Mam coraz większy apetyt na iPhone’a

Felieton/Technologie 21.02.2015
Mam coraz większy apetyt na iPhone’a

Mam coraz większy apetyt na iPhone’a

Jak dobrze wiecie, przez bardzo długi czas byłem oddanym użytkownikiem smartfonów z systemem Windows Phone. I choć uważam to oprogramowanie za świetny kawałek kodu, z powodu braku najnowszych aplikacji musiałem ją porzucić dla Androida. Jednak im dłużej korzystam z urządzeń z systemem Google, tym bardziej mam ochotę dokonać kolejnej przesiadki. Tym razem na ekosystem Apple.

Jako użytkownik LG G3 oraz Nexusa 7 (2013) w wersji WiFi już od listopada mogę korzystać z najnowszej wersji systemu Android. Zazdrościcie mi? Jeśli tak, od razu mówię, nie ma czego. Jeśli macie dobrą pamięć, wiecie, że polskie wersje LG G3 otrzymały aktualizację do Androida 5.0 Lollipop dosłownie chwilę po zaprezentowaniu ostatecznej wersji tego systemu przez Google.

Muszę przyznać, że LG wtedy bardzo mi zaimponowało. Przede wszystkim bardzo szybką aktualizacją, szybszą nawet niż w przypadku Nexusów. Oprócz tego koreańska firma wyróżniła nasz kraj i sprawiła, że fani urządzeń mobilnych z całego świata pisali, że żałują, iż nie mieszkają w Polsce. Jako dziennikarz, bloger i przede wszystkim entuzjasta z chęcią korzystałem z nowej odsłony systemu i cały czas ją testowałem.

Jako zwykły użytkownik, którym też przecież jestem, już mniej.

Tak wczesne wypuszczenie Androida 5.0 wzbogaconego o (swoją drogą świetną) nakładkę LG sprawiło, że system ten miał wiele dziur. Umówmy się, było to nie do uniknięcia. Koreańska firma stanęła jednak na wysokości zadania i wypuszczała kolejne łatki poprawiające bugi dosłownie co kilka dni. Po zainstalowaniu ich wszystkich, w okolicach stycznia, telefon zaczął działać niczym 15-letni, bezwypadkowy Golf II z przebiegiem 10 000 km, używany tylko w niedzielę, do jeżdżenia z kościoła, z Bogiem, z górki i z wiatrem. Na papierze pięknie, a tak po prawdzie, to w ogóle się nie dało go używać.

lg-g3-android-lollipop-101114

Próbowałem rozwiązać ten problem na różne sposoby. Używałem programów czyszczących, odinstalowywałem niektóre aplikacje, usuwałem zbędne pliki. Nic nie pomagało, więc zastosowałem się do rady, którą polecali mi wszyscy – wyzeruj telefon i zacznij z nim swoją przygodę od nowa. Faktycznie, pomogło. Telefon z zainstalowanym na czysto systemem działa jak złoto. Zupełnie tak jak pochodzący z 2002 roku pecet, na którym raz na kilka miesięcy wypadało przeinstalować Windowsa XP, żeby całość jako-tako działała. Ale cóż, ten problem przynajmniej udało mi się rozwiązać.

Inaczej niż drugi, który dotyczył Nexusa 7.

Co prawda pierwsze wersje Androida 5.0 Lollipop nie sprawiały na nim większych problemów, jednak po instalacji najnowszej aktualizacji, przestały mi działać niektóre programy i gry. W tym świeżo kupione Clash of Heroes, na które wydałem kilkanaście złotych. W zamian za to mogłem uruchomić grę raz. Potem program nie uruchamiał się, włączenie czegoś więcej niż ekranu startowego było niemożliwe. Z kolei odinstalowanie i ponowna instalacja gry kasowały dotychczasowy progres i ponownie umożliwiały uruchomienie jej tylko raz.

nexus7

Gdy tak męczę się z Androidem, zastanawiam się, czy walka ta ma jakikolwiek sens. Kupując urządzenia z nakładkami w wielu przypadkach otrzymuję sprzęt, który bardzo szybko przestanie dostawać jakiekolwiek aktualizacje, a jeszcze szybciej straci płynność działania. Z kolei nabywając sprzęty z czystym Androidem narażam się na problemy wieku dziecięcego, które uniemożliwią mi ich wygodne używanie.

Powrót do Windows Phone też nie wchodzi w rachubę, bo, jak wspomniałem na początku tekstu, bardzo przeszkadza mi brak nowych aplikacji, które w pierwszej kolejności są robione na urządzenia z systemami Apple i Google. Jedyne co mi pozostało, to przesiadka na iPhone’a, który podobno łączy popularność i użyteczność Androida z bezpieczeństwem i płynnym działaniem Windows Phone’a. Podobno. Jeśli to nie wypali, to chyba wrócę do Nokii.

Nie nowszej niż model 3310.

*Zdjęcie główne pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji

Advertisement