Shadow Realms to ofiara której EA nie boi się ponieść. Wydawca gier zmienia się na lepsze

Felieton/Gry 12.02.2015
Shadow Realms to ofiara której EA nie boi się ponieść. Wydawca gier zmienia się na lepsze

Shadow Realms to ofiara której EA nie boi się ponieść. Wydawca gier zmienia się na lepsze

Można ich nie cierpieć. Można mieć za złe wiele wcześniejszych decyzji. Można im wypominać kłamstwa, popędzanie deweloperów i niszczenie wspaniałych marek. Prawda jest jednak taka, że EA się zmienia. Zmienia się nie do poznania. Shadow Realms jest tego najlepszym przykładem. Dzisiaj to Ubisoft zasługuje na miano rozczarowującego wydawcy, z kolei Elektronicy nie wahają się poświęcić własnego tytułu, jeżeli ten nie wybija się ponad przeciętność.

„Przeciętność”, „nijakość” czy „powtarzalność” to hasła-klucze współczesnej branży gier. Kamień węgielny pod takie postrzeganie rynku interaktywnych produkcji położyło właśnie EA. Wydawca dał wzór innym gigantom, pokazał im jak się to robi – co roku nowa odsłona tej samej serii, z mnóstwem DLC i minimalnym wkładem własnym. Need for Speed, Battlefield, FIFA, The Sims – przykładów można mnożyć. Bardzo szybko podobną drogą podążyło Activision, a od niedawna również Ubisoft.

TheSims3Screen1

Moja lista zarzutów do EA jest bardzo długa, podobnie zresztą jak większości graczy. Jednak tylko ślepiec nie zauważy, że w Electronic Arts doszło do olbrzymich zmian w zakresie polityki wydawniczej.

Popędzanie BioWare przy produkcji Dragon Age 2 skutkujące powstaniem rozczarowującego średniaka. Przyzwolenie na okłamywanie graczy przez studio Maxis w kwestii trybu offline dla SimCity. Zniszczenie takich kultowych marek jak Dungeon Keeper czy Medal of Honor. Karmienie posiadaczy PS Vita co roku tą samą FIFĄ, ze zmienionym numerem i składami. Wycinanie kodu z takich serii jak Mass Effect i sprzedaż go w formie oddzielnego DLC – lista „grzechów” EA jest naprawdę długa i zgaduję, że większość z was miałaby tutaj coś do dodania.

Czuć jednak, że w EA zaczynają się zmiany. Rozpoczyna się coś wielkiego. Coś trwałego i permanentnego. Już wcześniej gigant podejmował próby ocieplenia wizerunku. O ile jednak Elektronikom udawało się osiągnąć pozytywny efekt,  ten bardzo szybko został zakopywany większą liczbą irracjonalnych, bezczelnych posunięć. Dzisiaj jest inaczej. Electronic Arts stosuje zupełnie nową politykę wydawniczą. Jestem przekonany, że ta w przeciągu kilkunastu następnych miesięcy znajdzie swoje pozytywne odbicie w jakości samych gier. Ba, w zasadzie to już znajduje.

simcity 3

Po otrzymaniu nagrody za najgorszą amerykańską firmę 2013 roku w EA zdano sobie sprawę, że trzeba coś zrobić. Zmiany dotknęły polityki wydawniczej oraz kontroli jakości.

Najlepiej widać to na przykładzie Dragon Age: Inkwizycja. BioWare dostało nieograniczony czas na stworzenie ostatniej odsłony trylogii. Efekt? Najlepsza gra cRPG całego 2014 roku, z zawartością na około 160 godzin, dodatkowym trybem wieloosobowym oraz brakiem jakichkolwiek DLC. Więcej przykładów? Proszę bardzo. Zjadająca własny ogon, corocznie wydawana seria Need for Speed nie pojawiła się od dłuższego czasu. Powodem jest oczywiście wysoka jakość produktów konkurencji oraz czas potrzebny na skonstruowanie nowych założeń.

Weźmy pod lupę Star Wars: Battlefront. Po przejęciu marki przez Disney’a wydanie „Battlefielda w świecie Gwiezdnych Wojen” siłą rzeczy gwarantuje zyski. Poziom napięcia i oczekiwania na nowe filmy jest przecież olbrzymi. Mimo tego DICE dostało tyle czasu, ile tylko potrzebuje na stworzenie świetnej sieciowej strzelaniny. W międzyczasie markę Battlefield przejęło Viscreal Games, które… no właśnie, również dostało od EA dodatkowe pół roku na dopieszczenie kodu po tym, jak wersja beta tytułu nie przypadła do gustu graczom.

battlefront

Przesuwanie premier, ofiarowanie darmowych gier na platformie Origin, świetna usługa EA Access dla Xboksa One, koncentracja na jakości kodu – to nowe, znacznie bliższe mojemu sercu Electronic Arts. Wydawca nie boi się wyrzucić do kosza gry w wersji beta, o ile ta nie cechuje się odpowiednią jakością i grywalnością. Shadow Realms jest tego najlepszym przykładem.

Kiedy przeczytałem o anulowaniu Shadow Realms przez BioWare, byłem w szoku. Zawsze sądziłem, że EA jest w stanie zrobić wszystko, aby przepchnąć butem projekt w tak zaawansowanym stadium.

Shadow Realms było przecież w fazie beta. Nad grą BioWare dłubano długimi miesiącami, o ile nie latami. Pieniądze pracowników studia pochodzą z kolei od EA – wydawcy, który kupił BioWare kilka lat temu. Electronic Arts dało więc zgodę na anulowanie projektu, na który łożyło pieniądze przez bardzo długi okres czasu. Powód? Najprawdopodobniej nieobecność efektu *wow*, którego zabrakło edycji gry przeznaczonej dla mediów.

shadow realms 2

Zostałem zaskoczony. W tym pozytywnym sensie. Doszło do anulowania projektu ze względu na jego niską jakość oraz opinie osób, które miały już do czynienia z tytułem. Najpierw EA przełożyło premierę Shadow Realms na bezpieczny i odległy 2017 rok. Kiedy jednak w BioWare doszli do wniosku, że w projekcie nie drzemie tak wielki potencjał, tytuł postanowiono definitywnie anulować. Nawet pomimo rozpoczęcia akcji marketingowej, pierwszych zwiastunów oraz reklam z żywymi aktorami. Jestem pod wrażeniem.

Cieszy mnie, że Electronic Arts schodzi ze szczytu niechęci graczy, na który wspina się aktualnie francuski Ubisoft. EA ma wiele kapitalnych marek pod skrzydłami i pierwszy raz czuję, że będzie o nie odpowiednio dbało.

Nie wiem jak wy, ale ja jestem w stanie ofiarować Elektronikom swój kredyt zaufania. Zabawne, jeszcze kilka miesięcy temu takie zdanie nie przeszłoby mi przez klawiaturę. Star Wars: Battlefront, Mirror’s Edge 2, nowe Mass Effect – to wszystko tytuły które naprawdę chcę ograć i nie mogę się doczekać ich premier. O ile kolejne odsłony Assassin’s Creed są mi całkowicie obojętne, tak na seriach EA z chęcią położę ręce. Ku mojemu zdumieniu czuję wręcz, że nie mogę się ich doczekać.

ea

Jeżeli Shadow Realms było konieczną ofiarą, aby jakość gier EA wyróżniała się na tle konkurencji – nie będę płakał po tym tytule. Z chęcią stanę przy ofiarnym ołtarzu, na którym kapłani Elektroników pozbyli się Shadow Realms, zapomnieli o Need for Speed czy przesunęli premierę Battlefielda. Z perspektywy wcześniejszych działań giganta wygląda to jak czarna magia, ale czuję, że tym razem ogromny wydawca idzie w dobrym kierunku. Branża gier stanęła na głowie.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement