Microsoft wpycha nam chmurę do gardeł i… to działa!

News/Technologie 13.03.2015
Microsoft wpycha nam chmurę do gardeł i… to działa!

Microsoft wpycha nam chmurę do gardeł i… to działa!

Redakcja Business Insidera nieoficjalnymi drogami dotarła do najważniejszych danych dla Microsoftu. Danych na temat wykorzystania jego najważniejszego produktu, jakim jest Azure. Sytuacja nie wygląda tak dobrze, jak Microsoft nam przedstawia, choć Cloud OS jest zdecydowanym strzałem w dziesiątkę.

Już Steve Ballmer wiedział, że czasy hegemonii Windowsa nie tylko są już za nami, ale najprawdopodobniej już nigdy nie wrócą. Przynajmniej nie w przewidywalnej przyszłości. Konkurencja znalazła duże luki w fortyfikacjach Microsoftu i wkroczyła na rynek pełną parą, czyniąc Windowsa systemem niezbędnym co najwyżej w firmach.

Ballmer potrzebował produktu zupełnie nowego, z zupełnie innej kategorii niż sam Windows. Zapewnił mu go Satya Nadella, wraz z platformą Cloud OS, a więc Azure, SQL Server i Windows Server. Dzięki ciężkiej pracy Nadelli Microsoft błyskawicznie stał się wiodącym graczem na rynku przetwarzania w chmurze, a współpracujący bezbłędnie z produktami konkurencji Azure stał się symbolem wielkich zmian w Microsofcie (a także awansował Nadellę na nowego dyrektora generalnego tej firmy).

CHMURA CLOUD

Azure jest dziś fundamentem Microsoftu, o który ten opiera wszystkie swoje usługi. Jest też polisą ubezpieczeniową firmy, na wypadek gdyby Windows i Office przestały być ludziom potrzebne. Nie jest to jednak tak spektakularny sukces, jak dotąd nam wpajano. Microsoft potraktował walkę o serca szefów korporacji bardzo dosłownie: nieraz sięgając po nie przez ich przełyk.

Ile podmiotów ma konta Azure? A ile tak serio z nich korzysta?

Jest różnica pomiędzy zarejestrowaniem się w usłudze, a faktycznym jej wykorzystaniu. Co z tego, że Microsoft daje Office’a 365 praktycznie każdemu kto o to poprosi, skoro i tak potem ów ktoś korzysta z innej usługi. To nie jest dla Microsoftu żadne zwycięstwo. Istotna jest dla Microsoftu, i dla inwestorów, konsumpcja owej chmury. Bo dopiero z owej konsumpcji pochodzą realne zyski (czas przetwarzania, objętość danych, dodatkowe aplikacje i usługi, itd.)

Microsoft próbuje więc starej, dobrej sztuczki, znanej z dawnych czasów: pierwsza działka od dilera jest za darmo, a raczej z wielkimi zniżkami. Podejście to, według zdobytych danych, sprawdza się bardzo dobrze w przypadku Office’a 365 i dlatego też wprowadzono je również do Azure: pierwszy okres użytkowania jest bardzo tani lub wręcz darmowy, a handlowcy Microsoftu oferują zniżki, bonusy i inne dodatkowe korzyści w zamian za konsumpcję zasobów chmury.

Efekty? W ubiegłym roku ponad 60 procent użytkowników Azure zdecydowało się wykupić dodatkowe, płatne usługi. Azure dodatkowo też stymuluje sprzedaż Office’a 365, choć nikt do końca nie rozumie dlaczego, bowiem rabaty w zamian za Azure dotyczą głównie systemów Windows czy SQL Servera.

cloud computing chmura obliczeniowa

To była bardzo ryzykowna gra, bowiem po ewentualnym fikcyjnym wzroście liczby użytkowników (darmowe zasoby Azure na początek) nastąpiłby równie gwałtowny spadek (brak wdrożeń po testach). Ballmer i Nadella zagrali więc chmurą w pokera. I wygrali.

Skala zwycięstwa?

Od 2011 roku wpływy z Azure przekroczyły miliard dolarów. Składa się na to trzy tysiące korporacji, choć nie jest jasne ile z nich w tym okresie ową chmurę konsumuje, a ile, po ewaluacji, ją porzuciło. Znamy tylko dane z rynku amerykańskiego: jedna na trzy korporacje pozostała przy chmurowym rozwiązaniu Microsoftu, reszta pozostała z Amazonem lub stwierdziła, że nie potrzebuje Cloud OS. To są jednak dane z przeciągu czterech lat, a warto podkreślić, co również wynika ze zdobytych danych, że Azure odnotował eksplozję popularności w roku ubiegłym, w którym dwie na trzy korporacje pozostały w ramionach giganta z Redmond.

cloud computing, chmura

Microsoft zdaje sobie sprawę, że konsumpcja jego chmury przez korporacje, a także przez mniejsze przedsiębiorstwa, jest kluczowa. Dlatego też wywiera olbrzymią presję na swoim dziale sprzedaży, by ten nie tylko „podpinał” kolejne podmioty do Azure, ale również powodował, że nowi klienci faktycznie z tej chmury korzystali. Sprzedawcy są nagradzani wyłącznie wtedy, gdy klient zaprzęga Cloud OS do pracy. I to, wydaje się, przynosi efekty.

Efekty dużo gorsze, niż sugerowano nam i inwestorom. Azure cieszy się znacznie mniejszym powodzeniem, niż wynika to ze słów przedstawicieli Microsoftu na przeróżnych konferencjach. Skala odrzuceń jest ogromna. Nie można jednak zignorować faktu, że Azure faktycznie generuje olbrzymie przychody a gambit Nadelli i Ballmera przyniósł efekty. Przyszłość Microsoftu, właśnie dzięki Azure, jest bezpieczna.

Czego nie można powiedzieć o Windows.

* Ilustracje pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji