Nadal nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby kupić BlackBerry. Szczególnie teraz

Felieton/Sprzęt 25.05.2015
Nadal nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby kupić BlackBerry. Szczególnie teraz

Nadal nie rozumiem, dlaczego ktoś miałby kupić BlackBerry. Szczególnie teraz

Oczywiście nie chodzi tu o smartfony BlackBerry. Te, pomimo wszystkich swoich wad i braków, są w dalszym ciągu świetną propozycją dla kilkumilionowej grupy odbiorców. Jak bumerang powraca jednak temat sprzedaży całej firmy jednemu z gigantów rynku mobilnego – czy to Chińczykom czy Microsoftowi. Pytanie tylko: dlaczego akurat teraz?

Tym, którzy nie pamiętają, warto przypomnieć jedną prostą rzecz – BlackBerry było już przed kilkunastoma miesiącami właściwie dosłownie wystawione na sprzedaż. Opcja ta, obok kilku innych, była “aktywnie rozważana przez zarząd firmy”. Pod koniec 2013 roku akcje, a wraz z nimi wartość firmy, sięgnęły dna, lądując na poziomie na jakim były… przed dekadą. W czasach, kiedy potęga kanadyjskiej firmy dopiero się rodziła.

Ostatecznie nie doszło ani do przejęcia przez inną firmę, ani do poważniejszego partnerstwa (które mogłoby zagrozić “autonomii” BlackBerry), ani też do przejścia firmy w prywatne ręce. Na to ostatnie rozwiązanie zabrakło w tamtym czasie środków.

Mieliśmy więc wtedy teoretycznie idealną sytuację do tego, żeby BlackBerry przejąć względnie niskim kosztem, jednocześnie otrzymując właściwie wszystko to, co obecnie nadal uznaje się za największe atuty firmy. QNX, wraz z dostępem do m.in. rynku “połączonych” samochodów, BES i całe zaplecze oraz dostęp do klientów korporacyjnych, a do tego komunikator BBM (który, wbrew pozorom, nadal żyje i się rozwija), a do tego skrzynie pełne patentów. Ich wartości wprawdzie nie podano nigdy do wiadomości publicznej i dysponujemy jedynie szacunkowymi kwotami, ale z całą pewnością nie są bezwartościowe.

Nie zapomnijmy też o gotówce w rękach BlackBerry.

Te kilka miliardów, które nie zostały roztrwonione ani “przepalone” przez ten czas, mogłyby mocno zmniejszyć w ogólnym rozliczeniu kwotę przejęcia. A ta, jak można zakładać, nie była wtedy specjalnie wysoka.

Tym dziwniejsze wydają się obecne plotki na temat wykupu kanadyjskiej firmy. Pojawiające się w nich podmioty czasem mogą mieć sens (Microsoft, chińscy producenci), a czasem wyglądają na absolutnie wyssane z palca (Apple) i rzucane tylko po to, żeby ktoś mógł zarobić na wahaniach cen akcji.

Powiedzmy sobie jedno: mimo że BlackBerry jako producent smartfonów praktycznie znika, zaspokajając jedynie potrzeby coraz mniejszej grupy wiernych fanów i użytkowników, o tyle jako firma zaczyna łapać – na razie bardzo delikatny – wiatr w żagle. Reorganizacja, w tym zwolnienia, oraz skupienie się na konkretnych celach sprawiły, że przyszłość Kanadyjczyków nie wygląda już tak niepewnie (czy może wręcz marnie) jak niegdyś.

Wprawdzie wszystkie zwolnienia bolą i medialnie wyglądają źle, ale nie da się tego unikać w przypadku firmy, która po pierwsze już bardzo dawno temu powinna przejść kurację odchudzającą (i to nawet wtedy, kiedy wiodło się jej dobrze), a po drugie walczy o to, żeby produkcja smartfonów była opłacalna. A całkowicie zrezygnować z niej, przynajmniej na razie nie powinni, albo wręcz nie mogą. Przynajmniej do momentu, kiedy będzie dało się z tego wyciągnąć chociażby dolara.

BlackBerry zdecydowało się jednocześnie na wykupienie kilku procent obecnych na rynku akcji, argumentując to mocną pozycją finansową i przekonaniem, że firma jest w kwestii wyceny mocno niedoceniona. Trudno o lepszą deklarację wiary w przyszłość i stabilność swojej firmy.

I tu jest właśnie cały problem

Co w BlackBerry zmieniło się tak nagle, że mogłoby się tu i teraz stać celem gigantów? O zaletach firmy było wiadomo już od dawna, tak samo jak i o słabościach. Trudno byłoby uwierzyć w to, że potencjalni, wymieniani dziś kupcy nie dokonali w tamtym czasie stosownych rachunków, albo dopiero teraz uświadomili sobie, że w BlackBerry jest coś wartościowego.

Możliwe, że czekali na moment, kiedy okaże się, czy firma potrafi wyjść z dołka, w jaki sama się wpakowała i przeprowadzi niezbędne cięcia, ale czy faktycznie jest to argument? Przecież przy wchłonięciu firmy chociażby przez Microsoft, z całą pewnością pojawi się pełno powielonych stanowisk i czystki trzeba będzie przeprowadzać po raz kolejny.

Trudno więc znaleźć jakikolwiek racjonalny powód, dla którego ostatnie plotki miałyby być w jakimkolwiek stopniu prawdziwe.

Dołącz do dyskusji