Zabiorą prawo jazdy za przekroczenie prędkości. A co z korzystaniem ze smartfonów podczas jazdy? No i smartwatchy?

Felieton/Motoryzacja 19.05.2015
Zabiorą prawo jazdy za przekroczenie prędkości. A co z korzystaniem ze smartfonów podczas jazdy? No i smartwatchy?

Zabiorą prawo jazdy za przekroczenie prędkości. A co z korzystaniem ze smartfonów podczas jazdy? No i smartwatchy?

Zmiany wprowadzone do przepisów ruchu drogowego wczoraj, tj. 18 maja, wzbudzają szereg kontrowersji, szczególnie zapis o zatrzymaniu prawa jazdy po przekroczeniu prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h.

Tymczasem w nowych przepisach wciąż brakuje najważniejszego – zmian dotyczących regulacji użycia podczas jazdy smartfonów oraz… innych urządzeń technologii konsumenckich, tj. chociażby smartwatchy.

Wszyscy dyskutują na temat nowych ograniczeń prędkości. Policja też ruszyła do boju. Od wczoraj, przy drogach, które uczęszczam codziennie zobaczyłem z 6 patroli policyjnych w miejscach, w których nigdy ich nie było. Generalnie kierowcy też chyba wzięli sobie do serca nowe restrykcyjne prawo, bo zwolnili (a przynajmniej tak mi się wydaje).

To dobrze. Sam od czasu, gdy kilka lat temu straciłem prawo jazdy za tzw. punkty, jeżdżę znacznie wolniej. Pewnie nie 50 km/h w obszarze zabudowanym, bo z taką prędkością de facto nie da się poruszać po polskich drogach, lecz na pewno nie więcej niż 70 km/h. Od czasu odzyskania prawa jazdy nie dostałem ani jednego mandatu.

Odnoszę zresztą wrażenie, że od dłuższego czasu coraz skuteczniej udaje się walczyć z piratami drogowymi. Nie ma u nas może jeszcze drugiej Ameryki, w której prawie dosłownie nikt nie przekracza prędkości, bo wie, że będzie to skutkowało potężnymi problemami, ale generalnie jest lepiej niż kilka lat temu.

Niestety nową plagą wśród kierowców jest co innego – smartfony. I wcale nie chodzi o rozmowy telefoniczne ze smartfonem przy uchu, lecz o korzystanie z innych jego funkcji podczas prowadzenia samochodu.

Prawie na każdym skrzyżowaniu, na którym stoję czekając na zielone światło, widzę osoby buszujące w swoich smartfonach. Po tym, jak ruszają wcale nie kończą korzystania ze smartfonów – piszą wiadomości, przeglądają internet, korzystają z map trzymając smartfon w dłoni.

To nielegalne. Jak tłumaczy Jakub Kralka z bloga Bezprawnik.pl:

W dyskusji o „telefonie za kierownicą” wciąż aktualna i kluczowa pozostaje kwestia rąk. Ustawa zabrania kierowcy „korzystania podczas jazdy z telefonu wymagającego trzymania słuchawki lub mikrofonu w ręku”, więc – choć upraszczające określenie „telefon” jest już nieco odbiegającym od dzisiejszej rzeczywistości – jeżeli chcemy rozmawiać, to tylko przez zestaw głośnomówiący lub głośnik, zaś z nawigacji należy korzystać przy użyciu stosownego „stojaka”.

O tym, że korzystanie ze smartfona podczas jazdy jest przy okazji ultra niebezpieczne nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Ba, ja śmiem twierdzić, że to znacznie groźniejsze niż dwukrotne przekroczenie dozwolonej prędkości w obszarze zabudowanym, czego twórcy polskiego prawa zdają się nie dostrzegać.

A będzie jeszcze gorzej, gdy upowszechnią się smartwatche. Te dopiero potrafią być rozpraszające, tym bardziej, że korzystanie z nich oznacza użycie ręki, którą kierowcy kontrolują kierownicę i to w taki sposób, który może być niezwykle niebezpieczny. Wibracja nadgarstka powoduje naturalny odruch przekręcenia ręki w celu zobaczenia powiadomienia ze smartwatcha – w ten sposób przypadkowo możemy wykonać niekontrolowane ruchu kierownicą.

O tych naprawdę palących problemach związanych z wykorzystaniem dobrodziejstw współczesnej technologii jakoś polski prawodawca nie pomyślał.

* Zdjęcie: Shutterstock

Dołącz do dyskusji