Symbol zmian w Microsofcie? Kot nindża na ziejącym ogniem jednorożcu

Felieton 16.03.2015
Symbol zmian w Microsofcie? Kot nindża na ziejącym ogniem jednorożcu

Symbol zmian w Microsofcie? Kot nindża na ziejącym ogniem jednorożcu

Kiedy grafika z twoimi logotypami zaczyna być viralowym internetowym memem oznacza to, że umiesz dobrze w marketing. Microsoft, po latach palenia w piecu dolarami w dziale marketingu zaczyna być cool. Choć do Apple’a mu jeszcze sporo brakuje.

W ostatnich dniach w Internecie pojawiło się nowe, viralowe meme. To kot nindża ujeżdżający ziejącego ogniem jednorożca i trzymający w łapie sztandar, na którym widać logotypy Windowsa i Xboxa. Wbrew pozorom to nie jest zaplanowana akcja marketingowa, a zupełny przypadek. Ów mem wzięło się od naklejek, jakie powstały w Redmond, a którymi pracownicy Microsoftu oklejają swoje laptopy. Ktoś umieścił zdjęcie takiej naklejki w Sieci i świat oszalał.

Zrzut ekranu (27)

Samo to wydarzenie jest bez jakiegokolwiek znaczenia, ale wpisuje się w kontekst odrodzenia Microsoftu i zwiastuje powrót dobrych czasów. Dlaczego? Otóż Microsoft, możecie wierzyć lub nie młodzi Czytelnicy, był kiedyś firmą… bardzo lubianą. Po system Windows 95 pod sklepami ustawiały się takie same kolejki, jak teraz po nowego iPhone’a.

Wszystko zmieniło się po nieczystej walce, jaką Microsoft nawiązał z firmą Netscape i która poskutkowała głośnym procesem antymonopolowym. Bill Gates i jego firma stały się symbolem chciwości wielkich korporacji, a Windows z ulubionego narzędzia stał się przykrą koniecznością z uwagi na brak alternatyw. Ten wizerunek nie zmienił się przez prawie dwie dekady.

Efekt kuli śniegowej nie może trwać wiecznie

Czemu więc Windows 98, Windows XP, Windows 7 i inne dalej dominują na rynku, mimo „oczywistych” lepszych wyborów w formie OS X czy Ubuntu? To tak zwany efekt kuli śniegowej. Wszyscy „nie cierpią” Windowsa, ale muszą z nich korzystać, bo inni też korzystają. Dokumenty Office, gry wideo, popularne aplikacje dla profesjonalistów… niektóre mają odpowiedniki dla OS X, większość nie. Na Ubuntu natomiast do dziś nie przeportowano oficjalnie żadnej kluczowej dla biznesu aplikacji, a gry mainstreamowe na Linuksa to nadal egzotyka. Wszyscy „nie cierpimy” Windowsa, ale używamy go, bo… „wszyscy” też.

Apple i Google wykorzystały te sytuację i zaprezentowały swoje propozycje. Na początku bardzo ułomne, ale wraz z biegiem czasu i przyrostem użytkowników (i przychodów) stawały się coraz bardziej rozbudowane i funkcjonalne. Ich kule śniegowe zaczęły rosnąć, a microsoftowa tracić na sile. Coś trzeba było zmienić.

Pierwszą (skuteczną) próbą okazała się konsola Xbox 360, która odniosła sukces wśród młodych osób głównie przez cwaniactwo Microsoftu i zmysł do biznesu. Gigant z Redmond miał wgląd w plany Sony i wiedział jak sprzedać konsolę tak, by pokonać lepsze PlayStation z ugruntowaną już pozycją na rynku. To był jednak pojedynczy strzał, który udał się przez przypadek.

O tym jak wielki problem miał Microsoft świadczyć może Windows Phone

W teorii Microsoft powinien odnieść niekwestowany sukces na rynku mobilnym… po raz drugi. Windows Mobile nie nadążył za iPhonem, ale Windows Phone był przyzwoitą odpowiedzią. Elegancki, zgrabny, prosty w użyciu system, wspierany (po czasie) przez giganta jakim jest Nokia, z potężną wartą setki milionów dolarów kampanią reklamową. Młodzież nie chciała nawet spojrzeć w jego stronę, tak samo jak użytkownicy casualowi. O użytkownikach wymagających nie wspominam, bo ów system wtedy nie był jeszcze dostosowany do ich potrzeb.

Microsoft zmienił więc taktykę, wiedząc, że opieranie się przede wszystkim na kliencie korporacyjnym może doprowadzić go do pozycji podobnej, co IBM czy nawet BlackBerry. Nadal lukratywnej, ale marginalnej dla rynku. Zaczęto od wewnętrznej restrukturyzacji i zmiany lidera, a gdy proces miał się ku końcowi, zaczęto komunikować zmianę na zewnątrz.

Xbox ponownie stał się maszynką dedykowaną przede wszystkim fanom gier, obniżono drastycznie ceny Windowsa, zaczęto wyraźniej podkreślać niezaprzeczalny wpływ technologii Microsoftu na świat oraz jego działalność filantropijną. Windows powstaje przy ścisłej współpracy z jego użytkownikami. Zaczęto otwierać kolejne rozwiązania, a na chwilę obecną każdy produkt Microsoftu w całkiem funkcjonalnej wersji jest dostępny… za darmo. Nawet Microsoft Office.

Microsoft zaangażował się w wspieranie młodych twórców i niezależnych studiów deweloperskich. Znacznie wzrosło znaczenie programów dla studentów, takich jak legendarny już Imagine Cup. Z nieudolnego marketing Microsoftu stał się skuteczny i celny. Efekt?

Korporacja, która ma swoich fanów

Microsoft nadal nie jest symbolem szyku i stylu, tak jak Apple i nie jest symbolem wolności czy otwartości, jak Google (mówimy o opinii publicznej, nie o stanie faktycznym). Porzucenie kampanii pokroju „Scroogled” ośmieszających ordynarnie rywali na „empowered” dających poczucie wyższej wartości zaczęło przynosić efekty. Wizerunkowe i finansowe.

W tej chwili najwięcej Windows Phone’ów sprzedaje się w Stanach Zjednoczonych (weryfikując te dane patrzcie nie tylko na udział, ale też na sprzedaż jednostkową), Xbox One zaczyna odrabiać straty do PlayStation 4, OneDrive i Office zaczynają przyciągać na nowo młode osoby, Cortana jest nawet zapraszana do telewizyjnych talk-shows, a developers community, choć nadal uparcie ignorujące kafelkowe aplikacje, nigdy nie działało tak prężnie.

Microsoft nie musi już najmować agencji PR do pisania pochlebnych komentarzy, ma wierną armię fanów, entuzjastów i fanbojów, którzy z własnej woli rozprzestrzeniają „dobrą nowinę”. To rozwiązania Microsoftu stają się bardziej otwarte od tych google’owskich i bardziej przełomowe od tych apple’owskich. Nie twierdzimy, że lepsze, ale właśnie taki komunikat zaczyna docierać do odbiorców. A kwintesencją tego wszystkiego niech będzie Windows Holographic i gogle HoloLens.

– Mi nie chodzi o to, by jak najwięcej użytkowników używało Windows 10. Zależy mi na tym, by jak najwięcej osób go pokochało – twierdził Nadella na ostatniej prezentacji Windows 10. To podejście widać w każdym jednym dziale Microsoftu, nawet przy takich produktach, jak CRM Dynamics.

To nie oznacza, że Microsoft stał się lepszy od konkurencji ani też nie oznacza, że swoją wojnę wygra. Widać jednak wyraźnie, że przestał polegać na swojej kuli śniegowej. A to dobry znak dla wszystkich, którzy dalej wiążą swoją przyszłość w jakimś stopniu z Microsoftem lub to rozważają.

Dołącz do dyskusji

Advertisement