Przybić „pionę” z Bransonem

Artykuł/Blog Forum 09.02.2015
Przybić „pionę” z Bransonem

Przybić „pionę” z Bransonem

Tekst ukazał się pierwotnie na Blog Forum Spider’s Web.

Nieformalna atmosfera i kultura pracy niewiele przypominająca korporacyjne standardy – to równie mocno przyciąga nowych pracowników do startupów, jak perspektywa rozwoju, pracy przy czymś (przynajmniej teoretycznie) przełomowym, darmowego lunchu i świetlanej przyszłości finansowej.

Z innowacjami, bezpłatnym jedzeniem i wspaniałymi zarobkami bywa różnie. Natomiast w miarę płaska struktura zarządzania i luźna atmosfera w biurze jest w przypadku przedsięwzięć określanych – często niestety na wyrost – startupami niemal na porządku dziennym. Ba! Większość z nich czyni z niej jeden ze swoich najpotężniejszych atutów. Nie mam racji? Spójrzcie na strony z ogłoszeniami rekrutacyjnymi tych firm: więcej tam zwykle zdjęć z firmowych spotkań i wyjazdów, rozgrywek koszykówki i grupowych portretów roześmanych ludzi w stołówce, niż ofert pracy. Ale mniejsza o to.

Klient w krawacie

„Pracownik w krawacie jest mniej awanturujący się” – parafrazując znany cytat z kultowego „Misia” – to maksyma, która zdaje się być podstawą współczesnego dress-code obowiązującego w „poważnych” firmach. Men’s Health: „Garnitur może zapewnić ci awans w pracy”, „Garnitur jest niezbędny (…) do godnego reprezentowania firmy, w której pracujesz”, „Mężczyzna (w garniturze) zdaje się mówić: wiem kim jestem, na co mnie stać i zasługuję na tę posadę”. I tak dalej.

Ogólnie rzecz ujmując: człowiek ubrany elegancko – mam tu na myśli tradycyjne pojmowanie elegancji – jest postrzegany jako bardziej kompetentny i godny zaufania. Słusznie? Wszystko zależy od sytuacji. Trudno raczej wyobrazić sobie, żeby pracownik banku z „pierwszej linii frontu” obsługiwał klienta w rozciągniętym t-shirtcie. Ale też nie widzę powodu, dla którego w tym samym banku księgowy, który w życiu nie wychyla się „na światło dzienne” musiał non-stop chodzić w nienagannie skrojonym garniturze. Oczywiście pojawia się jeszcze kwestia szacunku wobec zarządu firmy, ale… czy naprawdę strój świadczy o umiejętnościach?

biznes android

No właśnie. To różni większość startupów od typowych korporacji: wartość pracownika mierzy się jego kompetencjami, a nie ceną garnituru, kolorem krawata albo oślepiającym blaskiem bijącym od perfekcyjnie wypastowanych butów. Żeby było jasne: nie próbuję przez to powiedzieć, że chodzenie w podartych spodniach i poplamionej koszuli jest w porządku. Ale nie w tym rzecz.

Cały ten przydługi wywód zmierza do czegoś innego: jak się witać?

Żółwik brachu

Pewny uścisk dłoni – to podstawa. Zwykle w „startupowej kulturze” nikt od nikogo nie wymaga podawania dłoni zgodnie z wszelkimi kanonami savoir-vivre’u, przyjęło się jednak powszechnie, że wszelkie „piąteczki” i „żółwiki” są dobre dla małolatów i tych, co „naoglądali się amerykańskich filmów”. Mam rację? Na pewno ktoś zaprzeczy, bo o ile w korporacjach ta zasada jest konsekwencją restrykcyjnego dress-code, o tyle w mniejszych firmach i startupach właśnie – najważniejsze są dobre relacje w zespole. „Piątka” czy „graba”, to nie ma znaczenia. Ale spróbujcie tę zasadę przenieść na nieco szersze wody, na przykład przywitać się tak z szefem (o ile nie jest kolegą z liceum albo szwagrem) czy potencjalnym kontrahentem (o ile od małego nie pijacie razem wódki czy innego kakao).

Richard Branson ma na ten temat inne zdanie. Ten bardzo znany i jeszcze bardziej ekscentryczny miliarder i jedna z najważniejszych ikon światowego biznesu napisał dziś: „Wciąż ściskam dłonie z mnóstwem ludzi, ale kiedy to tylko możliwe wolę przybić piątkę albo „żółwika”. Z jakiś powodu uważa się, że pewny uścisk dłoni oznacza silną wolę, a nawet jest oznaką męskości. W efekcie często kończę ze zmiażdżonymi palcami”.

Branson zapewne może sobie pozwolić na takie zachowanie. Ale facet, jakkolwiek „pokręcony” by nie był, wyznacza globalne trendy w biznesie. Jeśli mówi, że coś się sprawdza, to być może nie ma racji dziś, ale za parę lat okaże się, że trzeba go było posłuchać. To gość, który prowadzi swoje firmy w sposób niekonwencjonalny i którego styl zarządzania dla wielu stanowi nieustające źródło inspiracji.

branson

Oczywiście Branson, jakiego znamy z publicznych wystąpień czy wpisów na oficjalnym blogu, to bez cienia wątpliwości w dużej mierze „kreacja medialna”. Nie przypuszczam, żeby szeregowi pracownicy na przykład polskiego oddziału Virgin Mobile mieli prawo do – tak lansowanego przy każdej możliwej okazji przez Bransona – nielimitowanego urlopu na życzenie czy żeby nie obowiązywał ich (przynajmniej tych, którzy mają bezpośrednią styczność z klientem) dress-code. Chociaż może się mylę, nie miałem okazji tego sprawdzić.

Tak czy inaczej, zdaniem ekscentrycznego przedsiębiorcy, przybicie „żółwika” albo „piątki” „jest mniej formalne, bardziej zabawne i wydaje się wywoływać uśmiech na twarzach ludzi”. To jest ważne, bo dawno już udowodniono, że pracownik zadowolony i mniej spięty, to pracownik po prostu o wiele wydajniejszy. Lepszy, innymi słowy.

Wiedzą to w wielu startupach. Wie to Sir Richard Branson. Nie wiedzą tego „wygajerowani” i „wyżelowani” menedżerowie najniższego szczebla, którzy ledwo awansowali z szeregowych stanowisk na pozycje wszelkiej maści „superwizorów”.

Branża szeroko pojętych nowoczesnych technologii – w tym IT – jest pod tym względem uprzywilejowana. Tu liczą się przede wszystkim umiejętności, zdolność łamania utartych schematów i skłonności do bujania w futurystycznych marzeniach. Mamy myśleć o tym, jak rozwiązywać współczesne i przyszłe problemy cywilizacji, a nie stroić się w piórka i konserwować pokryte lekką patyną reguły i zwyczaje z czasów pierwszej maszyny parowej. Mamy zmieniać świat, a nie walczyć o utrzymanie jego obecnego status quo. To, jak się będziemy witać, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia, ale świetnie pokazuje kluczową cechę największych wizjonerów biznesu: pęd do łamania wszelkich konwencji, bez względu na to to, jak zareagują inni.

Swoją drogą: ZUS i polski rząd próbują za wszelką cenę ukrócić plagę nadużywania L-4. Może tu też trzeba posłuchać Bransona? Wszak – na co również zwraca uwagę kontrowersyjny miliarder – przez „piąteczkę” przenosi się pięć razy mniej niebezpiecznych dla zdrowia bakterii niż przez tradycyjny uścisk dłoni.

 

* Zdjęcie główne: WikiMedia – NASA na licencji Public Domain, zdjęcie drugie pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement