Na tę grę czekałem prawie dekadę. I pewnie nie tylko ja

Felieton/Gry 26.05.2015
Na tę grę czekałem prawie dekadę. I pewnie nie tylko ja

Na tę grę czekałem prawie dekadę. I pewnie nie tylko ja

Jest pewna seria wyścigów, do której zapałałem obłąkańczą wręcz miłością niedługo po zakupie pierwszego komputera, potem przywiązałem się na długie lata, by w końcu z poczuciem równi pochyłej i straconego czasu porzucić ją na rzecz konkurencji. Mówię o serii Need For Speed, która w końcu może doczekać się godnej kontynuacji.

Pierwszą styczność z potrzebą prędkości miałem w Need for Speed Porsche, które dostałem od rodziców kilka miesięcy po premierze. Do dziś pamiętam, że wsiąkłem na amen.

Po długich godzinach łupania w Colina McRae, NFS było czymś jak powiew świeżego powietrza i to dosłownie. Niemal żadnych reguł. Żadnych nużących ustawień, fenomenalne samochody, ryk silnika i gameplay, który w pełni satysfakcjonował 10 latka.

Potem przyszła odsłona Hot Pursuit 2, którą uwielbiałem jeszcze bardziej, głównie ze względu na pokrętną satysfakcję ścigania się z policją i ponownie – fenomenalne samochody, i ryk silnika.

Najcieplej wspominam jednak te części, które nastały później. Obydwie części NFS Underground oraz Most Wanted w wersji 2005. Pierwszy Underground pozwolił mi się przenieść w świat tuningu i nielegalnych wyścigów, ale nie pozwalał opuszczać garażu poza momentami samego starcia.

Druga część za to była kompletną rewolucją. Nie tylko pozwalała modyfikować pojazdy wedle życzenia, ale też zaoferowała bogaty, otwarty świat. Ileż godzin spędziłem na samym włóczeniu się po okolicy, zaczepianiu losowo spotkanych kierowców i poszukiwaniu ukrytych warsztatów, aby odblokować nowe modyfikacje! I do tego soundtrack, który był po prostu mistrzowski.

Jedynym minusem była wtórność rozgrywki, lecz ten wygładzono w kolejnej, moim zdaniem najlepszej w historii odsłonie serii – Most Wanted.

Mnogość zadań, wyzwań i trybów była porażająca. Ograniczono niestety delikatnie możliwości tuningowe (oferując pakiety zamiast pojedynczych elementów), lecz gra rekompensowała to powrotem policji, która wraz z postępami rozgrywki robiła się coraz bardziej natrętna, coraz bardziej wymagająca i… dająca coraz więcej frajdy.

Aby wspinać się po szczeblach czarnej listy, by odzyskać swoją wypasioną Beemkę, musieliśmy najpierw wyrobić sobie odpowiednio złą reputację wśród stróżów prawa, a to wymagało regularnego łamania przepisów i długich pościgów. Przyznam szczerze, chyba tylko w Pirates! Sida Meyera spędziłem więcej czasu niż na przedrzeźnianiu radiowozów moją odpicowaną furą w NFS Most Wanted.

Niestety… tutaj przyjemna część tej opowieści się kończy, bo odsłony, które pojawiły się po genialnym MW nijak miały się do poprzedników. Ostatnią z nich, w której względnie dobrze się bawiłem był Carbon, choć trzymał mnie przy nim tylko tryb wyścigów jeden na jeden w kanionach.

O odnodze Shift wolę nawet nie wspominać, bo choć nie była grą tragiczną, to wiele brakowało jej do tematycznej konkurencji.

Ogromne nadzieje wiązałem z NFS Rivals, które… przeszedłem potem w około trzy godziny i po ukończeniu głównej trasy naprawdę nie widziałem powodu, żeby przy niej pozostać.

Na całe szczęście Electronicy wyraźnie poszli po rozum do głowy. Widać to było już w przypadku nowego Most Wanted w 2012 roku, ale pełnię powrotu do korzeni będziemy mogli zobaczyć jesienią tego roku. O ile oczywiście szumne zapowiedzi zyskają pokrycie w rzeczywistości.

Choć teaser nowego Need For Speeda trwa tylko 34 sekundy, to ten krótki obrazek wraz z aluzjami o powrotach do korzeni na oficjalnym profilu na Facebooku marki daje nadzieję na naprawdę spektakularny powrót legendy.

Sceneria z Need For Speed Underground 2 połączona z emocjonującymi pościgami znanymi z Most Wanted? Do tego oblana stosownie piękną grafiką? Jestem kupiony, shut up and take my money.

Czekałem na ten moment blisko dekadę, podobnie jak – tak podejrzewam – tysiące fanów serii na całym świecie. Za każdym razem, gdy w sieci pojawiała się plotka o NFSU 3 stawałem na baczność, gdyż bardzo chciałem wrócić do tego świata, którego żadna inna gra nie była mi w stanie zaoferować.

Najnowszy Need for Speed ma w ręku wszystkie karty, żeby odnieść gigantyczny sukces. Twórcy już teraz skutecznie grają na nostalgii ludzi takich jak ja, którzy od dawna czekali na trzeci epizod Undergrounda. Graficznie zapewne również nie będzie można nic zarzucić, bo i w przypadku Rivals oraz nowego Most Wanted także ciężko było się do czegokolwiek przyczepić.

Fabularnie Electronicy już nieraz udowodnili, że potrafią stworzyć prostą, ale wciągającą opowieść. Jeśli dojdzie do tego przemyślany tryb multiplayer, to na miejscu Microsoftu drżałbym o przyszłość trzeciej części Forzy Horizon.

Więcej szczegółów poznamy 15 czerwca, gdy zostanie zaprezentowany pełny trailer gry, a EA powie o niej coś więcej.

Na razie siedzę jak na szpilkach, nie mogąc się doczekać kiedy znów będę mógł tuningować Nissana Skyline’a (oby tylko nie zabrakło go wśród dostępnych aut!) i ścigać się przez długie godziny z policją po zatłoczonych autostradach pięknego, otwartego świata wyścigowego podziemia.

Electronicy, bardzo was proszę, nie zepsujcie tego.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement