Przykro mi Google, ale nie powierzę ci swoich rachunków

Felieton/Bankowość 26.03.2015
Przykro mi Google, ale nie powierzę ci swoich rachunków

Przykro mi Google, ale nie powierzę ci swoich rachunków

Wielki brat naszych czasów znalazł nowy pomysł na biznes – własne okienko pocztowe, w którym będziesz mógł zapłacić rachunki. Ja jednak wolałbym do tego okienka nie podchodzić.

Jak donosi serwis Recode, Google pracuje nad usługą o roboczej nazwie “Pony Express”, czyli własną wersją okienka pocztowego do robienia opłat. Oczywiście mowa tu o okienku cyfrowym, na poczcie Gmail. Według raportu, gigant z Mountain View rozpoczął współpracę z największymi amerykańskimi firmami, by umożliwić klientom płacenie za rachunki z pominięciem konta bankowego, prosto z poziomu poczty.

Google niczym bank pocztowy

W praktyce ma to wyglądać tak, iż klienci nie będą już musieli wykonywać tradycyjnego przelewu, przepisując dane z faktury wysłanej na maila. Google chce, żeby wystarczyło jedno kliknięcie, by opłacić nadesłany rachunek. Przychodzi faktura, klikasz “zapłać” i z pomocą przelewu lub karty płatniczej odpowiednia kwota ląduje pod adresem wskazanym w fakturze.

Dodatkowo wszystkie rachunki trzymane będą w osobnej zakładce, więc zawsze będziemy mieli do nich łatwy dostęp i nigdy nie pogubimy się w historii płatności. Beta-testy nowej funkcji Gmaila mają się rozpocząć jeszcze w tym roku.

nowy gmail 5-0

Teoretycznie na tym układzie wszyscy wygrywają – konsumenci otrzymują prostotę obsługi, uporządkowaną historię rachunków i możliwość ich płacenia w każdym miejscu, i czasie, a Google zarabia miliardy, pobierając prowizje od każdej takiej płatności.

W tej utopii tkwi jednak jeden haczyk – raport, na który powołuje się Recode nie wspomina ani słowem o roli banków w tych płatnościach. Na tę chwilę wszystko wskazuje na to, iż Google próbuje rozegrać karty z pominięciem instytucji finansowych. A to może skończyć się katastrofą.

Wygoda vs bezpieczeństwo

Niezależnie od tego, co myślimy o międzynarodowej bankowości i sposobie, w jaki te instytucje operują, nie można im odmówić jednego – banki dbają o bezpieczeństwo swoich klientów.

Rygorystyczne systemy weryfikacji, hasła, PIN-y i bogata sieć zabezpieczeń wewnątrz samych systemów informatycznych banków, plus do tego rozległe regulacje prawne – choć na co dzień bywają nieco uciążliwe, to jednak gwarantują poczucie, że środki nie znikną nam nagle z konta.

Czy taki sam poziom bezpieczeństwa transakcji będzie w stanie zapewnić Google? Szczerze w to wątpię.

Można polemizować, że przecież już dzisiaj oddajemy gigantowi w posiadanie numery naszych kart kredytowych, trzeba jednak pamiętać, że na mocy prawa międzynarodowego taki sklep Play nie może przechowywać danych o naszej karcie, a jedynie cztery ostatnie cyfry. Reszta zabezpieczeń w dalszym ciągu należy do operatora karty.

Co innego w kwestii przelewów – czy dając Gmailowi dostęp do naszego konta bankowego w celu wykonania przelewu, możemy mieć pewność, że trafi on na właściwy adres?

iphone apple pay

Google nie jest zresztą pierwszą firmą, która próbuje nas przekonać, że bank nie jest nam w zasadzie do niczego potrzebny

Coraz więcej firm i usługodawców chce zarządzać naszymi finansami. Każdy operator telefonii komórkowej ma już na swoim podorędziu bank, energetykę czy telewizję. W świecie tech również coraz więcej marek przedstawia swoją wizję na przyszłość płatności.

Nie trzeba szukać daleko. Apple i Samsung zaprezentowały swoje usługi Pay, które (w przypadku Apple) już cieszą się dużą popularnością, pozyskując coraz więcej partnerów na całym świecie, i zdobywając zaufanie klientów. Na razie jednak obydwie usługi zarządzają środkami z naszych kart płatniczych, w dalszym ciągu z pośrednictwem banku, czy operatora karty.

Ile jednak czasu potrzeba, aby ktoś stwierdził, że można by się pozbyć “zbędnego” półśrodka? Moim zdaniem niewiele. W końcu gra toczy się o pieniądze – nie tylko te pobierane z kont klientów, lecz także te, które trzeba płacić w postaci akcyz i akredytacji bankom, za ich pośredniczenie w realizacji płatności. Jednostkowo mogą to być niewielkie kwoty. Patrząc sumarycznie, profity są gigantyczne.

Wolę nie wrzucać moich pieniędzy do jednego worka z selfie

Nie ma jednak wątpliwości, że przyszłość płatności mobilnych grawituje właśnie w tym kierunku. Choć w Polsce nadal kojarzymy je w większości po prostu z aplikacją bankową, ewentualnie z usługami takimi jak IKO, to w krajach, gdzie cyfryzacja postępuje nieco szybciej, powszechne jest już w wielu miejscach płacenie telefonem.

Dodatkowo smartwatche rosną w siłę, a Apple zaprezentowało już implementację Apple Pay do swojego nadchodzącego Watcha. Zbliża się era, gdy nie trzeba będzie już zabierać portfela na zakupy, ani nawet smartfona – wystarczyć będzie urządzenie na nadgarstku.

paywall

Tempo, w jakim postępują zmiany podświadomie wymusza pytanie… do czego za 20 lat będę potrzebował banku? Skoro nawet Facebook umożliwia mi już przelewanie pieniędzy bezpośrednio przez Messengera, który niedługo może się przerodzić w gigantyczną platfomę wspierającą e-commerce, to co zostanie mi do zrobienia za pośrednictwem mojego konta?

Jeżeli producenci sprzętów technologicznych nawiążą bezpośrednie współprace z sieciami sklepów i usługodawców, może się okazać, że do tych tradycyjnych instytucji zachodzić będziemy tylko po to, żeby się zadłużyć.

Osobiście jednak wolałbym, żeby w tym zakresie postęp nieco zwolnił

Nie zrozumcie mnie źle – cieszę się, że wszystko wskazuje na to, iż w ciągu najbliższych lat technologia wyprasuje jeszcze więcej niedogodności współczesnego życia. Jestem niesamowicie podekscytowany perspektywą, że już niedługo będę mógł wyjść z domu wyłącznie z zegarkiem na ręku i nie martwić się, że nie mam przy sobie pieniędzy.

Boję się tylko powierzać swoje rachunki firmom, które nie słyną z przesadnego dbania o prywatność i bezpieczeństwo swoich użytkowników. Zbyt ciężko pracuję na chleb, żeby bezrefleksyjnie oddawać zarobione pieniądze w pośrednictwo Facebooka, Google’a czy innego Apple’a.

Co by nie mówić o bankach i ich niedogodnościach – to wciąż instytucje cieszące się ogromnym zaufaniem społecznym. W każdym razie nieporównywalnie większym, niż potentaci branży tech.

Dopóki ci ostatni nie przekonają mnie, że mogę im w pełni zaufać, dopóty będę znosił kilka dodatkowych kroków przy opłacaniu rachunków i nie rozstawał się z portfelem. 

*Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock

 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement