Karol Kopańko / 24.05.2015

Jak wyglądają wybory w Azji?

29 interakcji Przejdź do dyskusji

Wiece, koszulki, zdjęcia, kiełbasa wyborcza, modlitwy w świątyniach, propaganda i chwytliwe plakaty – tak wygląda kampania wyborcza w Azji Południowo-Wschodniej. W tym burzliwym okresie odwiedziłem Tajwan, Indonezję i Sri Lankę, a mimo, że to kraje położone naprawdę daleko od nas, to dostrzec można w nich wiele podobieństw do europejskiej rzeczywistości.

Na pierwszy ogień idzie Tajwan, gdzie kandydat wyraźnie wzorował się na piosence Kukiz&Piersi – Jestem Iron Man (Kukiz & Piersi).

Na Tajwanie jeden z polityków promował się przebierając w strój Iron Mana – u nas żaden na taką ekstrawagancję się nie zdobył 🙂

Posted by Karol Kopańko on Sunday, May 24, 2015

Po raz pierwszy na wybory natknąłem się podróżując przez Indonezję. Miało to miejsce w półmilionowym mieście Jambi położonym na wschodnim wybrzeżu wyspy Sumatra, gdzie kampanię na gubernatora miasta rozpoczynał znany indonezyjski aktor – Zumi Zola, który wówczas sprawował regencję w sąsiedniej do Jambi prowincji Tanjung Jabung.

Chyba już wiem kto wygra wybory Jambi #paint

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Kampania gubernatorska opanowała już miejskie bilbordy, płoty lecz przeważnie przewijała się na nich tylko jedna twarz.

Kampania “mojego kandydata” wystartowała na głównym placu miasta zaraz obok pałacu, gdzie na czas pełnienia funkcji przenosi się gubernator. Scenka rodzajowa wygląda więc tak: biały, wystawny pałac, a przed pałacem wózki z indonezyjskim jedzeniem, bo wczesna niedzielna pora to czas na relaks okolicznej ludności. Niektórzy przychodzą aby pospacerować w pobliskim parku, inni przyprowadzają dzieci, które kopią sobie piłkę na boisku centralnie położonym boisku, a pozostali uprawiają jogging.

Wtem obok fontanny zaczyna się agitacja – z głośników i megafonów lecą okrzyki, których nie jestem w stanie zrozumieć, gra muzyka, a jedna z Pań zaczyna ciągnąć mnie do środka zbiegowiska i wręcza mi koszulkę, jak się potem okazało w ciekawie wykonaną podobizną Zumi Zoli.

Tradycyjny widok w Jambi (Indonezja) 🙂

Posted by Karol Kopańko on Saturday, May 23, 2015

Robimy sobie wspólne zdjęcie, a Pan w niebieskich dresach prosi mnie o zgodę na wykorzystanie mojego wizerunku. Tłumaczę to sobie tak: Jambi nie jest turystycznym miejscem i przez niecały tydzień pobytu ani razu nie trafiłem na białego człowieka. Z drugiej strony kiedy tylko wychodziłem na ulicę cały czas byłem obiektem zainteresowania, robienia sobie wspólnych fotek i dziwienia się wzrostowi. Więc jeśli tak niespotykany przybysz z Zachodu popiera Zumi Zolę, to nie może być lepszego kandydata niż Zumi Zola, prawda?

Tyle z Indonezji, a teraz przenieśmy się kilka tysięcy kilometrów na północy-zachód, na Sri Lankę, która w grudniu, a właśnie wtedy tam byłem, wchodziła na ostatnią prosta przed wyborami prezydenckimi. Najpierw jednak nieco historii tego państwa.

Sri Lanka w swojej historii była kolonią trzech państw – na początku Portugalii, potem Holandii i na końcu przed odzyskaniem pełnej niepodległości w 1948 roku, Wielkiej Brytanii. Wyspa ma także burzliwą historię samodzielnych rządów. W 1957 roku, premier Cejlonu został zamordowany w zamachu inspirowanym przez fanatycznego mnicha, a pięć lat później doszło nieudanego zamachu stanu, za którym stali chrześcijańscy oficerowie. Dopiero w 1972 kraj zmienił nazwę na Sri Lankę i przestał oficjalnie być dominium z gubernatorem reprezentującym brytyjskiego monarchę.

#tea #teaplantation #plantation #srKK #srilanka #railway #station #walking #landscape #traveling #bloger

Film zamieszczony przez użytkownika Karol Kopańko (@karolkopanko)

Prawdziwe kłopoty zaczęły się jednak w 1983 roku kiedy na wyspie wybuchła wojna domowa. Jej korzenie sięgają jednak daleko wstecz. Ludem dominującym na wyspie się Syngalezi, wyznania buddyjskiego, którzy przybili tu z północy. Kilka wieków po nich dołączyli do nich Tamilowie, hinduiści. Ci pierwsi posługują się językiem syngaleskim, a drudzy tamilskim. Rozmieszczenie obu grup na wyspie świetnie przedstawia ta mapa.

Tamilowie, którym bliżej do Indusów niż do Lankijczyków zadeklarowali niepodległość swojego własnego państwa Ilam położonego w północno-wschodniej części wyspy i zaczęli prowadzić działania zbrojne jako Tamilskie Tygrysy.

Do 2000 roku konflikt nie przechylał się w żadną ze stron, ale niedługo potem siły rządowe zyskały przewagę. Zakończenie wojny miało miejsce 17 maja 2009 roku kiedy separatyści złożyli broń przed prezydentem Mahindą Rajapaksą.

Z grudniowych rozmów z Lankijczykami wyniosłem, że generalnie są bardzo wdzięczni Rajapaksie za wprowadzenie pokoju i sądzą, że bez niego konflikt mógł potrwać jeszcze dłużej. Korzystając z pozytywnych dla siebie nastrojów społecznych Rajapksa rozpisał przedterminowe wybory, w których ubiegał się o reelekcję. Udało mu się to w styczniu 2010 roku, więc rządzić miał jeszcze 6 lat.

Konstytucja nie przewidywała trzeciej kadencji, więc kontrolowana przez prezydenta partia, posiadająca większość w parlamencie wprowadziła odpowiednią wzmiankę, aby przedłużyć rządy Rajapaksy. Samego prezydenta z charakterystycznym czerwonym szalikiem możecie podziwiać na poniższym zdjęciu billboardu. Kolor szalika symbolizować ma czerwoną ziemię południowo-wschodniego regionu Sri Lanki – Ruhunu, skąd wywodzi się Rajapaksa, “prawdziwy syn swojej ziemi”.

BTW Tak, na  środku ronda leżą dwie krowy

Moja historia zaczyna się zaś w momencie, kiedy w Tissamaharama, wychodzę z hostelu, aby odwiedzić jedną z największych buddyjskich stup (świątyń) na Sri Lance, czyli zbudowaną w II w. p.n.e Raja Maha Vihara. Na miejscu okazuje się, że wychodzi z niej precesja bębnistów  ubranych w tradycyjne lankijskie stroje z charakterystycznymi, pieczołowicie przygotowywanymi stroikami na głowach.

Pytam miejscowych o co w tym chodzi i dlaczego wszyscy pakują się do autobusów.

„Jedziemy do świątyni, aby prosić bogów dla reelekcję dla naszego prezydenta” – słyszę w odpowiedzi i sam także wsiadam do autobusu w podróż po nieznane.

Autobus to oczywiście nieśmiertelny produkt koncerny TATA, który zapewne pamięta jeszcze czasu brytyjskiego protektoratu. A przynajmniej na to wskazuje kopcący silnik i siedzenia łatane ceratą.

Jako ciekawostkę podać mogę, że TATA stało się znane na świecie w 2008 roku, kiedy za 2,3 mld dolarów odkupiło od Ford Motor Company prawa do marek Land Rover, Jaguar, Daimler, Lanchester oraz Rover.

Już w autobusie dowiaduję się, że jedziemy do buddyjsko – hinduistyczno – wedyjsko – islamskiej świątyni Kataragama. Siłami dominującymi, które niejako rywalizują o prawa do tytułowania się założycielami świątyni są te dwie pierwsze religie. Tradycyjnie świątynią zarządzali ludzie wywodzący się z ludów wedyjskich, a w całym zespole znajduje się także meczet.

Teren świątynny został zadeklarowany jako święty, a według legend odprawia się tu także rytuały i rzuca klątwy. Może przeklinać będą politycznych przeciwników?

DSC03737_Fotor

Wypakowujemy się z autobusu. Wzrokiem omiatam okolicę i widzę, że do Kataragamy zjechało się chyba pół prowincji, aby poprzeć swojego ziomka. Wszyscy obrani w biały kolor, symbolizujący nie tylko czystość, ale również wiedzą, bo biel to wszystkie zmieszane kolory dające światło, a kiedy jest światło to żadna tajemnica nie ukryje się w cieniu. Dodatkowo wg legendy matka Buddy, Maya, przed urodzeniem syna śniła od białym słoniu, który przeleciał przez powietrze i dotknął jej boku swoją trąbą.

Ustawiamy się w procesji. Najpierw transparent w języku syngaleskim, potem bębny, a na końcu flagi. Bębny nazywają się Yak Bera, a ich membrany wykonane są z krowich żołądków, które następnie związuje się z całą konstrukcją bydlęcą skórą.

Zaczynamy tzw. Padayatra, czyli pieszą pielgrzymkę, która od wieków ma swój cel właśnie w Kataragamie.

Kolejna ciekawostka: w styczniu, zaraz po wyborach Sri Lankę odwiedził papież Franciszek, a tymczasem jeszcze w grudniu  ma ulicach pojawiły się plakaty, na których błogosławi on obecnego prezydenta. Okazały się jednak radosną twórczością lankijskich grafików.

Kiedy pytałem wielu ludzi skąd na ulicach bierze się tyle plakatów Rajapaksy, a nie ma żadnego przedstawiającego jego oponenta, to usłyszałem, że to ruch oddolny. Zwykli ludzie tak go lubią, że dekorują swoje domy podobizną głowy narodu.

Innego zdania byli jednak przeciwnicy Rajapaksy, którzy zarzucali mu marnotrawienie publicznych funduszy na własną kampanię promocyjną.

Procesji asystują wojskowi i policjanci, ale przede wszystkim nad jej przebiegiem czuwają buddyjscy mnisi, którzy powolnym, miarowym krokiem prowadzą ją ku ogromnej białej stupie.

DSC03723_Fotor

Okrążamy trzykrotnie stupę i następuje część oficjalna, którą z racji nieznajomości języka zmuszony byłem opuścić. Zamiast tego opowiem Wam nieco o samych wyborach, które nastąpiły kilka tygodni później.

Według standardów międzynarodowych były katastrofą demokracji. Doszło do wielu incydentów, nadużyć prawa, zamieszek, a nawet eksplozji. Według raportów armia ustawiła nawet 400 blokad drogowych, aby uniemożliwić Tamilom (przeciwnikom obecnego prezydenta) głosowania. Dochodziło nawet do starć między mnichami, którzy różnili się między sobą w poglądach.

Jeszcze w listopadzie, kiedy Sirisena, bo tak nazywa się kandydat opozycji miał udzielić wywiadu na żywo w telewizji, jej transmisja została zatrzymana. Gazetom publikującym sondaże pokazujące przegrane Rajapaksy zabroniono sprzedaży. Kiedy oficjalnie ogłosił on swoją nominację gazety swoje pierwsze strony poświęciły sukcesom gospodarczym obecnych rządów.

Nadużycia dotyczyły także transportu, a doświadczyłem tego własnej skórze, gdyż na „wiec” podróżowałem za darmo. Takich autobusów zwożących ludzi było w sumie 1000.

 

Podróżując przez Sri Lankę dało się wyczuć napięcie związane z nadchodzącymi wyborami. Większość moich rozmówców, a w lankijskich autobusach trafiałem na przekrój społeczeństwa pragnęła zmian i była oburzona nadużyciami, korupcją, nepotyzmem i malwersacjami obecnej władzy. Nikt nie chciał jednak mówić o tym głośno, bo oficjalną krytykę władz zdobyła się tylko jedna gazeta, podczas gdy pozostałe służyły jej jak potulne baranki.

8 stycznia przyniósł jednak niewielkie zwycięstwo Sirisena – 51,28 do 47,48 proc. przy frekwencji 81.52 proc. Mimo obaw o użycie sił zbrojnych przez obecnego prezydenta nic takiego nie miało miejsca. W światowej prasie zauważyć zaś można tytułu sprowadzające się do stwierdzenia: “nowe otwarcie niepodległej Sri Lanki”

A jak ten dzień skończył się dla mnie? Po zmroku wróciłem autobusem (darmowym) do hostelu, a jeszcze wcześniej załapałem się na poczęstunek (darmowy).

Kiełbasa wyborcza na Sri Lance miała postać bułki i mleka:

DSC03747_Fotor

Dołącz do dyskusji

Advertisement