Ten serwis nie będzie pogromcą YouTube’a, ale pokazuje jaka powinna być jego przyszłość

News/Technologie 25.03.2015
Ten serwis nie będzie pogromcą YouTube’a, ale pokazuje jaka powinna być jego przyszłość

Ten serwis nie będzie pogromcą YouTube’a, ale pokazuje jaka powinna być jego przyszłość

Czy YouTube może mieć prawdziwą konkurencję? Szefujący Hulu Jason Kilar twierdzi, że tak. Dlatego stworzył Vessel, usługę, która ma być nowym, jakościowym YouTube’em. Już po kilku chwilach korzystania z niej widać, że tak faktycznie jest. Bardzo zdziwię się jednak, jeśli ta usługa odniesie sukces poza USA, na przykład w Polsce.

Dlaczego? By odpowiedzieć na to pytanie, trzeba poznać główne różnice między Vesselem i YouTube’em. Pierwsza z nich to o wiele ładniejsza i bardziej logiczna szata graficzna, która jest po prostu przyjemna dla oka. Druga to bardzo mała liczba dostępnych kanałów, zaś trzecia to brak możliwości dodania własnego filmu. Celem Vessela nie jest posiadanie w swojej ofercie jak największej liczby filmów, a jak największej liczby jakościowych i popularnych produkcji.

vessel-2

Ustaliliśmy zatem, że Vessel oferuje coś więcej niż YouTube, ale… jak wiadomo w świecie nie ma nic za darmo. Vessel za te udogodnienia chce inkasować opłatę. Oczywiście nie od razu, pierwszy rok korzystania z serwisu otrzymuje się za darmo. Dopiero potem chce pobierać opłatę wynoszącą 3 dolary miesięcznie. Może wydawać się, że nie jest to dużo.

W końcu o wiele więcej płacimy za Deezera czy Spotify, ale… czy na pewno tak jest?

Właśnie nie. Usługi strumieniujące muzykę są o wiele tańsze od dotychczasowych form sprzedaży muzyki, takich jak płyty CD oraz pobierane z Internetu pliki MP3. A materiały dostępne na Vesselu są dostępne w sieci, na YouTube. Vessel w swoim regulaminie sam wspomina, że wymaga tylko 72-godzinnej ekskluzywności na dany materiał, a potem może być on umieszczony w innych miejscach w sieci.

Screenshot 2015-03-24 at 10.04.49

Sam nie lubię żadnego kanału na YouTube na tyle, by płacić za wcześniejszy dostęp do niego. Rozumiem, że wiele osób może mieć inne zdanie na ten temat, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie wspomniane 3 dolary to odpowiednik dwóch puszek Pepsi w tanim sklepie spożywczym. W Polsce jednak warunki finansowe są zupełnie inne i nawet taka drobna kwota może być barierą, z powodu której użytkownicy pozostaną przy YouTube.

Doskonale rozumie to chociażby serwis filmowy Moviebox.pl. Wcześniej niż na YouTube można tam zobaczyć materiały wideo pojawiające się na kanałach Emce lub Historia bez cenzury. Nie trzeba jednak za to płacić. Movieboksowi i jego partnerom wystarczy fakt, że otrzymują dla siebie cały zysk z reklam, zupełnie inaczej niż w przypadku YouTube’a. Skoro Polacy uciekają od kiepsko płacącego serwisu Google, to może również anglojęzyczni twórcy starają się to robić?

Tak się właśnie dzieje.

Coraz więcej twórców może nie tyle porzuca YouTube’a, ale równolegle umieszcza swoje materiały na konkurencyjnych dla niego serwisach, takich jak chociażby Vimeo czy opisywany tu Vessel. Właśnie z powodów finansowych. Chyba żaden ze średniej wielkości YouTuberów nie kryje, że wypłacane przez Google kwoty to grosze, a o wiele więcej pieniędzy przynoszą różnego rodzaju akcje komercyjne tworzone wspólnie z licznymi partnerami. Nie wiem, jak to wygląda w USA, ale podejrzewam, że podobnie jak w Polsce.

vessel-1

Jednak cena nie jest jedyną przeszkodą, z powodu której Polacy nie za szybko pokochają Vessela. Jest nią także brak polskich twórców. Vessel nie umożliwia samodzielnego dodania własnego filmu i by to zrobić, trzeba zapisać się do jego sieci partnerskiej. Dodatkowo, by się do niej dostać, trzeba spełnić odpowiednie wymagania. A konkretnie być już popularnym i tworzyć ciekawe treści… w języku angielskim. Dlatego trudno spodziewać się, że na Vesselu zobaczymy kogoś innego niż Sylwester Wardęga czy Krzysztof Gonciarz.

Niemniej warto choćby przez chwilę zapoznać się z Vesselem. Zobaczycie wtedy, jak YouTube będzie wyglądał za jakieś pięć do siedmiu lat, jeśli w tym czasie całkowicie nie przeistoczy się w kolejną usługę muzyczną Google, co też nie jest niemożliwe.

Dołącz do dyskusji

Advertisement