Apple i Google robią przeglądarkom dokładnie to, co dekadę temu Microsoft

News/Technologie 26.02.2015
Apple i Google robią przeglądarkom dokładnie to, co dekadę temu Microsoft

Apple i Google robią przeglądarkom dokładnie to, co dekadę temu Microsoft

Standardy swoje, a Internet Explorer swoje. Przez lata Microsoft utrudniał życie programistom, wykorzystując pozycję siły i narzucając swoje zamknięte rozwiązania, funkcjonujące u większości internautów. Teraz świat staje na głowie.

Internet Explorer był zmorą dla właściwie wszystkich i nie ma w tym krzty przesady. To niestabilna, źle zabezpieczona przeglądarka, która ignorowała z premedytacją wyznaczone standardy webowe. Czemu z premedytacją? To bardzo proste: jeżeli twój produkt dostępny jest na komputerach przytłaczającej większości odbiorców i realizuje swoje funkcje w sposób konkurencji nieznany, w zamian nie obsługując otwartych standardów, to deweloperzy muszą optymalizować swoje witryny internetowe pod ten produkt. W efekcie witryny internetowe najlepiej działały pod Internet Explorerem. Nie dlatego, że był lepszy. Dlatego, bo tak trzeba było robić.

Na szczęście Firefox zmienił to wszystko. Alternatywne przeglądarki zaczęły rosnąć w siłę i Microsoft musiał zmienić swoje podejście. Dziś Internet Explorer jest szybką, bezpieczną, szanującą webowe standardy przeglądarką, choć nikogo to już nie obchodzi. I powoli staje się tym, czym Netscape Navigator był w czasach dominacji Google Chro… znaczy się, Internet Explorera.

Spór o Pointer Events

24 lutego konsorcjum World Wide Web, zajmujące się standaryzacją witryn internetowych, przyjęło i zatwierdziło propozycję nowego standardu o nazwie Pointer Events. To w teorii oznacza, że wszystkie przeglądarki, szanując wytyczne W3C, wprowadzą tę technikę do swoich silników renderujących. Google i Apple postanowili jednak iść własną ścieżką.

galaxy note ii stylus

Pointer Events rozwiązuje problem HTML5, jakim jest opracowanie go przede wszystkim z myślą o urządzeniu wskazującym typu myszka. Jeżeli deweloper chce zoptymalizować swoją witrynę również pod obsługę za pomocą palca czy rysika, musi samodzielnie optymalizować kod również i pod te interfejsy, rozbudowując „niepotrzebnie” skrypty i wpływając na objętość witryny i jej responsywność. Odpowiedzią na ten problem jest moduł Pointer Events.

Jest tylko jeden problem, dla niektórych nie do zniesienia. To otwarte, rozwiązujące niedogodności deweloperskie rozwiązanie zostało wypromowane przez Microsoft. A to oznacza, że mimo zatwierdzenia i aprobaty ze strony W3C, konkurencja zaczyna kręcić nosem.

Apple nie zapowiada wprowadzenia obsługi Pointer Events do Safari. Z kolei Google w swoim Blinku, wykorzystywanym w Chrome i Operze, zamierza nadal stosować własne rozwiązanie o nazwie Touch Events, które tylko częściowo realizuje założenia Pointer Events.

tablet

Mozilla jest już w trakcie wdrażania Pointer Events do Firefoxa. Obsługują je również Internet Explorer i „Spartan”.

Decyzje, decyzje, decyzje

Twórcy stron internetowych mają teraz trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony mają otwarty, uznany standard, do którego powinni się dopasowywać. Z drugiej strony mają tabelki z udziałami rynkowymi i dynamiką zmian, z której jasno wynika, że trzeba dbać przede wszystkim o użytkowników WebKita i jego odmiany w postaci Blink. Nie microsoftowego Tridenta. Łatwo przewidzieć co wybiorą.

W efekcie Safari, Opera i Chrome, których udziały cały czas się zwiększają, a nie konsorcjum W3C, będą dyktować jak pisać strony internetowe. Firefox i „Spartan” rzadko kiedy będą miały okazję wykazać się obsługą Pointer Events, bo mało kto wybierze rozwiązanie nieobsługiwane w popularnych przeglądarkach internetowych.

Kto by pomyślał, że twórcy ActiveX znajdą się w takim położeniu, jak teraz…

 

*Niektóre ilustracje pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji