Nexus 6, czyli rozmiar to nie wszystko – recenzja Spider’s Web

Recenzja/Technologie 06.02.2015
Nexus 6, czyli rozmiar to nie wszystko – recenzja Spider’s Web

Nexus 6, czyli rozmiar to nie wszystko – recenzja Spider’s Web

Kiedy w sieci pojawiły się pierwsze plotki na temat Nexusa 5, który miał oferować ekran o przekątnej powyżej 5”, natychmiast spora część osób wyraziła swój sprzeciw. Ostatecznie jednak piąta generacja tej serii zadowoliła się przekątną 4,95”, która dziś jest już uważana niemal za standard. Nexus 6 raczej tego wyczynu nie powtórzy.

Nexus 5, jak dość szybko okazało się po premierze, mógł bowiem – podobnie jak 4-ka – uchodzić za pewniaka w kwestii smartfonów z Androidem. Umiarkowana cena, czysty system z gwarancjami szybkich aktualizacji, dobre podzespoły i ogólne dopracowanie projektu sprawiały, że trudno było żałować takiego wyboru.

Nawet jeśli kogoś początkowo przerażał wyświetlacz o takich rozmiarach, wystarczyło kilka dni, aby ostatecznie się do niego przyzwyczaić i cieszyć się z możliwości, jakie jest w stanie zaoferować.

W przypadku Nexusa 6 znikają jednak prawie wszystkie oczywiste zalety poprzednich generacji, na czele z przynajmniej umowną uniwersalnością i niską ceną. N6 jest po prostu wielki i drogi. Co jednak oferuje w zamian?

Specyfikacja

  • Wymiary: 159,3 x 83 x 10,1 mm
  • Masa: 184 g
  • Wyświetlacz: 5,96″ AMOLED, pojemnościowy, 2560×1440
  • Procesor: Qualcomm Snapdragon 805, czterordzeniowy, 2,7 GHz
  • Układ graficzny: Adreno 420
  • RAM: 3 GB
  • Pamięć multimedialna: 32/64 GB
  • Aparat: 13 MPX tył, 2 MPX przód
  • Łączność: GSM/GPRS/EDGE/HSPA/LTE
  • WiFi: 802.11 a/b/g/n/ac, dwuzakresowe
  • Bluetooth: 4.1 LE
  • USB: microUSB
  • SIM: nanoSIM
  • GPS: Tak, z aGPS
  • Czujniki: żyroskop, akcelerometr, kompas, barometr, zbliżeniowy
  • NFC
  • Akumulator: 3220 mAh, niewymienny, ładowanie bezprzewodowe i szybkie ładowanie
  • System operacyjny: Android 5

W polskich sklepach urządzenie w wersji 32 GB jest w tym momencie dostępne w cenie zaczynającej się od około 2400 zł.

Wygląd i budowa zewnętrzna

Ktokolwiek zastanawiał się, czy Nexus 6 faktycznie jest duży, powinien natychmiast porzucić swoje wątpliwości. Bez dwóch zdań najnowszy telefon Motoroli i Google jest gigantem, nawet jeśli poprzednim telefonem, jaki mieliście w rękach był np. najnowszy Note. Note, który dla wielu osób znajduje się już zdecydowanie poza strefą komfortu.

Już nawet same suche parametry są w stanie powiedzieć nam dokładnie z czym mamy do czynienia i w tym przypadku nie należy ich lekceważyć, mówiąc, że to tylko kilka mm w tę czy inną stronę. Tutaj ma to naprawdę spore znaczenie.

Dodatkowy cal przekątnej w porównaniu do poprzedniej generacji przełożył się na gwałtowny wzrost wymiarów Nexusa w tak naprawdę każdym kierunku. N6 jest od poprzednika o ponad 2 cm (!) wyższy, o prawie 1,5 cm (!) szerszy, a podzespołów i pojemnego akumulatora nie udało się nawet zamknąć w równie cienkiej obudowie. Zamiast 8,6 mm mamy tutaj 10,1 mm.

Motorola Nexus 6 40

Ten ostatni wynik nie jest być może szczególnie kiepski, ale w dobie ultracienkich telefonów może odrobinę dziwić. Grunt jednak, że w zamian za nieco grubszą obudowę otrzymujemy coś konkretnego – chociażby bardzo wydajny akumulator, zamiast ładnego smartfonu, który trzeba ładować dwa razy dziennie.

Swoimi rozmiarami Nexus 6 bije na głowę praktycznie całą phabletową konkurencję. Note 4 jest od N6 krótszy o mniej więcej 6 mm, węższy o 4 mm i cieńszy o prawie 2 mm. iPhone 6 Plus jest natomiast zaledwie o 1 mm krótszy, ale za to znów 6 mm węższy i o 3 mm cieńszy.

Tak, te wszystkie różnice to raptem zaledwie kilka mm, jednak wrażenia towarzyszące nam podczas trzymania każdego z tych urządzeń są diametralnie różne. Kluczowa jest tu oczywiście szerokość, która decyduje o tym, czy dany telefon będzie w stanie bez wyraźnego problemu i całkowicie naturalnie chwycić każdy, niektórzy, prawie nikt czy nikt.

Motorola Nexus 6 23

Niestety do tej pierwszej kategorii Nexus 6 z całą pewnością się nie zalicza. Mówiąc wprost, jest to jeden z pierwszych telefonów, w przypadku którego ze względu na rozmiar mógłbym powstrzymać się od zakupu, nawet jeśli cała reszta całkowicie by mnie w sobie rozkochała.

Kwestia tego, do której z pozostałych kategorii zakwalifikować N6 pozostaje otwarta. Nie udało mi się znaleźć w moim otoczeniu nikogo, kto stwierdziłby, że takie wymiary są dla niego komfortowe. Przyglądając się jednak opiniom chociażby z polskiej części Twittera, okazuje się, że jest całkiem sporo użytkowników, którym taki stan rzeczy nie przeszkadza, ba – wręcz odpowiada.

Motorola Nexus 6 12

Pewne jest jednak jedno – trzeba bardzo dobrze przemyśleć zakup nowego Nexusa, przede wszystkim właśnie pod kątem rozmiarów. To nie jest telefon, do którego łatwo się przyzwyczaić, ale jeśli to nie jest problemem – zdecydowanie należy uwzględniać go przy planowaniu zakupu nowego urządzenia, które może przecież zastąpić dwa – tablet i smartfon.

Tym bardziej, że nie tylko pod względem rozmiaru, ale i wygldu Nexus stara się być inny niż cała konkurencja. Podczas gdy większość producentów stawia dziś na proste, minimalistyczne bryły, operując głównie liniami prostymi i takimi samymi kątami, N6, czerpiący pełnymi garściami z projektu Moto X, wydaje się bardziej „ludzki” – cieplejszy, sympatyczniejszy, bardziej naturalny. Może nawet trochę… retro?

Pod żadnym pozorem nie można więc powiedzieć, że obudowa nowego smartfonu Google/Motoroli jest nudna. Absolutnie żaden jej element taki nie jest i można spędzić naprawdę sporo czasu, oglądając każdy detal.

Motorola Nexus 6 32

Pozbawiony przycisków front, wypełniony niemal w całości wyświetlaczem i dwoma fantastycznymi głośnikami, ochrania interesująco wygięte przy krawędziach szkło. Boczna, metalowa ramka, poprzecinana pasami anten jest odrobinę grubsza w okolicach połowy urządzenia, wyraźnie grubsza na dole, aby na górze przybrać postać nieco… bulwiastą. Tył natomiast (w testowanej wersji) wypełnia gładkie, lekko matowe tworzywo sztuczne, z logo Nexusa, wklęsłym logo Motoroli (w którym można oprzeć palec, jeśli mamy odpowiednio duże dłonie) i obiektywem aparatu otoczonym plastikowym pierścieniem, pod którym niezbyt dyskretnie ukryto dwie lampy doświetlające fotografie lub filmy.

Praktycznie cała konstrukcja telefonu broni się przed prostymi liniami wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. Wspomniane przetłoczenie w bocznych ramkach znajduje swoje odzwierciedlenie także w ukształtowaniu tylnej części urządzenia. Widoczne wybrzuszenie ma tutaj zarówno swoje wady, jak i zalety. Z jednej strony dzięki takiemu wyprofilowaniu łatwiej chwycić telefon, ale z drugiej strony, np. kiedy leży na biurku, buja się na lewo i prawo przy byle dotknięciu.

Motorola Nexus 6 31

Mówiąc w skrócie – dzieje się i to dzieje się bardzo dużo. Dla niektórych może być to sporą zaletą – smartfon jest inny niż wszystkie i ma swój rozpoznawalny styl, bez konieczności uciekania się do dziwnych zabiegów stylistycznych. Z drugiej strony, takie posunięcia mogą ograniczyć liczbę zainteresowanych zakupem telefonu – po prostu nie jest on tak uniwersalnie atrakcyjny (czy, jak twierdzą niektórzy, nijaki) jak niektórzy z konkurentów.

Ekran

Jakby na to nie patrzeć, jeśli ktoś rozważa zakup Nexusa 6, to jednym z głównych argumentów „za” jest tutaj ekran. Na szczęście N6 spełnia tu wszystkie pokładane w nim oczekiwania – wyświetlacz jest nie tylko wielki, ale też wprost bajeczny.

Już samo to, jak ekran został wpasowany w resztę obudowy robi wielkie wrażenie. Przy wyłączonym podświetleniu zlewa się on bowiem z resztą konstrukcji, tworząc obraz niezwykle spójny i elegancki. Po włączeniu podświetlenia przychodzi kolejny zachwyt – ilość „niewykorzystanego” miejsca z każdej strony – na górze, na dole i po bokach, jest niesamowicie mała. Do tego wypełniono ją właściwie do granic możliwości – pod wyświetlaczem i nad nim umieszczono głośniki oraz zestaw najbardziej niezbędnych czujników. Tak naprawdę faktycznie zmarnowana powierzchnia nie przekracza tutaj prawdopodobnie 1 cm^2.

Motorola Nexus 6 13

Biorąc pod uwagę fakt, że w podobnej (choć dużo cieńszej) obudowie inżynierom Apple udało się zamknąć wyświetlacz z przekątną o niemal pół cala krótszą, pracownikom Motoroli należą się wielkie brawa.

To samo tyczy się samego wyświetlacza. Jest wielki, ale o tym wiadomo było już od samego początku. Ma też świetną rozdzielczość (2560×1440), która nawet jeśli się postaramy, nie pozwoli nam znaleźć pojedynczych pikseli. Wszystko wygląda na nim po prostu lepiej, niż na mniejszych telefonach – czy mówimy o filmach, grach, aplikacjach czy stronach internetowych.

AMOLED-owy ekran doskonale spełnia także wszystkie swoje pozostałe zadania. Kolory, choć nasycone, ciepłe i żywe, nie męczą, a raczej cieszą oko. Trochę zarzutów można mieć pod adresem kolory białego, któremu daleko jest do tego z wyświetlaczy LCD, ale to też jest do przewidzenia.

Większych zarzutów nie można mieć także do mocy podświetlenia, czułości na dotyk, precyzji, prędkości czy kątów widoczności. Jedynie w tej ostatniej kwestii, przy ekstremalnym wychyleniu w poziomie (gdzie nikt raczej nie będzie w taki sposób korzystał z telefonu), obraz minimalnie pogarsza się.

Motorola Nexus 6 20

Całość pozytywnych wrażeń uzupełniają systemowe przyciski Androida umieszczone nie na obudowie, ale właśnie na wyświetlaczu. Nie byłem szczególnym fanem tego rozwiązania w dotychczas testowanych modelach, ale w przypadku Nexusa 6 trudno będzie się na powrót przestawić po jego odesłaniu. Nie dość, że chowając się nie przeszkadzają w korzystaniu z gier czy aplikacji, ale dodatkowo, dzięki świetnej czerni AMOLED-a, idealnie zlewają się z resztą obudowy, sprawiając wrażenie, jakby były… przyciskami umieszczonymi poza ekranem. Z tym, że kiedy nie są potrzebne, po prostu znikają i pozwalają w tym miejscu wyświetlić więcej treści.

Świetnie sprawuje się przy okazji automatyczna regulacja podświetlenia. W zależności od warunków potrafi sprawić, że wyświetlacz staje się tak jasny, że zachowuje czytelność nawet przy mocnym oświetleniu, a gdy chcemy coś poczytać w nocy, jest zaskakująco wprost łagodny.

Google z Motorolą postanowili także wykorzystać inne możliwości ekranów AMOLED, w tym selektywnego wyłączania wybranych pikseli. W ten sposób, podnosząc telefon z biurka, bez większego wpływu na pozostałą w akumulatorze energię możemy podejrzeć wszystkie nasze najnowsze powiadomienia. Stwierdzamy, że nie dotarło do nas nic ciekawego, odkładamy telefon, a ten znów gaśnie. Proste, oczywiste, ale jak wygodne. Warto przy tym upewnić się, że mamy stabilne biurko – inaczej każde jego trącenie, ze względu na czuły mechanizm wykrywania właściwego ruchu w Nexusie – będzie powodował wyświetlenie powiadomień.

W rzeczywistości jedyną wadą ekranu Nexusa 6 jest to, że w połączeniu z dostępnym obecnie oprogramowaniem systemowym, nie jest on niczym więcej, niż rozciągniętym do granic możliwości ekranem ze zwykłego telefonu.

Nie uświadczymy tutaj dodatków z Galaxy Note’a, Note Edge, czy nawet innych urządzeń mniej znanych producentów. Brakuje nawet opcji dzielenia ekranu – przy 6” wyświetlaczu! Tak samo może doskwierać brak coraz popularniejszego trybu obsługi wielkiego ekranu jedną ręką.

Motorola Nexus 6 39

Szkoda, bo tym samym N6 zaczyna w dużym stopniu przypominać raczej rozwałkowaną Moto X, niż coś więcej, a naszym głównym zyskiem z wielkiego ekranu jest… wielki ekran. Wielki ekran wepchnięty tu dla samej potrzeby wielkiego ekranu, a nie próby rozwiązania jakiegokolwiek problemu przy jego użyciu.

Wygoda użytkowania

Przy pierwszym kontakcie miałem sporo wątpliwości, czy w ogóle ten fragment recenzji powinienem nazwać w ten sposób. I aż do tego momentu nie jestem pewien, czy nie zmienić go po prostu na „użytkowanie”.

Trudno bowiem w przypadku takiej cegły (również pod względem masy) mówić o wygodzie. Z Nexusa 6 korzysta się dziwnie, trzeba godzić się na szereg wyrzeczeń i pilnować, aby nie doprowadzić do sytuacji, w których telefon po prostu wypadnie z rąk i spotka się z podłogą.

Motorola Nexus 6 2

Inżynierowie Motoroli wprawdzie próbowali w taki sposób przygotować formę N6, aby w jak największym stopniu ułatwić nam życie. Bardzo dobre ułożenie przycisków bocznych, ciekawe wgłębienie na palec (na logo Motoroli), mikroskopijne wręcz boczne ramki, a do tego odpowiednie wyprofilowanie.

Niestety to zbyt mało, aby uznać nowego Nexusa za telefon uniwersalnie wygodny, zwłaszcza jeśli mówimy o obsłudze jedną ręką. Wygodne wygięcia obudowy praktycznie niweluje pokrycie tyłu dość śliskim tworzywem, przez co niektórzy cały czas będą się obawiać o upuszczenie urządzenia. Wgłębienie na palec też nie wszystkim przypadnie do gustu, a i jego umiejscowienie czy głębokość budzą pewne wątpliwości. W moim przypadku naturalne ułożenie dłoni i palców całkowicie wykluczało jakiekolwiek zalety tego elementu.

Powiedzmy to sobie wprost i szczerze – korzystanie z Nexusa jedną ręką do czegoś innego, niż najprostszych czynności, jest niemożliwe. Nie trudne, ale niemożliwe. Przykładowo po otworzeniu wydarzenia w kalendarzu przycisk edycji znajduje się w okolicach prawego górnego rogu. Mój kciuki dzieli od tego miejsca taka odległość, że nie ma najmniejszej możliwości, aby – nawet wychylając telefon – trafić w niego bez pomocy drugiej ręki. Trzeba zmienić punktu chwytu, przechylić telefon, nacisnąć, wrócić do poprzedniego chwytu i… wtedy przekonać się, że całą operację trzeba powtórzyć, bo znowu coś jest nie tam, gdzie powinno być.

Motorola Nexus 6 38

Chcemy wybrać kontakt z książki adresowej? Ledwo dosięgniemy palcem do ikony telefonu, rozciągniemy się jeszcze bardziej sięgając do paska wyszukiwania, a potem prawie urwiemy sobie palec sięgając do litery „A” na klawiaturze.

Generalnie nie jest to może problem samego Nexusa, ale Androida. Ten system, nawet pomimo tego, że od dłuższego czasu widać wyraźną modę na powiększanie ekranów, nie jest na nie w pełni gotowy. A już na pewno nie jest gotowy na tak wielkie wyświetlacze jak w N6.

Wszystkie te utrudnienia kończą się oczywiście w momencie, kiedy do dyspozycji mamy obydwie dłonie. Wtedy jedna jest w stanie całkiem pewnie trzymać Nexusa, podczas gdy druga wykonuje na nim właściwe operacje.

Nagle całość prezentuje się zupełnie inaczej – cieszymy się z ogromnej powierzchni ekranu zamiast ją przeklinać, doceniamy wszystko, co N6 jest nam w stanie zaoferować. Cieszymy się, że nie musimy oprócz telefonu dźwigać w torbie tabletu i że widzimy na jednym ekranie więcej, niż inni na swoich malutkich „znaczkach pocztowych”.

Problem w tym, że tylko wtedy. Idąc na zakupy, stojąc w komunikacji miejskiej czy nawet w najzwyklejszej kolejce, albo poświęcimy Nexusowi obie dłonie, albo będziemy zastanawiać się, czemu nie wybraliśmy innego urządzenia.

Nietypowa budowa wpływa także na komfort transportowania tego giganta. Z jednej strony takie wygięcia i wybrzuszenia mogą lepiej pasować do naszych kieszeni (o ile odpowiednio go wsadzimy), natomiast z drugiej strony na pewno nie wszystkim będzie się to podobać.

Motorola Nexus 6 22

Na szczęście udało się potwierdzić, że N6 mieści się bez większych problemów w kieszeni przeciętnych spodni, da się z nim chodzić, siadać czy prowadzić auto. Tyle tylko, że nigdy nie przestaniemy czuć, że jednak coś sporego w tej kieszeni nosimy i wyjątkowo nie jest to pełen gotówki portfel.

N6 jest po prostu „uśrednionym” połączeniem tabletu z telefonem, łącząc wady i zalety tych urządzeń w taki sposób, że ostatecznie nie jest aż tak niemobilny jak tablet, ale i nie tak mobilny, jak telefon. Z drugiej strony… nie oferuje nam w pełni komfortu dużego ekranu tabletu, ani komfortu noszenia telefonu. Tego się po prostu nie da w obecnej chwili przeskoczyć i chyba Google z Motorolą nawet nie próbowali.

Jakość wykonania

Odporne szkło z przodu, metalowa, lekko granatowa ramka i… może dobrego jakościowo, ale jednak „tylko” tworzywa sztucznego na odwrocie. Taka charakterystyka telefonu na sporą kwotę może budzić pewne wątpliwości, ale na szczęście nie ma żadnego realnego powodu do obaw.

Wrażenia płynące z użytkowania Nexusa są pod względem jakości i precyzji wykonania jak najbardziej pozytywne. Cienka metalowa ramka nie wbija się w dłoń, a jedynie wyraźnie zaznacza, że nie jest tanią zabawką. Każdy otwór wykonany jest precyzyjnie, a do tego dodatkowo zabezpieczony (choć nie ma tu żadnych klapek z wyjątkiem szufladki na nanoSIM). Nawet przecinające ramkę anteny wykonane są z pełną precyzją i dbałością o szczegóły.

Motorola Nexus 6 36

Tył N6 jest natomiast bardzo mocno dyskusyjny. Z całą pewnością nie jest to tanie i byle jakie tworzywo, a zastosowanie metalowej obudowy z całą pewnością dociążyłoby i tak ponadprzeciętnie ciężki telefon. Z drugiej jednak strony, jest w dotyku w najlepszym stopniu przyzwoite i nie budzi tak pozytywnych wrażeń jak metal, szkło, czy nawet chropowate, gumowane tyły niektórych telefonów Samsunga.

Gładki plastik po prostu tu nie pasuje, zarówno pod względem użytkowym (śliski), estetycznym (zbiera tony odcisków palców, choć gdy jest czysty, wygląda dobrze), jak i długoterminowej wytrzymałości (w ciągu zaledwie kilku dni ostrożnego używania zgromadził kilka małych rysek).

Motorola Nexus 6 27

Żadne z tych zastrzeżeń na szczęście nie przekreśla tego, że Nexus 6 jest po prostu bardzo dobrze wykonanym telefonem. Jest nim, ale do doskonałości jeszcze mu trochę brakuje.

Tylko któremu telefonowi nie brakuje do niej nic?

Procesor, pamięć, wydajność, kultura pracy

Absolutnie czysty Android, Snapdragon 805 z Adreno 420 i 3 GB RAM powodują, że o wydajności nowego Nexusa nie trzeba mówić zbyt wiele. Trudno bowiem znaleźć jakąkolwiek sytuację, w której widoczne byłoby jakiekolwiek irytujące opóźnienie czy czkawka.

Android 5.0 na N6 działa tak, jak prawdopodobnie Google chciałoby, aby w momencie prezentacji nowego systemu działał każdy wyposażony w niego telefon. Wszystkie animacje, przejścia, uruchomienia, wielozadaniowość, aplikacje i gry działają właściwie idealnie płynnie. Nawet przy bardziej intensywnej żonglerce grami i programami, wszystko zachowuje się tak, jak powinno.

Motorola Nexus 6 17

Zgadzają się z tym również syntetyczne testy. AnTuTu ocenia Nexusa 6 na imponujące 51 000 punktów, natomiast Geekbench 3 w trybie Multi-Core przyznaje mu 3105 punktów. Obydwa te rezultaty każą umieścić N6 w ścisłej czołówce lub nawet na samym szczycie listy najwydajniejszych urządzeń z Androidem.

Kto więc wcześniej zraził się do smartfonów z tym systemem, koniecznie powinien przejść kiedyś Nexusową terapię. Trudno jest pod tym względem temu urządzeniu zarzucić absolutnie cokolwiek.

Oczywiście, jak każdy inny telefon, przy sporym obciążeniu Nexus 6 nagrzewa się, choć robi to w dość specyficzny sposób. Nie ma konkretnego punktu, w którym jest wyraźnie cieplejszy – zamiast tego, lekko ciepła wydaje się być cała tylna część obudowy. Nie jest to przy tym temperatura przeszkadzająca w pracy, a jednocześnie obciążenie musi być naprawdę duże, żeby w ogóle dało się ją odczuć. Dziwnie jest jednak intuicyjnie szukać na obudowie chłodnych miejsc i nie znajdować ich.

System operacyjny

Android 5.0 w tej chwili nie jest już ani systemem całkowicie nowym i niepoznanym – niektórzy posiadacze nawet starszych telefonów mogą się z niego cieszyć już od pewnego czasu – ani też w chwili premiery całkowitym odejściem od tego, czym Zielony Robot był wcześniej. Jest ewolucją i to ewolucją naprawdę piękną.

Przez ostatnie kilka miesięcy korzystałem z różnych telefonów z Androidem – od czystych, po zawalonych po sam czubek nakładkami. Przyjemność korzystania z nich nie może się w żaden sposób równać z tym, co daje Lollipop – z jego płynnością, dopracowaniem, grafikami, animacjami i ogólną spójnością, zaburzoną jedynie w kilku drobnych punktach.

Jednocześnie „przesiadka” na 5.0 jest całkowicie bezproblemowa i dająca na każdym kroku poczucie, że zmieniliśmy nasz poprzedni system na coś o wiele lepszego.

Motorola Nexus 6 18

Niestety to, co najbardziej boli w kontekście Nexusa, czyli obsługa wielkich ekranów, pozostaje praktycznie bez zmian, a to oznacza, że jest po prostu słabo. Owszem, skalowanie jest być może rozsądne, możliwość zmiany rozmiaru czcionki też potrafi sporo zmienić, ale… poza tym nic. Pustynia.

W tej kwestii Lollipop na Nexusie 5.0 jest tak czysty, że aż całkowicie goły. W momencie, kiedy którykolwiek producent wypuści dopracowany sprzęt z tak dużym ekranem, Lollipopem i dodatkowymi funkcjami związanymi z obsługą wyświetlacza, N6 straci bardzo dużo ze swojej wyjątkowości.

Motorola Nexus 6 33

Trudno w tym momencie stwierdzić dlaczego Google zdecydował się na podjęcie takiego, dość absurdalnego kroku. Prezentuje swój system operacyjny na wielkim telefonie, za którego stworzenie sam jest współodpowiedzialny, a którego potężny ekran… obnaża braki jego OS-a.

Logika? A po co.

Aparat i kamera

Fotografia nigdy nie była najmocniejszą stroną Nexusów, ale wcześniej nie płaciliśmy też za nie tyle, ile za najlepsze modele konkurencji. Teraz granica cenowa zaczyna się zacierać, więc można, a właściwie należy, oczekiwać dużo więcej.

I nawet przy takich oczekiwań jest dobrze, choć niestety nie można powiedzieć, że idealnie. 13 MPX matryca rejestruje w większości warunków bardzo dobre zdjęcia, bogate w detale i pozbawione śladów nieudolnej cyfrowej obróbki z automatu. Bardzo przyjemne są również zapisywane kolory – ani przesadnie chłodne, ani zbyt ciepłe, nawet przy trudniejszej pogodzie. Optyczna stabilizacja całkiem sprawnie radzi sobie natomiast w gorszych warunkach, a przez obiektyw wpada sporo światła. Jest dobrze, ale nie do końca.

Motorola Nexus 6 37

Przede wszystkim „sporo światła”, oznacza czasami „zbyt dużo”. Nawet w pochmurny dzień, zdjęcia, które inne telefony wykonują bezbłędnie, Nexus potrafi niemal całkowicie przepalić. Za drugim czy trzecim razem udaje się wprawdzie pozbyć niepotrzebnego doświetlenia, ale czy zawsze będziemy mieć drugą szansę na wykonanie zdjęcia?

Po drugie, w nocy AF czasami wyczynia prawdziwe cuda (w dzień jest doskonały i szybki). Przeważnie działa poprawnie, ale od czasu do czasu – szczególnie przy zdjęciach z małej (choć nie ekstremalnej) odległości – zaczyna ostrzyć bardzo, bardzo powoli, jednocześnie nie trafiając w obiekt, który zaznaczyliśmy palcem na ekranie. I znów – za którymś razem może nam się udać zrobić odpowiednie zdjęcie, ale…

Trudno jednoznacznie stwierdzić natomiast, czy aplikację fotograficzną Nexusa zaliczyć do wad czy zalet. Jest tak prosta, jak to tylko możliwe i nie zawraca nam głowy bzdurnymi efektami, ale może niektórzy ich potrzebują? Jeśli tak, będą musieli dość szybko poszukać jakiejś alternatywy.

Pod żadnym pozorem nie można jednak powiedzieć, że aparat w N6 jest zły. Nie jest – wykonywane nim zdjęcia (o ile uda nam się wygodnie chwycić tak wielki telefon) są bardzo dobrej jakości i bez wstydu można pokazać je znajomym, nie dopowiadając „przepraszam, zdjęcie zrobione telefonem”.

Po prostu od najlepszego, co może przynieść współpraca Google i Motoroli, można oczekiwać czegoś, co porozstawia rywali po kątach.

Multimedia

Ekran Nexusa aż kusi, aby w momencie, kiedy nie mamy dostępu do większego wyświetlacza, to właśnie na nim oglądać filmy, seriale czy zdjęcia. Czasem nawet kiedy mamy obok siebie komputer czy tablet, po prostu nie chce nam się odkładać Nexusa – wyświetlany obraz jest zbyt wspaniały, ale to nie wszystko.

Motorola Nexus 6 4

Gigantyczną zaletą smartfonu Motoroli i Google są głośniki. Dwa, umieszczone z przodu urządzenia, przez co możemy go spokojnie położyć na biurku nie martwiąc się o to, że cała muzyka „pójdzie w blat”, są nie tylko niesamowicie głośne, ale też oferują naprawdę zaskakującą jakość.

Niewiele jest telefonów, które potrafią zrobić swoimi głośnikami jakiekolwiek wrażenie. Jeszcze mniej jest tych, których aż chce się słuchać, a właśnie do tej kategorii należy Nexus 6.

Nawet umiejscowienie ich blisko krawędzi ekranu nie powoduje, że zasłaniamy je palcami w trakcie grania czy oglądania filmów w trybie poziomym. Wszystko brzmi tak, jak powinno brzmieć, nawet jeśli N6 nie zastąpi nam na dłuższą metę zestawu kina domowego.

Co za tym idzie, bardzo wysoka jest także jakość połączeń, choć najbardziej chyba na tym zestawie korzystają połączenia w trybie głośnomówiącym. Dawno nie miałem tak mało problemów z usłyszeniem i zrozumieniem tego, co mówi do mnie rozmówca, podczas gdy ja jechałem autem.

Jeśli więc chodzi o konsumpcję i rozrywkę, Nexus 6 jest urządzeniem niemal kompletnym. Doskonałą wydajność i fantastyczny ekran uzupełniają rewelacyjne głośniki. Czego chcieć więcej?

Akumulator

Wielki rozmiar telefonu przeważnie wiąże się również z pojemniejszym akumulatorem. W przypadku Nexusa 6 ten wynik nie należy może do absolutnie najwyższych, ale 3220 mAh zdecydowanie nie można też uznać za rezultat słaby.

Jak takie surowe dane przekładają się na rzeczywiste użytkowanie? Co najmniej zadowalająco. Przy moim przeciętnym dziennym użyciu (kilkadziesiąt maili, sporo Facebook Messegera, prawie cały czas WiFi i GSM, często Bluetooth, kilkanaście aplikacji w tle, dużo przeglądarki), Nexusowi nigdy nie udało się „paść” przed upływem 1,5 dnia, a często udawało się nawet zbliżyć do zamknięcia dwóch pełnych dni na jednym ładowaniu.

Motorola Nexus 6 15

Prawdopodobnie więc żadnego z posiadaczy Nexusów nie zdziwią przypadki, kiedy ich telefon wytrzyma bez ładowania całe dwa dni, a może i nawet zostanie im jeszcze trochę zapasu na dzień kolejny (przy lżejszym użytkowaniu).

W ekstremalnych przypadkach zawsze można poratować się szybkim ładowaniem. W nieco ponad 30-40 minut można przeważnie doładować telefon od kilku procent do prawie połowy.

O ile więc z perspektywy użytkownika wydajność akumulatora, wspierana po części nowym oprogramowaniem, może cieszyć, o tyle przy tak sporych wymiarach zewnętrznych można byłoby oczekiwać odrobinę więcej. Nawet bardziej „kompaktowy” Passport ma pojemniejszy akumulator, nie mówiąc już o mniejszej, lżejszej i cieńszej (w większości) Moto Maxx, wyprodukowanej przecież przez… Motorolę.

Podsumowanie

Ktokolwiek miał w rękach nowego Nexusa wyprodukowanego przez Motorolę, nie może mieć żadnych wątpliwości – to świetny telefon. Nie ma praktycznie żadnych wad, które mogłyby ujawnić się w czasie użytkowania i denerwować na tyle, że żałowalibyśmy zakupu.

Wszystko, zaczynając od obudowy, przez ekran, czas pracy na jednym ładowaniu i wydajność, a kończąc na głośnikach, jest co najmniej dobre, a przeważnie bardzo dobre, lub wręcz prawie doskonałe. Mimo to nowy Nexus nie jest już tym, czym były dwa poprzednie modele – pewniakami, które można kupić względnie tanio, jednocześnie czerpiąc przyjemność z użytkowania porównywalną do tej, jaką oferowały droższe modele.

Motorola Nexus 6 14

Została wprawdzie część rzeczy, za które Nexusa pokochali użytkownicy. Czysty Android, gwarancja aktualizacji i świetna optymalizacja, ale brakuje tej uniwersalności, tego doboru rozmiaru, który jest w stanie przypaść do gustu większej liczbie osób.

Oczywiście, w ten sam sposób można było pisać o Note (i sam tak chyba pisałem), o Nexusie 5, a może nawet i o Nexusie 4. Każda zmiana rozmiaru wyświetlacza na większy była do tej pory krytykowana, po czym nagle okazywało się, że ludzie i tak gnają do sklepów jak szaleni.

Pytanie tylko, czy nie zaczynamy powoli docierać do granicy absurdu. Granicy, od której zaczną się odbijać wszyscy producenci takich gigantów, jak stało się to z Sony i jego wybitnie zbyt dużą Xperią Z Ultra. Nexus 6 jest wprawdzie praktycznie pod każdym względem lepszym (i mniejszym) od niej telefonem, ale szanse na sukces na skalę globalną jest raczej niewielki.

Jeśli jednak ktoś nie boi się wymiarów Nexusa 6, nie boi się za niego zapłacić nie-nexusowej ceny – droga wolna, na pewno nie będzie rozczarowany.

Zalety:

  • Dobra jakość wykonania
  • Oryginalne wzornictwo spójne z dotychczasowymi produktami Motoroli
  • Fantastyczny ekran
  • Czysty Android i wszystkie inne „nexusowe” zalety z tym związane
  • Świetna wydajność
  • Rewelacyjne głośniki
  • Cena nadal niższa od wielu rywali (choć już nie tak bardzo)

Wady:

  • Prawdopodobnie zbyt wielki dla większości osób
  • Śliskie i łatwo brudzące się plecki (przynajmniej w wersji granatowej)
  • „Tylko” dobry aparat
  • Akumulator mógłby być pojemniejszy
  • Wielki ekran jest tylko wielkim ekranem

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement