Żegnaj abonamencie. Mam już dosyć wyrzucania pieniędzy w błoto, odchodzę

Żegnaj abonamencie. Mam już dosyć wyrzucania pieniędzy w błoto, odchodzę

Żegnaj abonamencie. Mam już dosyć wyrzucania pieniędzy w błoto, odchodzę

Z niecierpliwością czekam, aż nadejdzie październik. Nie dlatego, że nie podobają mi się coraz bardziej letnie temperatury, a dlatego, że właśnie wtedy kończy mi się umowa z moim dotychczasowym operatorem. Umowa, której nie przedłużę.

To, z jakim dostawcą usług komórkowych jestem obecnie związany, nie ma większego znaczenia. Na moją decyzję nie ma wpływu ani jakość obsługi klienta, ani jakość świadczonych usług. Wszystko jest po prostu chłodną kalkulacją i pójściem po rozum do głowy. Może i wnioski są banalne, ale czasem naprawdę do takich prostych rzeczy bardzo trudno jest dojść.

Właściwie to niezależnie od tego, z kim podpisałbym umowę niecałe dwa lata temu, moja sytuacja wyglądałaby identycznie – miałbym poczucie popełnienia sporego, drogiego w konsekwencjach błędu.

smartfon-zdjecie

W momencie składania podpisu wszystko jednak wydawało się jak najbardziej rozsądne. Abonament drogi, ale pozbawiony niemal wszystkich limitów. Do tego spory pakiet internetowy, telefon, który chciałem oraz brak obaw o to, że w krytycznej sytuacji nie będę mógł wykonać połączenia, bo skończą mi się środki na koncie. Po prostu zapłacę więcej pod koniec miesiąca.

Poza tym, przecież prepaida już miałem – jak jeszcze chodziłem do szkoły. Teraz przecież jestem dorosły i muszę mieć abonament.

Szybko jednak okazało się, że ten plan wcale nie był idealny. Szczególnie spora kwota regularnego obciążenia stawała się w „trudniejszych miesiącach” prawdziwym przekleństwem. I choć tak kryzysowych przypadków było niewiele, to jednak trudno powiedzieć, że nie zapadły mi w pamięć. Musiałem na własnej skórze przekonać się, że nie zawsze ma się w zanadrzu ogromne ilości gotówki – wystarczy jedna czy dwie nieprzewidziane sytuacje i już problem gotowy.

smartphone_2014.jpg

Tak, można rozłożyć płatność na raty, tak samo jak można poprosić o odroczenie tej płatności, ale… to dodatkowy wysiłek. Dodatkowa papierologia, dodatkowe prośby. W rezultacie nigdy nie zdecydowałem się na taki krok i po prostu cierpliwie znosiłem jedno upomnienie po drugim, aby w końcu zapłacić cała kwotę.

Pojawiły się także inne wątpliwości co do słuszności tamtego wyboru. Przede wszystkim, praktycznie z miesiąca na miesiąc, drastycznie zmalała moja intensywność korzystania z telefonu. Po prostu z pewnych powodów właściwie nie musiałem już z niego korzystać i do teraz służy mi głównie do sprawdzania godziny, wykonywania zaledwie kilku połączeń dziennie i bardzo podstawowej komunikacji przez Internet.

Nie mogłem tak naprawdę przewidzieć, że taka zmiana nadejdzie, a jednak w dalszym ciągu muszę – z własnej winy – co miesiąc pozbywać się kwoty, na którą wyceniono naprawdę „wszystkomający” abonament. Zresztą nie jest to pierwszy taki przypadek w mojej rodzinie czy wśród znajomych, a jak widać, wyciągnąć z tego wnioski jest bardzo trudno.

smartfony-1

Trzecim gwoździem do trumny, który właściwie na głucho zabija wieko, jest telefon, który w dużym stopniu podniósł koszt abonamentu. Prawdę mówiąc, nieszczególnie pamiętam, co wtedy wybrałem, ale najprawdopodobniej był to wybór z ciekawości i chęci zabawy nowym gadżetem. Gadżetem, który „poszedł na handel” właściwie w kilka miesięcy (może nawet szybciej) po otrzymaniu go od kuriera. A abonament, na którego wysokość (a także wysokość nieszczęsnej kary umownej) składa się w dużej mierze także telefon, ktoś musi płacić.

Trudno tu nie wspomnieć o innej rzeczy. W dzisiejszych czasach zmiana telefonu, o ile nie został on rozjechany przez samochód, albo w jakikolwiek inny sposób nie został nieodwracalnie uszkodzony, jest niczym innym, jak „zachciewajką” najczystszej wody. To nie są już czasy, kiedy z generacji na generację urządzenia zmieniają się całkowicie, stanowiąc zupełnie nową jakość w kwestiach użytkowych. Są przeważnie większe, szybsze, mają lepsze aparaty, piękniejsze ekrany, ale czy to jest naprawdę konieczne?

smartfon-telefon-tablet-internet-mobilny-lte

Sam łapię się na tym, że choć przez ostatnie miesiące przez moje ręce przeszło łącznie kilkadziesiąt modeli smartfonów, w tym i te z najwyższej półki, na które mógłbym pokusić się przy przedłużeniu umowy, bez najmniejszego żalu wracam do urządzenia, które swoją premierę miało w… 2011 roku.

Może i jest wolniejsze (a już na pewno „bok w bok”), ale nadal nie jest ślamazarne. Może i nie robi pięknych zdjęć, ale mi całkowicie wystarcza. Może i nie ma masy gadżetów, które pojawiły się przez ostatnie 4 lata, ale nie jestem już w stanie przekonać się, że są mi one niesamowicie niezbędne.

Tak, korzystam z iPhone’a 4S i choć cały czas korci mnie, żeby przeskoczyć na 6, czy chociażby 5S, to po kilku dniach z nową zabawką prawdopodobnie i tak bym się znudził i przeszedł do porządku dziennego, a portfel by płakał.

Chcąc jednak dać abonamentom jeszcze jedną szansę, zdecydowałem się sprawdzić, czy może uda się „złapać” tańsze urządzenie z innej kategorii, chociażby tej, która interesuje mnie ostatnio najbardziej – zegarków sportowych.

Również i tutaj jednak czekało mnie rozczarowanie. Operatorzy albo oferują proste opaski sportowe, które nie dość, że i w zwykłej sprzedaży nie są przesadnie drogie, więc nie opłaca się ich zakupu rozkładać na tak niekorzystne raty, albo ustalają wręcz odstraszające ceny na lepsze sprzęty. Z trudem udało mi się w ogóle odnaleźć propozycję, gdzie z jednym z prostszych zegarków sportowych wychodziłem praktycznie na zero… w porównaniu do jej zakupu w sklepie.

smartfon

Od dłuższego czasu więc oczywisty jest dla mnie kolejny krok, na który niestety muszę czekać jeszcze prawie pół roku. Dwa lata temu mogłem co najwyżej zrezygnować z zakupu telefonu, bo oferty prepaid były w większości zbyt ograniczone, biorąc zarówno pod uwagę moje ówczesne, jak i obecne użytkowanie telefonu.

I to właśnie boli obecnie najbardziej (poza moimi błędami) – brak jakiejkolwiek elastyczności abonamentu.

Nawet już nie chodzi o to, że przez 24 miesiące oferty potrafią wielokrotnie zmienić się (taniejąc), ale o to, że trudno jest odpowiednio dobrać „sztywny” plan taryfowy do tego, co będzie działo się z nami przez cały ten okres.

Raz potrzebujesz 1000 minut miesięcznie, raz potrzebujesz 10, a płacisz cały czas za 1000 minut albo „no limit”. W prepaidzie rozwiązanie tego problemu jest banalne. W abonamencie po prostu go nie ma.

Za tym wszystkim idą w skali dwóch lat gigantyczne oszczędności. Przykładowo mój abonament obecnie zamyka się w kwocie około 150-160 zł miesięcznie. Biorąc pod uwagę mój profil użytkowania, za to samo (!) mógłbym – np. w Mobile Vikings – zapłacić 19 zł miesięcznie, albo 29 zł, kiedy potrzebowałby większego pakietu internetowego.

mobile-vikings

Rachunek jest dość prosty. Gdybym wtedy mógł wybrać ofertę prepaid, to właściwie już teraz, z pieniędzy, które bym zaoszczędził, mógłbym sobie kupić mojego wymarzonego Garmina Fenix 3. Biorąc pod uwagę, jak absurdalnie drogi jest ten zegarek (uwzględniając moje potrzeby), wyraźnie widać skalę oszczędności. Nie mówiąc już o tym, że mógłbym też sobie po prostu kupić np. któregoś z nowych od mojego iPhone’ów. Za gotówkę.

Trudno mi w tym momencie znaleźć jakikolwiek argument za tym, żeby pozostawać przy abonamencie, który swego czasu był jedynym wyborem. Ogromne pakiety internetowe w ramach doładowania – są. Nielimitowane rozmowy do wszystkich w Play (gdzie przeszła większość moich znajomych i rodziny) – są, a teraz w Mobile Vikings są one dostępne nawet w doładowaniach za 19 zł (więc to za 29 zł jest mi nawet zbędne!). Kilkaset minut do innych sieci, czego przeważnie nie wykorzystam – jest. Nielimitowane SMS-y, choć w sumie wysyłam kilka miesięcznie – są, na wszelki wypadek.

smartfon

Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy te dwa lata temu faktycznie popełniłem błąd, czy może po prostu nie miałem wyboru. O braku limitów w ofertach na kartę (zwłaszcza tych za 19 zł!) nikt nie słyszał, przydatnych czasem pakietów roamingowych nie dało się w nich odnaleźć, a do tego kusił nowy, błyszczący telefon i ciągle doładowane konto. Teraz właściwie żadna z tych opcji albo trafiła do prepaidów, często w ciekawszej (bo tańszej) wersji, albo – jak np. nowy telefon – nie ma dla mnie żadnego znaczenia.

Wszystko wiec wskazuje na to, że od października dołączę do tych, których niektórzy do tej pory traktują jak użytkowników drugiej kategorii – posiadaczy kart prepaid. I zacznę od tego dnia powoli odliczać czas do momentu, kiedy na moim nadgarstku zagości wymarzony zegarek – bez żadnych wyrzeczeń, bez drastycznej zmiany budżetu.

Po prostu bez wyrzucania pieniędzy w błoto.

* Część zdjęć pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji