Komentowanie w sieci to nie prawo, a przywilej

Felieton/Technologie 04.03.2015
Komentowanie w sieci to nie prawo, a przywilej

Komentowanie w sieci to nie prawo, a przywilej

Ku powszechnemu zdumieniu, New York Times niedawno ogłosił, że podczas gdy inne gazety pozbywają się sekcji komentarzy na swoich stronach internetowych, redakcja ma zamiar rozszerzyć tę funkcjonalność, uznając komentujących za “celebrytów wśród użytkowników portalu”.

W odróżnieniu od stron takich jak Re/Code, Reuters czy Bloomberg, NYT postrzega dyskusję w komentarzach jako niezbędny i niezwykle wartościowy element pracy dziennikarskiej. Wobec tego zamiast uśmiercać sekcję komentarzy, czy przenosić ją na portale społecznościowe, Times wybrał rozszerzenie możliwości komentowania bezpośrednio pod artykułami na swojej stronie, zachęcając tym samym do bardziej intensywnych interakcji.

Komentujący to zaledwie niewielki odsetek czytelników

Mimo wszystko, jak twierdzi Times, jest to odsetek bardzo cenny. Pomimo okazjonalnych złych zachowań, 10% procent wszystkich czytelników gazety, którzy zostawiają po sobie ślad w postaci komentarzy, przyciąga pozostałe 90% do częstszego zaglądania na stronę internetową. Jak pokazuje przytaczana przez redakcję statystyka, procent komentujący jest nieporównywalnie mniejszy od procentu biernie chłonącego treść, niemniej jednak stanowi dodatkową wartość i powód do dłuższego pozostania przy artykule.

shutterstock_127177004

Aron Pilhofer, wydawca cyfrowej edycji londyńskiego The Guardian wyszedł z identycznego założenia, otwarcie krytykując media, które usuwają sekcje komentarzy. Jak sam twierdzi, dziennikarstwo powinno być rozmową pomiędzy autorami a czytelnikami, a brak sekcji komentarzy odsuwa tych drugich od bycia częścią społeczności.

Times chce wprowadzić komentatorstwo swoich treści na wyższy poziom, poprzez nadanie aktywnym komentatorom statusu “zweryfikowanych” i zwiększenie ich przywilejów na stronie, takich jak na przykład dostęp do ekskluzywnych treści.

O ile długo można by dyskutować na temat wartości komentowania w sieci i tego jak bardzo sekcje komentarzy stają się rajem dla internetowych trolli, nie można zaprzeczyć, iż pewne wyróżnienie komentujących, przyczynia się do wyższego poziomu dyskusji.

trolling

Nie trzeba daleko szukać, aby znaleźć odpowiednie przykłady

Doskonałym wzorcem zmiany zachowań komentujących po zmianie formy sekcji komentarzy jest znany wielu czytelnikom Spider’s Web blog Makowe ABC, prowadzony przez Wojtka “Moridina” Pietrusiewicza.
Nieco ponad rok temu Wojtek zdecydował się wyłączyć na swoim blogu Disqusa. Powód był bardzo prosty – jak sami zapewne jesteście świadomi, tematy około-technologiczne (a zwłaszcza te o sprzętach Apple) jak niemal żadne inne wywołują burzliwe i często nieprzewidywalne dyskusje.

Do tego ich poziom bardzo często można przyrównać jedynie do tarzania się w błocie. Moridin w końcu zmęczył się takim stanem rzeczy, a jak sam podkreśla, “nie każdą kwestię można rozwiązać banem”, a do części “trzeba wziąć skalpel i dokładnie wyciąć każdy najmniejszy, zainfekowany fragment”.

Wojtek bardzo słusznie zwraca uwagę na pewien fakt, który każdy komentujący w internecie powinien wziąć sobie głęboko do serca:

Komentowanie, wbrew powszechnej opinii, jest przywilejem, a nie prawem, niezależnie gdzie to robicie.

Dwa tygodnie później na MakowymABC pojawiło się forum, a niedługo potem system komentowania LiveFyre. Obydwa wymagały zalogowania się na stronie, co mimo wszystko stanowi jakieś utrudnienie dla osób chcących po prostu wylać bezmyślnie wiadro pomyj pod czyimś tekstem.

Zapytałem Wojtka, czy zmiana sposobu komentowania wpłynęła jakkolwiek na jakość dyskusji na jego blogu:

Wpłynęła znacząco – kilka tygodni przerwy bez nich skutecznie ostudziło emocje, a potem wprowadzenie LiveFyre, które wciąga też komentarze z Facebooka i Twittera, pozytywnie rozwinęło dyskusje. Poza bardzo sporadycznymi wyjątkami, jest znacznie mniej złośliwości i hate’u, a więcej merytorycznych dyskusji. Nie chcę, aby komentarze pod wpisami wpływały negatywnie na nastroje moich czytelników – mamy wystarczająco dużo prywatnych stresów w życiu.

shutterstock_83906134

W momencie gdy na komentatorów składa się zamknięta na swój sposób społeczność, o wiele łatwiej o konstruktywne rozmowy niż w przypadku randomowej zbieraniny ludzi, która wyładowuje w komentarzach swoje kompleksy.

Z podobnych założeń wyszedł inny, rodzimy bloger, Paweł Opydo, choć w jego przypadku wyłączenie sekcji komentarzy miało dwojaki efekt. Z jednej strony pod tekstami na blogu ZombieSamurai znajdziemy przycisk “komentarze”, który przenosi do dyskusji pod postem na Facebooku. Z drugiej – forum i chat ZMBS to dwa naprawdę fajne miejsca, z bardzo aktywną społecznością.

Swoją decyzję o przeniesieniu komentarzy do mediów społecznościowych Paweł tłumaczy w ten sposób:

Chcę, żeby ludzie dyskutowali w internecie o tym co piszę – a nie żeby ludzie dyskutowali o tym co piszę tam gdzie to piszę. Użytkownicy tak czy siak dyskutują w serwisach społecznościowych, na komunikatorach itd. – to wygodniejsze dla nich, więc dlaczego zmuszać ich do pisania po blogu? Zwłaszcza, że Facebook ma bardzo przyjemny model moderacji no i komentowanie generuje dodatkowy zasięg na fanpage.

Na blogach obydwu Panów możemy zaobserwować znaczącą zmianę jakości dyskusji, a także dodatkowe profity, jak choćby wspomniany przez Pawła dodatkowy zasięg na FB. Jest to dobry przykład na to, że zabronienie ludziom interakcji pod tekstami nie jest rozwiązaniem, tym bardziej kiedy można te interakcje po prostu inaczej ukierunkować, zyskując nad nimi pewną dozę kontroli.

Komentowanie w sieci to przywilej, a nie prawo

Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, czy rozumiemy fakt, iż dzięki sekcjom komentarzy otrzymujemy możliwość dojścia do głosu i na ile potrafimy tę możliwość docenić. Powszechnie dostępna opcja wypowiedzi na forum publicznym nie jest czymś, co zawsze z nami było. Jest znakiem czasów, domeną Internetu, a czasem także – jego największym przekleństwem.

shutterstock_102933323

Decyzja New York Times o nadaniu swoim komentującym jeszcze większych przywilejów niż sama możliwość publicznego wypowiedzenia się, świadczy o bardzo mocnej wierze w ich potencjał. Z drugiej strony, Times słynie ze skrajnego wręcz obiektywizmu publikowanych u siebie treści.

Nie uświadczymy tam silnie nacechowanych emocjonalnie felietonów, mocnych, kontrowersyjnych opinii czy jakiegokolwiek innego powodu do wywołania zażartych dyskusji. Czyli tego wszystkiego, co w formatach blogowych jest… po prostu codziennością.

Im mocniejsza opinia, tym bardziej zajadła reakcja w komentarzach. Komentujący są w stanie walczyć do śmierci swoich klawiatur o to, czyja racja jest “najmojsza”, a merytoryczne wymiany zdań są niezwykle rzadkim zjawiskiem.

Powtórzę jeszcze raz za Wojtkiem Pietrusiewiczem – “Komentowanie, wbrew powszechnej opinii, jest przywilejem, a nie prawem, niezależnie gdzie to robicie”.

Ogromnie życzyłbym sobie, żeby każdy komentujący miał to gdzieś z tyłu głowy za każdym razem, kiedy naciska enter, by dodać komentarz.

 

*Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement