Przez lata PKP robiły wszystko, aby mnie zniechęcić, a teraz mają odwagę powiedzieć, że mój samochód jest gorszy od pociągów

Felieton/Technologie 28.04.2015
Przez lata PKP robiły wszystko, aby mnie zniechęcić, a teraz mają odwagę powiedzieć, że mój samochód jest gorszy od pociągów

Przez lata PKP robiły wszystko, aby mnie zniechęcić, a teraz mają odwagę powiedzieć, że mój samochód jest gorszy od pociągów

Wkurza mnie to, że spółka PKP Intercity należąca do Grupy PKP wydaje pieniądze na takie reklamy jak ta.

Nowa reklama PKP Intercity promuje jazdę pociągiem, jako lepszą alternatywę dla samochodu. Spot reklamowy przedstawia rodzinę, która jest niezadowolona z tego, jak przebiegała podróż samochodem. Gdy jeden z bohaterów wylicza problemy, jakie spotkały jego rodzinę po drodze, od rozmówcy słyszy sugestię: “to może było trzeba jechać pociągiem?”.

Odbijam piłeczkę: Drogie PKP, zamiast wydawać pieniądze na takie reklamy, może lepiej było od dawna szanować klientów i ciężką pracą budować pozycję marki oraz zaufanie podróżnych?

Od lat PKP w tym PKP Intercity kojarzy się z bałaganem i brakiem organizacji. Pasażerowie bardzo często borykają się z tak trywialnymi problemami, jak zamknięte toalety na dworcach, ogromne kolejki do kas lub nawet zamknięte okienka, w niektórych godzinach. Nie można zapomnieć o wiecznie szwankującym ogrzewaniu w pociągach, które lubi działać zero jedynkowo – albo Syberia, albo magma.

Pikanterii dodaje organizacyjny nieład, brud, zaniedbani pasażerowie, którzy jakby nigdy nic podróżują na gapę i do tego jeszcze robaki w przedziałach – tak tak – w polskich pociągach co jakiś czas pasażerów gryzą pluskwy.

To jeszcze nie koniec wyliczanki. Nic tak nie denerwuje jak wieczne opóźnienia, problemy techniczne, nie działająca sieć elektryczna w przedziałach, bardzo drogie i niekoniecznie smaczne jedzenie.

Oczywiście część winy leży po stronie samych pasażerów. Pijani z higieną na bakier są częstym obrazkiem, nie rzadszym niż podróżni, którzy piją alkohol w pociągach i raczą współprasażerów myzyką ze swoich smartfonów. Do tego dochodzi wątpliwa przyjemność jazdy przez całą noc wagonem, w którym połowa pasażerów to rozśpiewani kibice.

Problem jest taki, że w tej całej bylejakości PKP, jest tyle uchybień po stronie organizatora podróży, czyli przewoźnika, że często normalni klienci, terroryzowani przez tych patologicznych współpasażerów, nawet nie próbują interweniować.

Bo jak wymagać od kogoś, kto odpowiada za spóźniony pociąg, w którym zepsute jest nawet ogrzewanie, aby rozwiązał skutecznie jakiś poważniejszy problem, jak np. grupa pijanych i głośnych pasażerów. Jak od kogoś, kto nie umie zadbać o papier toaletowy w kiblu, oczekiwać, że poradzi sobie z kilkoma przedziałami rozwrzeszczanych kibiców?

pkp-tory-pociag-pociagi

Ta farsa trwa od wielu lat i jest jeszcze bardziej żałosna niż wyniki finansowe PKP Intercity. Spółka chętnie sięga po publiczne pieniądze – w 2012 roku było to 471,1 mln zł, a rok wcześniej 386,4 mln zł. Większe pieniądze z budżetu przekładają się niestety na większe straty. W 2013 roku PKP Intercity poniosło stratę netto w wysokości 87,2 mln zł, a był to wynik o 67,1 mln zł gorszy od wygenerowanego w 2012 roku.

Wpadek PKP Intercity końca nie widać. Teraz na tapecie jest wdrożenie Pendolino, które psuje krew pasażerom. Nowe pociągi są wygodne, ale o WiFi na pokładzie możemy zapomnieć. Powodem braku bezprzewodowego dostępu do Internetu w Pendolino, wbrew pozorom nie jest fakt, że pociąg jeździ tak szybko, że Internet za nim nie nadąża. Prawda jest taka, że w momencie składania przetargu na nowe składy nikt nie pomyślał o tym, że w 2014 roku, czyli w czasie, gdy zakontraktowane składy wjadą na tory, dostęp do Sieci będzie tak powszechny. To dziwne, bo wydaje mi się, że wielu internautów było o tym święcie przekonanych dobre 10 albo 15 lat temu.

Właśnie dlatego denerwują mnie nowe reklamy PKP Intercity. Przez wiele lat borykałem się z problemami podczas podróży pociągami. Kilkukrotnie próbowano mnie ugotować, dwukrotnie usiłowano mnie zamrozić, parę razy wystawiano na próbę moje zmęczenie i czas jaki wytrzymam bez snu w wagonie pełnym rozwrzeszczanych współpasażerów.

Jednym zdaniem – przez wiele lat kolej robiła WSZYSTKO co było w jej mocy, aby zniechęcić mnie do podróżowania pociągami i dokładania się do nierentownego biznesu.

A teraz, po tych wszystkich koszmarnych przygodach, ktoś w spocie, opłaconym być może nawet z publicznych pieniędzy, próbuje mnie namówić do podróży koleją. Próbuje w zabawny sposób obrzydzić mi mój własny samochód i sprawić, abym go porzucił i oddał się znowu w ręce personelu PKP Intercity.

Sorry, ale frajera szukajcie gdzie indziej.

* Zdjęcia: Shutterstock.

[vps]

Dołącz do dyskusji