasztuka będzie nowym trendem.

* Grafika główna: Installation view of Richard Prince, Photography by Robert McKeever za huffingtonpost.com

Dołącz do dyskusji

Advertisement