Niewiarygodny pomysł – emitowanie przyspieszonych filmów tylko po to, żeby w telewizji było więcej czasu na reklamy

Artykuł 02.03.2015
Niewiarygodny pomysł – emitowanie przyspieszonych filmów tylko po to, żeby w telewizji było więcej czasu na reklamy

Niewiarygodny pomysł – emitowanie przyspieszonych filmów tylko po to, żeby w telewizji było więcej czasu na reklamy

Powiedzenie „czas to pieniądz” jest szczególnie prawdziwe w przypadku telewizji. W tej branży przychody generuje reklama, a więc trzeba zmieścić jej w ramówce jak najwięcej. Są na to liczne sposoby, jednak istnieje jedna szczególnie bulwersująca metoda, o której niewiele się mówi.

W telewizji możemy obserwować mnóstwo sposobów na wydłużenie czasu reklamowego. Najpopularniejszą metodą jest dzielenie ekranu podczas napisów końcowych w filmach, które potrafią trwać nawet kilka minut. Napisy zajmują jedną połowę ekranu i najczęściej są przyspieszone, podczas gdy na drugiej połowie widzimy materiały autopromocyjne z dźwiękiem.

Można także przyciąć przydługie czołówki seriali. Serial „Prawo i porządek” emitowany na kanale TNT miał wejściówkę o długości 24 sekund, podczas gdy w pierwotnej wersji wyświetlanej na NBC, czołówka miała 1 minutę i 45 sekund.

Okazuje się, że można też przyspieszyć sam serial lub film

W ten sposób można uzyskać nawet dwie dodatkowe minuty reklam na każde poł godziny materiału. Przyspieszony materiał jest przyspieszany o wartość od 5 do 20% w stosunku do oryginału. Jest to wartością na tyle niewielką, że nie przeszkadza widzowi. Owszem, na początku efekt wygląda nieco komediowo, ale wystarczy kilkadziesiąt sekund, by w ogóle przestać to zauważać.

Taki proceder zauważył amerykański literaturoznawca Stephen Cox, kiedy oglądał film „Czarnoksiężnik z krainy Oz”. Wychwycił on delikatnie inny tembr głosu w kwestiach, które znał na pamięć. Cox zaczął drążyć temat i odkrył przyczynę zamieszania, którą było przyspieszenie materiału. Szybsze tempo odtwarzania miało wpływ także na barwę głosu. Okazało się, że takie praktyki stosują telewizje TNT i TBS.

Producenci filmów i seriali są przeciwni takim praktykom. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, kiedy producent kinowego blockbustera pozywa stację telewizyjną za nieupoważnioną edycję jego dzieła. Co innego, jeśli stacja przyspiesza seriale własnej produkcji. Wówczas może zrobić, co jej się żywnie podoba.

A czas reklam rośnie…

Badania prowadzone w Stanach Zjednoczonych pokazują, że czas reklam w telewizji regularnie się wydłuża, i to w zastraszającym tempie. Według firmy Nielsen Holdings N.V., w grudniu 2014 długość reklam w sieci A&E Network (należącej do Disneya i ABC) wynosiła średnio 18 min i 39 s w każdej godzinie. To wzrost aż o prawie 3 minuty w stosunku do grudnia 2013! Nie jest to wyjątek, bo np. kanał History w ciągu roku wydłużył czas reklam o niemal 2 minuty, by na koniec 2014 roku wyświetlać średni 18 min i 42 s reklam co godzinę. Średnia dla amerykańskiej kablówki wynosi 15,8 min reklam na godzinę.

tv-telewizja-vod

Wiele kanałów grupy Viacom (MTV, VIVA, VH1, Comedy Central) nadaje ponad 20 minut reklam w ciągu godziny. Żaden z wymienionych wyżej podmiotów nie komentuje rosnącego czasu reklam.

Oczywiście reklam nie można umieszczać nieskończenie dużo, bowiem są przepisy regulujące ich długość. Szkopuł polega na tym, że te przepisy nie muszą dotyczyć autopromocji stacji, które dla widza są oczywistą reklamą, ale nie zawsze są nią w świetle prawa.

A jak sytuacja wygląda w Polsce?

Jak podaje portal wyborcza.biz, w Polsce póki co praktyki przyspieszania filmów, programów i seriali są jeszcze nieobecne. Nie znaczy to jednak, że polscy nadawcy są święci. Czas na reklamy jest pozyskiwany w inny sposób, choć nie mniej pomysłowy.

Niedawno pisałem o nowym projekcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który w praktyce wydłuży czas reklam. Do tej pory w ciągu godziny można było wyemitować 12 minut reklam i 2 minuty autopromocji. Jeśli nowy projekt wejdzie w życie, cały blok reklamowo-promocyjny będzie mógł mieć długość 15 min co każdą godzinę, przy czym zniknie narzucony sztywny podział na reklamę i autopromocję.

Shutterstock

W efekcie reklamy będą mogły trwać 15 minut (zamiast 12), a autopromocja może być nieograniczona, jeśli nadawca zastosuje całkowicie legalny trick z miniprogramem autopromocyjnym. Taki program ma minutę lub dwie, przedstawia ofertę stacji, a na koniec wyświetlane są napisy końcowe zawierające pomysłodawców i realizatorów. Napisy są oczywiście przyspieszone do granic czytelności, w końcu liczy się każda sekunda.

Ponadto nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by odpowiednio łączyć bloki reklamowe w taki sposób, by przechodziły przez pełną godzinę. Wówczas można umieścić więcej reklam w potencjalnie gorętszym paśmie, np. tuż przed końcówką filmu lub przed wynikami programów typu talentshow.

Co ciekawe, takie praktyki nie wszystkich widzów irytują. według raportu Discovery Insights niektórzy widzowie lubią takie rozwiązanie bo pozwala im to np. przygotować posiłek, wyjść spokojnie na papierosa lub wyprowadzić psa na spacer.

 

* Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement