Ludzie z Cyanogena nie żartowali, oni naprawdę chcą odebrać Androida Google’owi

News/Sprzęt 11.02.2015
Ludzie z Cyanogena nie żartowali, oni naprawdę chcą odebrać Androida Google’owi

Ludzie z Cyanogena nie żartowali, oni naprawdę chcą odebrać Androida Google’owi

Rozmowy z dyrektorem Microsoftu to tylko pierwszy etap rewolucji, jakiej chce dokonać Cyanogen ze swoim „alternatywnym” Androidem. Firma ta wypowiada otwarcie wojnę Google’owi, choć jej motywy nie są do końca jasne.

Nie tak dawno temu informowaliśmy was o dofinansowaniu Cyanogena przez Microsoft. Spekulowaliśmy na temat motywów porozumienia obu stron, ale bez większej ilości danych nasze spekulacje opierały się wyłącznie na logice i instynkcie, ale nie na faktach. Teraz poznaliśmy szerszy kontekst spotkania szefów obu firm i wiemy już, że wyżej wspomniane działania nie miały na celu wzmocnienia pozycji Microsoftu, a przynajmniej nie bezpośrednio. Chodzi tu bowiem o kopnięcie Google’a między nogi, na czym Microsoft, i nie tylko on, potencjalnie mogą skorzystać.

Cyanogen wykorzystuje tu największą zaletę i zarazem wadę Androida: jego całkowitą otwartość. Mimo iż Android należy do Google’a, jest przez niego zarządzany, rozwijany i finansowany, to każdy może w dowolnej chwili sobie tego Androida wziąć, przerobić na własną modłę i wykorzystać do własnych celów. Cyanogen, tak jak wcześniej Amazon czy Nokia, podejmuje się próby stworzenia dobrze wyposażonej, wygodnej i nowoczesnej wersji Androida, pozbawionej jakichkolwiek usług Google’a. Co różni Cyanogena od wyżej wskazanych przykładowych poprzedników? Firma ta nie produkuje sprzętu. Przynajmniej na razie.

Android to w pełni otwarty system, nad którym ciężko zapanować

Każdy może podejrzeć jego kod źródłowy, a nawet go zmodyfikować, skompilować na nowo i opublikować autorską, własną wersję. Na tym polega piękno oprogramowania open-source. Powiedzmy, że jesteś zdolnym programistą i właśnie wymyśliłeś nową, rewolucyjną metodę odtwarzania dźwięku przestrzennego. Nie znasz się na innych mechanizmach systemu operacyjnego i na razie znać się nie chcesz. Nie szkodzi, możesz dorzucić tylko swoją cegiełkę do gotowych rozwiązań w owym systemie stworzonych przez innych programistów. W efekcie korzystają na tym wszyscy.

CyanogenMod pulpit i paski powiadomień

Z tego modelu tworzenia oprogramowania swoją siłę czerpie Android i inne systemy open-source. Jest jednak pewien drobny problem: open-source’owy projekt można „sforkować”, o czym pisaliśmy powyżej. To właśnie dlatego Google udostępnia system AOSP, a więc „gołego” Androida, bez zamkniętych, własnościowych rozwiązań. Być może dlatego, że chce, ale przede wszystkim dlatego, że musi.

To wykorzystało wiele firm, w tym Amazon tworząc system Fire OS czy też Nokia dla następcy smartfonów Asha. Z tego żyje też Cyanogen, udostępniając przerobioną przez niego wersję Androida jako alternatywną propozycję dla obecnych na rynku smartfonów, często porzuconych przez ich producentów jeżeli chodzi o aktualizacje oprogramowania.

W Cyanogena inwestuje nie tylko Microsoft

Gigant z Redmond jest, mimo wielomilionowego dofinansowania, mniejszościowym udziałowcem. Władze Cyanogena z powodzeniem zdobywają zainteresowanie kolejnych inwestorów, z Amazonem na czele. Jak tłumaczą, chcą, by ich wersja Androida mogła się dalej swobodnie rozwijać, ignorując wytyczne Google’a a zarazem oferując zestaw dopracowanych aplikacji i usług.

Czemu nie można tego zrobić wspólnie z „oficjalnymi” twórcami Androida? Google, w zamian za udostępnienie swoich usług, wymaga od zmodyfikowanego systemu spełniania pewnych zasad wzorniczych, z eksponowaniem usług giganta z Mountain View na czele. Cyanogen nie chce mieć tej zależności.

cyanogenmod open source

Słowa szefa Cyanogenu, pana Kirta McMastera, są jednak bardziej zastanawiające. Ten oświadczył wprost, że jego celem jest odebranie Androida Google’owi i utrata kontroli nad tym systemem przez jeden podmiot. Brzmi wręcz jak krucjata, której prawdziwe motywy są, w mojej ocenie, nam nieznane.

Nie spekulujmy jednak, bo ponownie wiemy na ten temat zbyt niewiele. Wiemy natomiast jedno: Cyanogen Android nie będzie oferował preinstalowanego Gmaila, Sklepu Play, Map Google i reszty. To jednak nie oznacza, że będzie „golusieńki”. Zamiast Gmaila zagości tam, być może, Outlook. Zamiast Play Książki i Play Store, Amazon Kindle i Appstore. Dysk Google i Hangouts być może zostaną podmienione na Dropboxa, OneDrive’a, WhatsAppa czy też Skype’a.

Wątpliwym jest jednak, by manewr Cyanogena miał jakikolwiek wpływ na rynek. System ten preinstalowany jest w nielicznych, egzotycznych smartfonach, a większość użytkowników mainstreamowych telefonów nie zamierza bawić się we flashowanie ROM-u i najprawdopodobniej nawet nie będzie potrafiła tego dokonać. Chyba że Cyanogen Android wyda się któremuś ważnemu producentowi telefonów na tyle dojrzałą propozycją, że postanowi sprawdzić przyjęcie takowej propozycji przez rynek. Taki LG G4 Cyan mógłby całkiem sporo namieszać…

Dołącz do dyskusji

Advertisement