Pełna klatka w małym wydaniu ma coraz więcej sensu

Felieton/Foto 07.03.2015
Pełna klatka w małym wydaniu ma coraz więcej sensu

Pełna klatka w małym wydaniu ma coraz więcej sensu

Pełna klatka – marzenie wielu fotografów – staje się oraz bardziej przystępna. Zarówno pod względem ceny, jak i gabarytów. Choć do niedawna pierwszy bezlusterkowy system z pełną klatką mógł odstraszać brakiem obiektywów, to w końcu zaczyna się to zmieniać.

Co z tą pełną klatką?

W fotografii analogowej mały obrazek (czyli dzisiejszy format pełnoklatkowy, 36×24 mm) był standardem. Z kolei na początku rozwoju “cyfry”, taki rozmiar matrycy był zupełnie nieosiągalny ze względów technologicznych. Nie licząc pierwszych eksperymentów Kodaka, Contaxa i Pentaxa, na cyfrowy mały obrazek trzeba było czekać naprawdę długo. W końcu jednak ten format zawitał do oferty największych graczy – najpierw do Canona (1Ds), później Nikona (D3), a w końcu do Sony (A900).

Wszystkie te korpusy były typowymi lustrzankami, ze wszystkimi zaletami, ale także wadami wynikającymi z takiej konstrukcji. Osoby szukające najlepszej jakości ale jednocześnie dyskretnych rozmiarów, musiały obejść się smakiem. Sytuacja zmieniła się w 2009 roku, kiedy Leica pokazała model M9 wyposażony w cyfrową matrycę formatu 35mm. Było to spełnieniem marzeń wielu fotografów, ale w praktyce mało kto mógł sobie na pozwolić na taki aparat – w końcu to Leica.

Leica M
Leica M

I choć trudno w to uwierzyć, to taki stan rzeczy trwał sobie w najlepsze aż do końca 2013 roku, kiedy to Sony pokazało pierwszego bezlusterkowca z pełną klatką, czyli Alfę A7. Uważam ten moment za jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się fotografii w ostatnich latach. Był to przełom, bo w końcu fotografowie dostali kombinację, na którą czekali od czasów analoga – pełną klatkę, małe rozmiary i rozsądną cenę w jednym. W momencie premiery Sony A7 kosztował ponad 7 tys. zł, ale to i tak ledwie 1/4 wartości Leiki.

Dziś, kilkanaście miesięcy po premierze, Sony A7 można kupić za 4600 zł. Jest to więc najtańszy pełnoklatkowy aparat na rynku. Ba, Sony A7 jest nawet tańszy od wielu aparatów APS-C, które mają przecież dwukrotnie mniejszą matrycę.

Sony A7s 01

Sam wielokrotnie zastanawiałem się nad zakupem Sony A7. Pierwszy model, jak i kolejne serie (A7R, A7S, teraz A7 II) były aparatami bardzo bliskimi ideału. Nieliczne wady to czas pracy na baterii i autofocus zauważalnie gorszy niż w lustrzankach tej samej klasy. Jakość obrazu jednak wynagradza te wady.

Nie ma róży bez kolców

Cały czar A-siódemek pryskał w momencie doboru obiektywów, których oferta była wręcz żenująca. Na co zda się nawet najlepszy aparat, jeśli nie ma do niego dedykowanej optyki?

Wielu zapaleńców posiłkowało się obiektywami analogowymi, które na pełnej klatce w końcu dostawały skrzydeł, ale jest to jednak rozwiązanie dalekie od ideału. Po pierwsze, w takim zestawie nie ma autofocusu, a po drugie, analogowe szkła często nie wytrzymują zderzenia z perfekcją cyfrowych matryc – obraz jest miękki, mało kontrastowy i pełen wad optycznych.

sony-obiektywy

Jeśli chodzi o dedykowane obiektywy do A-siódemek, do niedawna mieliśmy do dyspozycji dwie stałki oraz kilka zoomów. Oferta była więc – mówiąc delikatnie – mocno przeciętna. W tym tygodniu sporo się zmieniło, bowiem Sony pokazało aż cztery nowe obiektywy i dwa konwertery – szerokokątny i typu rybie oko. W efekcie w systemie jest łącznie 10 obiektywów i dwa konwertery. System w końcu zaczyna mieć sens. Można debatować, czy duże obiektywy są tym, czego potrzebuje bezlusterkowiec, ale fakt pozostaje faktem – fotografowie mają wybór.

Nowy sojusznik

Najciekawsza jest jednak deklaracja szefa Sigmy, którą wygłosił on w wywiadzie dla dpreview.com. Sigma zacznie produkować obiektywy do pełnoklatkowych bezlusterkowców Sony. To świetna wiadomość dla wszystkich, którzy zastanawiają się nad przejściem do obozu Sony. Sigma w ostatnich latach mocno pracuje nad zmianą swojego wizerunku. Firma powoli, ale konsekwentnie, zmienia się z wyrobnika tanich i kiepskich szkieł, w producenta stawiającego na jakość i nowatorskie rozwiązania.

Wejście niezależnego producenta do systemu Sony FE może okazać się bodźcem, na który czeka wielu fotografów, w tym i ja. Mam nadzieję, że wywoła to lawinę nowych obiektywów. A właśnie obiektywy są dziś kluczem do sukcesu, co widać chociażby po gorącym przyjęciu systemu Fuji X, w którym producent kładzie ogromny nacisk na rozwój optyki.

W dobie cyfrowej perfekcji czas w końcu zdać sobie sprawę z faktu, że lepszy obiektyw wniesie do zdjęć znacznie więcej, niż nowsza matryca aparatu.

Dołącz do dyskusji