Rynek urządzeń mobilnych się zmienia, ale gdzieś już widzieliśmy tę historię

Felieton/Sprzęt 21.04.2015
Rynek urządzeń mobilnych się zmienia, ale gdzieś już widzieliśmy tę historię

Rynek urządzeń mobilnych się zmienia, ale gdzieś już widzieliśmy tę historię

Czy jeszcze istnieje coś takiego jak innowacja na rynku urządzeń mobilnych? Odpowiedź na to pytanie tylko pozornie wydaje się prosta. Bo choć każdego roku producenci smartfonów i tabletów pokazują nam kolejne przełomowe rozwiązania, to powiedzmy sobie szczerze, kto z nich korzysta? Warto zatem zastanowić się, jaki to będzie miało wpływ na wygląd całego rynku.

Nie żartowałem, naprawdę nie umiem docenić nowości stosowanych w smartfonach i tabletach. Nawet z łączności NFC korzystam raz na kilka miesięcy, nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych i mniej przydatnych rozwiązaniach. Podtrzymywanie jasności ekranu podczas patrzenia się na niego, płacenie za pomocą smartfonu oraz czytnik linii papilarnych umieszczony w smartfonie to tylko niektóre proponowane przez producentów sprzętu rozwiązania, z których nie mam najmniejszej ochoty korzystać.

Może są one niewygodne? Nieprzydatne? Szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia. Wiem tylko tyle, że nie mają dla mnie najmniejszego znaczenia.

Chcecie przykładów? Proszę bardzo.

Spójrzcie na ten piękny, wygięty z dwóch stron wyświetlacz znajdujący się w smartfonie Samsung Galaxy S6 edge. Do czego się on przydaje? Na przykład może migać na różne kolory, dzięki czemu nawet jeśli smartfon będzie leżał na stole wyświetlaczem do dołu, to będziemy mogli domyślić się, kto do nas właśnie dzwoni. Czy funkcja ta jest warta dopłacenia za smartfon praktycznie 600 zł? Absolutnie nie.

Dlatego chyba możemy jasno powiedzieć, że wyświetlacz zastosowany w Samsungu Galaxy S6 edge pełni rolę stricte estetyczną. A mimo to koreańska firma stara się nam wmówić, że ten ekran jest rewolucją, że to kolejna wielka rzecz.

samsung galaxy s6 edge 52

Jednak czy można mieć jej to za złe? Nie. Tak naprawdę są dwie duże firmy, które nie wyposażają swoich smartfonów w zbyt dużo zbędnych rozwiązań. Ba, nie starają się nawet na siłę zmieniać wyglądu swoich urządzeń i wierzą, że klienci to docenią. Wychodzą z zasady, że jeśli coś działa, nie należy tego zmieniać. Przedsiębiorstwami tymi są Sony oraz HTC. Spójrzcie na HTC One M9, który wygląda praktycznie tak samo jak modele M8 oraz M7. Z kolei Sony Xperia Z4 to niemalże kopia modelu Z3.

Skoro mówimy o wyglądzie warto dodać też, że design Sony kopiują niemal wszystkie B-Brandy.

Mimo to japońska firma nadal przy nim tkwi. Nie rozumie, że klient nie będzie chciał wydać 3000 zł na najnowszą Xperię, skoro osoba, która wyda 3-4 razy mniej pieniędzy, będzie mieć taki sam sprzęt.

Oczywiście, zarówno M9, jak też Z4 różnią się od swoich poprzedników chociażby podzespołami, ale dla laika są to te same telefony. Te same obudowy, te same funkcje. Do czego zaprowadziło ich to podejście? HTC z roku na rok radzi sobie coraz gorzej, a według plotek Sony poważnie zastanawia się nad odsprzedażą swojego działu mobilnego, tak samo jak zrobiło z działem laptopów VAIO.

xperia-z4-z3 (1)

Zresztą sytuacja ta to swojego rodzaju signum temporis, znak czasów. Bowiem z rynkiem urządzeń mobilnych dzieje się dokładnie to samo, co kilka lat temu z pecetami. Komputery stały się na tyle dobre, że nikt nie widział sensu ich wymiany. Mając sprzęt z 2008 roku bez problemu obejrzysz film, posłuchasz muzyki, będziesz w stanie komfortowo korzystać z Internetu, a nawet zainstalujesz nadchodzący system operacyjny – Windows 10.

Komputera takiego nie wykorzystasz jedynie do wymagającej pracy oraz grania w najnowsze gry, ale prawda jest taka, że przeciętny człowiek nie używa peceta do tych celów. Zdecydowana większość z nas jest zwykłymi konsumentami, którzy nic od siebie nie wnoszą do Sieci, tylko korzystają z zawartych w niej informacji. Żeby nie było, nie jest to żaden zarzut. To po prostu stwierdzenie faktu. Większość z nas nie potrafi wykorzystać nawet połowy możliwości oferowanych przez posiadaną maszyną i wymienia komputer dopiero wtedy, gdy ten wyzionie ducha.

Czy oznacza to, że lada dzień będziemy używać smartfonów po 5-6 lat, tak jak obecnie pecetów?

Nie, zdecydowanie nie. Nie stanie się tak z kilku powodów. Najważniejszy z nich to fakt, że sprzęty mobilne to nie tylko narzędzia pracy, ale też wyznaczniki statusu społecznego. Sam znam wiele osób, które nie pokazałyby się na mieście ze sprzętem mniej renomowanej firmy lub smartfonem z niskiej półki cenowej.

Nie wyobrażam sobie, by prezes podjechał na spotkanie firmowe rozklekotanym Polonezem, a w kieszeni miał smartfon stworzony przez mniej renomowaną markę niż Samsung, Sony lub Apple. Zdziwiłoby mnie nawet, gdyby to był porządny myPhone “Co to za Sony Xperia” Infinity. Czasami po prostu trzeba się pokazać i dopłacić za tę markę. Nie ma się co temu dziwić.

myPhone Infinity 3G

Dlatego mimo coraz większej liczby B-Brandów na rynku nie można jasno stwierdzić, czy smartfony w najbliższych latach potanieją. Wszystko zależy od tego, do czego chcemy wykorzystywać dane urządzenie. Przykładowo, jeśli potrzebujemy smartfonu służącego do typowych zadań, takich jak robienie zdjęć, korzystanie z przeglądarki internetowej, komunikacja oraz granie w proste gry, już teraz starczy nam sprzęt kosztujący mniej niż 1000 zł.

Przykładowo Asus ZenFone 2 to urządzenie, które jest dobrze wykonane, robi przyzwoite zdjęcia oraz pozwala na uruchamianie najnowszych gier. Czego chcieć więcej? Absolutnie niczego. Podejrzewam, że jedynymi przesłankami za kupnem smartfonu z najwyższej półki cenowej będzie jego ekskluzywność oraz… możliwość korzystania z  gogli wirtualnej rzeczywistości. By uzyskać odpowiednio dobre wrażenia, konieczne jest zastosowanie wyświetlacza o rozdzielczości 8K lub 16K oraz dokładniejszych niż w znacznej większości urządzeń akcelerometru i żyroskopu.

To właśnie wirtualna rzeczywistość może popychać do kupna kolejnych, jeszcze lepszych smartfonów.

Jestem pewien, że projekty takie jak Google Cardboard lub Samsung Gear VR w ciągu kilku lat będą mogły zastąpić lub uzupełnić monitory komputerowe, telewizory i projektory, a każdy z nas będzie chciał mieć tego typu okulary w domu. A jeśli ktoś nie będzie potrzebował tej funkcji, kupi sobie kilka razy tańszy smartfon. Tak samo jak może to zrobić dziś osoba, która nie potrzebuje najlepszego aparatu oraz wyświetlacza o rozdzielczości 2K. Lub użytkownik, który potrzebuje laptopa tylko do pisania. I on znajdzie przyzwoitą maszynę kosztującą zaledwie trzycyfrową kwotę.

VR2

Doprowadzi to do ogromnych przetasowań na rynku. Nie wierzycie? Ponownie spójrzcie na rynek pecetów. Dojrzał on tak bardzo, że mało kto decyduje się na kupno komputera z wyższej półki cenowej. Skutkiem tego jest sytuacja, w której praktycznie żadna firma działająca na rynku sprzętu PC nie jest rentowna, a kolejne przedsiębiorstwa rezygnują z produkcji komputerów.

To samo dzieje się z rynkiem mobilnym, czego dowodem są chociażby wspomniane wcześniej firmy takie jak HTC oraz Sony. Ich miejsca zajmują mniejsze marki, które masowo wykupują praktycznie gotowe sprzęty zaprojektowane przez Gionee oraz innych chińskich dostawców sprzętu.

Ostatecznie rynek urządzeń mobilnych podzieli się na dwie części.

Pierwsza z nich będzie się składać z dzisiejszych i rosnących gigantów, takich jak Samsung, Apple, Lenovo i Xiaomi. Oni skupią się na tworzeniu jakościowych urządzeń z najwyższej półki cenowej. Niszę na rynku tanich smartfonów i tabletów zajmą liczne B-Brandy, takie jak myPhone, Goclever czy AllView. To ich urządzenia będą dostępne za złotówkę w abonamencie i to one starczą do 90% zastosowań, przez co będziemy chętnie je kupować dzieciom. W końcu to one zaleją biedniejsze rejony Afryki, Ameryki Południowej i Azji.

Jednak wszyscy, którzy będą potrzebowali czegoś więcej niż terminala komunikacyjnego, kupią sprzęt z wyższej półki cenowej, który… będzie jeszcze droższy niż dotychczas i będzie kosztował 4000 lub 5000 zł.

Czy będziemy w stanie tyle wydać na smartfon z najwyższej półki? Nie wątpię. Stanie się tak dlatego, że smartfon (w przeciwieństwie do peceta) staje się czymś więcej niż urządzeniem. Jest to nasze okno na świat oraz urządzenie, które niebawem będzie mogło zastąpić nam nie tylko konsolę do gier, odtwarzacz muzyki oraz gazetę, ale też telewizor czy… wyjścia do kina. W dodatku wiele ludzie definiuje się poprzez różne marki i odbiera je jako pewien styl życia i filozofię. W końcu żyjemy w czasach, w których uwielbienie dla technologii staje się religią. A ta, jak dobrze wiemy, nie ma żadnej ceny.

*Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement