Jeśli nie HBO to co?

Felieton/Blog Forum 22.03.2015
Jeśli nie HBO to co?

Jeśli nie HBO to co?

Tekst został pierwotnie opublikowany na Blog Forum Spider’s Web.

Premiera piątego sezonu “Gry o tron” zbliża się wielkimi krokami a wraz z nią premiera usługi HBO Now, gdzie za stałą opłatą uzyskamy dostęp do wszystkich treści wyprodukowanych przez HBO. Nie do końca my, bo Amerykanie, a cena usługi podana jest w dolarach a nie złotówkach i zapewne przez dłuższy czas tak pozostanie. I nie jest to jedyna usługa, której nie ma w naszym kraju: Netflix, Hulu Plus, Amazon Prime to tylko kilka przykładów. Pojawienia się tych usług w Polsce wyczekujemy niczym wiosny po mroźnej zimie, tylko coś ta “strumieniowa” wiosna nie chce do nas zawitać.

Dla mnie jest to oznaka, że żyjemy w Europie B, nie jesteśmy brani pod uwagę w pierwszej kolejności, gdy międzynarodowe koncerny planują ekspansję. Ale za to cieszymy się jak dzieci, gdy jakiś międzynarodowy moloch zawita w skromne polskie progi. Tak było z iTunes, Spotify, czy z ofertą Google Play. Czujemy nobilitację, że oto wielka i poważna firma zechciała łaskawie zaoferować nam swoje usługi i od teraz, równie łaskawie, będzie z nieskrywaną radością pobierać za nie pieniądze. W kwestii bycia postrzeganym jako klienci dołączamy do reszty zachodniego świata. Za każdym razem gdy widzę tę euforię, wydaje mi się że jeszcze nie wyzbyliśmy się wszystkich kompleksów dotyczących naszego pochodzenia. W dobie internetu i obecnych możliwości nie powinniśmy mieć sobie zbyt wiele do zarzucenia: jesteśmy wykształceni, mamy doświadczenie, polscy pracownicy są pożądani w wielu sektorach gospodarki. Lecz mentalnie nadal doznajemy niemal ekstazy gdy jakaś zagraniczna firma zdecyduje się wreszcie świadczyć swoje usługi w naszym kraju.

W naszym myśleniu nadal pokutuje pogląd, że to co zachodnie na pewno jest lepsze.

Ciągle napotykam na stwierdzenia że “gdyby w Polsce był Netflix, to bym nie piracił” albo “gdyby w Polsce działał Amazon to nie musiałbym zdzierać książek z chomika”. Mój pierwszy problem ze stwierdzeniami tego typu to ten, że służą one najczęściej jako usprawiedliwienie się przed innymi oraz sobą z piracenia. Drugi problem to kreowanie zachodnich firm na zbawców polskich internautów – jeśli wreszcie zostaną udostępnione ich usługi w naszym kraju, znikną wszystkie problemy, piractwo stanie się legendą a wilk będzie leżał z barankiem i zapanują miłość i pokój.

Z czego przeciętny internauta nie zdaje sobie często sprawy, to kwestia że usługi te nie są bez wad. Niestety nie ma usług idealnych, a gloryfikowanie ich do poziomu perfekcji jest zaczarowywaniem rzeczywistości. Dla przykładu na różnych blogach pojawiają się listy typu “20 filmów, które warto obejrzeć na Netflixie do końca marca”. Ale dlaczego do końca marca? A dlatego że od 1 kwietnia będą w nim niedostępne i nie wiadomo, czy jeszcze się pojawią w ofercie serwisu. “Ale jak to? Ja płacę i nie będę mógł już tego obejrzeć?” No właśnie tak, nie ma usług idealnych.

Drugi przykład to sytuacja w której tak wytęsknione przez nas firmy doją z nas kasę na potęgę: chcąc kupić film w wersji cyfrowej mamy do wyboru: wersję w standardowej rozdzielczości, wersję w HD, osobną wersję z polską wersją językową z napisami i osobną wersję z lektorem. Jeden film a płacimy cztery razy. Czujesz się zrobiony w balona? Witaj w klubie.

netflix vod

Korzystając z internetu stajemy się obywatelami świata.

Mamy dostęp do wszystkich jego dobrodziejstw, zwłaszcza tych kulturowych, kontaktujemy się z ludźmi z najróżniejszych zakątków globu, robimy zakupy na drugim krańcu świata. Jednakże gdy jakaś firma wprowadza sztuczne ograniczenia, czujemy, że zostaliśmy zepchnięci do niższej kategorii, nasze pieniądze są gorsze niż pieniądze ludzi w innych krajach. Rodzi się w nas bunt, ponieważ nikt nie chce czuć się gorzej, zawsze preferujemy porównywać się z tymi, którzy mają gorzej od nas. A w takiej sytuacji my stajemy się tymi gorszymi. Narasta konflikt trwający odkąd zaczęto używać internetu do celów komercyjnych: prawo autorskie kontra prawo kultury.

Ja osobiście stawiam na prawo kultury. Wy nie? Czyli wszystkie recenzje odcinków zagranicznych seriali, które pojawiają się na polskich portalach i blogach dzień po emisji, są pisane przez recenzentów legalnie odbierających amerykańskie i brytyjskie kanały oraz opłacających kanały kablowe. A wszystkie recenzje pełnego trzeciego sezonu “House of Cards”, które pojawiły się końcem lutego na tych samych portalach i blogach to jak rozumiem dzięki szybkiej akcji nc+? To świetnie, bo już się bałem, że nie daj Bóg oglądacie dzięki piratom.

Do wspomnianych przeze mnie prawa autorskiego i kultury dodałbym jeszcze prawo konsumenta.

To ja jako konsument decyduję na co wydam moje pieniądze. Jeśli nie mam żadnej alternatywy to zapłacę piratom aby uzyskać dostęp do interesujących mnie materiałów. Jak pokazał sukces serwisów strumieniujących muzykę, Polacy chcą płacić za dobre usługi z dobrą zawartością. Skoro potrafimy zapłacić za konto premium w pirackim serwisie, czy kupować wirtualną walutę w grach mobilnych to nie będzie problemem przekonanie do wydania tych pieniędzy w legalnym serwisie. Mając w ręku świetną, a w dodatku legalną, usługę z dobrą zawartością, mało kto będzie chciał piracić. Naturalnie znajdą się osoby, które nigdy nie będą płacić za treści w internecie i jak jedna z osób w materiale Karola będą mówić że “skoro płacę za internet to chociaż filmy mam za darmo”. Polska jest dużym rynkiem, nadal czekamy na wejście kilku światowych serwisów, póki co dajemy zarobić piratom, moglibyśmy dać zarobić tym serwisom, gdyby tylko chciały.

Ja natomiast chcę się czuć jak obywatel świata, nie życzę sobie być dyskryminowanym z powodu mojego miejsca zamieszkania czy dlatego, że płacę w złotówkach, a nie w euro czy dolarach. Jeśli jakaś firma nie chce pieniędzy, które jestem chętny jej zapłacić, to jest to jej problem. Póki co będę korzystał z usług piratów ale legalnie, bo na to pozwala mi polskie prawo: bym nie czuł się gorzej z racji tego, że jestem Polakiem. A jeśli dana firma zdecyduje się łaskawie udostępnić swoje usługi w naszym pięknym kraju, to pomyślę dwa razy czy rzeczywiście ich usługi są tak wspaniałe jak głosi ich marketing i czy nie lepiej skorzystać z oferty konkurencji, która w niedługim czasie zawita po śladach mojego wytęsknionego dostawcy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement