Karol Kopańko / 04.05.2015

Bez prądu, ale z nadzieją na przyszłość, którą załamało tragiczne trzęsienie – Nepal jaki ja zapamiętałem

30 interakcji Przejdź do dyskusji

25 kwietnia Nepal nawiedziło trzęsienie ziemi o sile 7,9 stopni w skali Richtera, najsilniejsze od 80 lat. Doprowadziło do ruiny nie tylko bezcenne zabytki, ale również domy, grzebiąc w zgliszczach ponad 6 tys. osób. W Nepalu byłem w styczniu; oto obraz, jaki trudno będzie przywrócić.

ONZ szacuje, że w wyniku trzęsienia ziemi ucierpiało 8 mln Nepalczyków z czego co czwarty jest bez dachu nad głową. Zawaliło się ok. 600 tys. budynków. Większe skupiska ludności grożą wybuchem epidemii, którą powstrzymać może natychmiastowa kremacja ciał, na jaką z kolei nie godzą się rodziny zmarłych. Odbudowa pochłonąć ma co najmniej 2 mld dol.

Na Nepal spadła ogromna katastrofa. Kiedy usłyszałem o niej po raz pierwszy, dotknęła mnie niemal namacalna bliskość smutnych wydarzeń – w końcu tym przejmujemy się najbardziej, czego sami doświadczyliśmy, a ja w Nepalu byłem jeszcze 4 miesiące temu. Zapamiętałem go jako kraj pięknych gór, dających odpoczynek od pędzącej na złamanie karku codzienności i ruchliwych, zatłoczonych, choć na swój sposób pociągających miast.

Niespotykanej dziewiczości przyrody możecie doświadczyć w moim cyklu: Himalaje – piechotą przez Nepal, a poniżej postaram się zaprezentować, jak wyglądało życie w dolinach na kilka miesiecy przed trzęsieniem.

nepal przed trzęsieniem (21)

 

Katmandu

W stolicy Nepalu mieszka ok. miliona ludzi, a cała aglomeracja to kolejne 2 miliony. W ciągu ostatnich 4 dekad miasto przeżyło niesamowity rozwój demograficzny, bo jeszcze w 1971 roku zamieszkiwało je zaledwie 150 tys. ludzi. Dziś jest niestety urbanistyczną katastrofą, budowaną naprędce, bez planu i w atmosferze wolnej amerykanki. Jest tym jednak coś urokliwego.

 

 

 

W stolicy żyje się ciężko. Na ulicach nawet po zmroku nie gasną silniki samochodów i motorów, których kierowcy z namiętnością używają rozrywających bębenki klaksonów. Koła pojazdów wzbijają kurz na tłoczących się w ich sąsiedztwie ludzi. Pył i zanieczyszczone powietrze gryzą za gardło. Ja przeczyszczałem je najchętniej bardzo popularnymi wśród obnośnych sprzedawców mandarynkami.

Widok na Katmandu w drodze powrotnej z Nangarkot, niesamowite kolory! #nepalKK #azjaKK

Film zamieszczony przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Miasto kusi swoim magnetyzmem, wibrującą codziennością, jest kolorowe i nieprzewidywalne – wydawało ci się, że za rogiem kończą się już stragany, bo z oddali dobiega świątynny, hinduski śpiew, ale nic bardziej mylnego, bo handlować można wszędzie, także tam, gdzie inni się modlą.

Plac Durbar

Największą niespodzianką jest Plac Durbar, gdzie za czasów monarchii koronowano kolejnych królów. Stoi na nim kilkanaście pagód, wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa Unesco, u stóp których tłoczą się ludzie… i samochody. Dosłownie – czegoś takiego nie widziałem nawet w Indiach, aby auta zderzakami musiały torować sobie drogę w tłumie.

Na szczyty pagód wspinają się nastolatki, aby zyskać dla siebie choć trochę prywatności, bo dół opanowali krzykliwi sklepikarze – przeważnie drobni rzemieślnicy i starsze panie sprzedające warzywa.

Dziś po pagodach zostały już tylko fundamenty.

Thamel

To dzielnica sąsiadująca z placem, gdzie w hostelu Alobar1000 rezydowałem podczas nepalskich wojaży. Znana przede wszystkim z tanich hostelików, wąskich uliczek, kramarzy na każdym kroku i tradycyjnego nepalskiego jedzenia. Ryż, momosy, sprzęt do trekkingu, muzyka, płyty DVD, tkaniny, wyszywanki, rękodzieło i ubrania – to najczęściej spotykane artykuły, których szyldy, kłócą się o uwagę przechodniów z tabliczkami restauracji, pubów i biur podróży.

Napalska manufaktura wytwarzająca bębny #nepalKK

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Choć fundamenty budynków przeważnie są murowane, to im nasz wzrok wędruje wyżej, tym częściej pojawiają się elementy drewniane.  Drewno odgrywa zresztą ogromną rolę w budownictwie Katmandu. To pośrednio od niego wzięła się nazwa miasta – Katmandu pochodzi od nazwy świątyni Kasthamandap, która z kolei wg sanskrytu składa się z dwóch członów – Kastha (drewno) i Mandap (zakryte schronienie).

Niestety, aby podziwiać unikalną ornamentykę i wzory trzeba poruszać się za dnia, bo w nocy ulice toną w lepkim mroku, a rozświetlają je jedynie reflektory motorów i skąpo poustawiane latarnie. W Nepalu zwyczajnie brakuje energii elektrycznej i jest ona racjonowana.

Nawet 18 godzin dziennie bez prądu

Nepalczycy nauczyli się dostosowywać swój styl życia do przerw w dostawie prądu. Katmandu podzielone jest na 7 stref, w których wg rozkładu prąd jest włączany i wyłączany zależnie od tego, ile energii są w stanie dostarczyć elektrownie wodne. Najgorzej jest zimą, kiedy nie ma monsunu, a więc i deszczu, a stan rzek jest niski, co przekłada się na zmniejszoną moc elektrowni.

Jak żyć bez prądu? POKHARAWracam z trekkingu w rejonie Annapurny. Wytrzęsiony podskującym w wyrwach i rozklekotanym…

Posted by Karol Kopańko on Friday, May 1, 2015

Co trzeba zrobić przy świetlówce, to można sobie zaplanować, choć Nepalczycy starają się do maksimum wykorzystać światło słoneczne. Pierwsze lekcje w szkołach zaczynają się już o 6 rano, czyli przeważnie jeszcze przed wschodem Słońca. W Katmandu podczas równonocy wiosennej wschód przypada o godzinie 6:07, a zachód o 18:15.

Uczniów jest tak wielu w stosunku do możliwości, że pierwsza tura kończy zajęcia jeszcze o 11, kiedy na zajęcia przychodzą kolejne dzieciaki. Druga tura także trwa 5 godzin, do 16, dzięki czemu dzieciaki mają czas, aby odrobić lekcje, a i pomóc rodzicom. Gorzej jest zimą, kiedy Słońca mniej, a ciemności nie są dla nikogo wymówką do przerwy w pracy.

Większe hostele, sklepy i restauracje mają przeważnie swoje własne generatory prądu, ale daje to światło, które pozwala zauważyć np. stolik na środku pomieszczenia, ale już nie wczytać się w napisane drobnym maczkiem menu.

Szczęśliwcy mieszkający w górach są podłączeni do hydroelektrowni i wówczas mogą sobie pozwolić na spędzanie wieczoru przy… WWE!

Handel na całego

Wroćmy do Thamel i koła zamachowego w rozwoju gospodarki Nepalu – turystyki, która co roku dorzuca ok. 4 proc. PKB. A nepalska turystyka to przede wszystkim najwyższe na świecie góry – Himalaje. W Thamel żartuje się, że himalaista mógłby przylecieć tu w samych skarpetkach i w kilka minut skompletować strój wraz z linami, hakami, czekanami i butlami tlenowymi, a także wynająć szerpów – przewodników. Sklepy z ekwipunkiem i odzieżą do trekkingu marek The North Face, Mamut i Flauma wyrastają na każdym kroku. Na „oryginały” trafiałem niezwykle rzadko…

Nie znaczy to jednak, że produkty są złe. Cieplejszej czapki, rękawiczek i szarawarów nie kupiłem nigdzie indziej, choć pewnie nie były – jak reklamował sprzedawca – z wełny jaka. Paszminowy szal również służy mi do dziś, choć czysta paszmina, jest tak droga, że w materiale stanowi mniejszość.

Mięso z kozy, tak dobre, ostre i tanie, ze grzech nie spróbować #vegetarianCountry #wiecejPieprzu #koza #foodporn #nepalKK #travel #bloger

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Prawdziwym rarytasem są za to noże Gurkhów, czyli grupy etnicznej zamieszkującej stoki Himalajów, która wsławiła się odwagą w czasie drugiej wojny światowej, walcząc w szeregach brytyjskich. Noże są różnej długości – mniejsze mogą służyć nawet w kuchni, a większych używa się do rytualnego uboju zwierząt. Jednak to te średniej długości (do 0,5 m) były używane przez żołnierzy, a wiąże się z nimi ciekawa legenda.

Otóż noża nie można wyjąć z pochwy bez przyczyny. Jeśli jakiś Gurkha zaświeci jego stalą i nie zrobi przeciwnikowi krzywdy, to musi obciąć sobie palec. Khukri – bo tak nazywa się nóż – można schować tylko zakrwawiony.

Bardzo często można za to spotkać misy dźwiękowe, które wydają charakterystyczny głos przy miarowym pocieraniu o górną krawędź. W rękę  bierze się drewnianą różdżkę, a wydobyty z jej pomocą dźwięk zależy siły nacisku i szybkości poruszania patyczkami.

Obecnie misy wykorzystuje się w zabiegach relaksacyjnych, do wprowadzania w stan odprężenia, a pierwotnie korzystali z nich mnisi buddyjscy i hinduscy kapłani.

Misa jest szczególnym przykładem dzwonu, tych Nepalu jest największe w całej Azji zagęszczenie.

Widzicie mały ciemniejszy, żelazny słupek wystający w dołu powyżej fotografii? Do niego też podczepiony jest dzwonek – na środku chodnika. W świątyniach małe i większe dzwonki można spotkać na każdym kroku, bo ich dotknięcie ma przenieść szczęście. Zauważyłem, że zwłaszcza ochoczo garnęły się do nich młode mamy, który namawiały swoje pociechy na postukanie dzwoneczkiem.

Ludzie przemykają przez świątynie jak mrówki, tak samo prędko drepczą wokół straganów i knajpek – nie ma ty typowego dla Indii rozleniwienia, każdy gdzieś się spieszy. Rozładowywaniu tłumu nie pomagają wąskie uliczki, które między siebie dzielą rikszarze, motocykliści i oczywiście piesi. Na szczęście partery domów, gdzie rozlokowane są warsztaty często nie mają ścian, a jedynie filary, na których wstrzymują się wszystkie piętra. Dzięki, temu ludzie podróżują przez Katmandu jak przez wielki plac.

Inaczej niż w Indiach, im wyżej, tym bogatszy jest mieszkaniec domu. Niektórzy z nich przerzucają mosteczki do swoich sąsiadów z danych pięter aby w ogóle nie schodzić na ulicę.

Ziemia obiecana

Dla Nepalczyków mieszkających w górach Katmandu jest ziemią obiecaną, tam nie mają elektryczności i wody, są odcięci od cywilizacji, a w stolicy… stają się częścią snu o lepszym jutrze… które nie nadchodzi. Śni 5 mln osób, bo tylko właśnie zamieszkuje Dolinę Katmandu.

Miasto rozrasta się w niesamowitym tempie, ale przeszkodą są stare, społeczne problemy – podziały etniczne i kastowe.  Dla przykładu małżeństwa Szerpijek z gór z wyższymi, kapłańskimi kastami Nawarów należą do rzadkości i niestety skazują zakochanych na społeczny ostracyzm.

Pomoc najbiedniejszym KATMANDUChoć ulice stolicy Nepalu uginają się od żebraków, to nie są oni pozozstawieni samym…

Posted by Karol Kopańko on Friday, May 1, 2015

Na poniższej fotografii możecie zaś zobaczyć co dzieje się z miejską infrastrukturą elektryczną, kiedy nikt nad nią nie panuje.

 

Na koniec jeszcze nieco wybranych zdjęć nepalskiej architektury:

 

Ponoć światło jest symbolem nadziei. Ja zaś mam nadzieję, że Nepal, a przede wszystkim jego mieszkańcy podniosą się z katastrofy wywołanej trzęsieniem ziemi. Są przepięknym narodem z głębokimi tradycjami niefortunnie wciśniętym między rywalizujące potęgi Indii i Chin i choćby z tego powodu współczuć powinno nam być łatwiej.

nepal przed trzęsieniem (22)

Przed oddaniem wpisu do publikacji skontaktował się ze mną jeszcze Piotr Kołodziej z organizacji Grass Roots, który jest na miejscu, pomaga Nepalczykom i prosi o pomoc dla ludzi dotkniętych nieszczęściem:

“Rząd nie ma żadnego planu na zapewnienie ludziom schronienia na dłuższą metę. Ich domy są w gruzach. Nie ma jeszcze lata, niedługo nadejdzie sezon monsunowy i zacznie się prawdziwe piekło z osuwaniem się ziemi. Już teraz większość dróg jest tymczasowa i nie przetrwa pierwszego deszczu. Wczoraj jechaliśmy z pomocą do jednej z wsi i widzieliśmy dwa osunięcia, jeden wypadek ciężarówki, która stoczyła się ze zbocza. Ludzie czasami rzucali się na naszą ciężarówkę z ryżem i chcieli nam go wyrywać. Najbardziej potrzebne są płachty, liny, ryż i środki czystości. Uczymy ludzi, żeby zakopywali odchody żeby zapobiegać epidemii cholery, która jest bardzo prawdopodobna (jeśli rząd dalej będzie blokował pomoc z innych krajów). Z takich ciekawostek to ryż wydajemy tylko kobietom bo gdy dostają go mężczyźni to wykorzystują to jako argument do tego, żeby wykorzystać niektóre kobiety seksualnie. Taka pomoc charytatywna wygląda mniej więcej w taki sposób, ze staramy się koordynować działania wielu organizacji, które tutaj powstali. Ich plusem jest to, ze pomoc trafia bezpośrednio do ludzi. Sami kupujemy wszystkie materiały, czasem zlecamy ich pocięcie. W Nepalu kończą się już płachty wiec będziemy niedługo zamawiać więcej z Indii. Logistyka, logistyka, logistyka. Staramy się żeby wsie nie otrzymywały dwa dni pod rząd tego samego zasobu od dwóch różnych organizacji. Materiały składujemy w domach ludzi. Jednego dnia wysyłamy zwiad żeby sprawdził czy misja ma sens (duplikacja zasobów). Rano wyrusza ekipa ciężarówek dostarczająca zasoby. Na miejscu wypuszczamy drona i przy jego pomocy sprawdzamy okoliczne wioski i szacujemy zniszczenia. Informacje przekazujemy potem pozostałym organizacjom. Ludzie się oczywiście cieszą jak dzieci gdy nas widza.”

Oto STRONA, gdzie można wpłacać datki, a także materiały podesłane przez Piotra (jeśli ktoś zna się na tworzeniu stron internetowych i może pomóc w dopracowaniu obecnej, to chętnie skontaktuję z Piotrem):

Grass Roots (1)Grass Roots (2)Grass Roots (3)Grass Roots (4)Grass Roots (5)Grass Roots (6)Grass Roots (7)Grass Roots (8)Grass Roots (9)

Dołącz do dyskusji

Advertisement