Gdy zabraknie Apple’a, rynkowi IT grozi duopol

Gdy zabraknie Apple’a, rynkowi IT grozi duopol

Gdy zabraknie Apple’a, rynkowi IT grozi duopol

Strategię na podbój świata Google’a znamy już od dawna. Microsoft zademonstrował swoją kilka dni temu podczas prezentacji Windows 10. Wiemy też jak chce nas kusić Apple. Sęk w tym, że wysiłki tego ostatniego, przynajmniej w teorii, stają się niepokojąco wyspecjalizowane…

Ci z was, którzy czytają Spider’s Web i inne blogi z kraju i ze świata właśnie parskają śmiechem. „Oho, kolejny, który pisze, że Apple się kończy, tym razem Gajeski będzie nam wciskał Lumię zamiast iPhone’ów, co za dno”. Nie mam zamiaru bawić się we Wróżbitę Macieja. Za to podam wam kilka argumentów do przemyślenia, nad którymi, jestem przekonany, nieraz już dumał zarząd Apple’a.

Kto jest bowiem największym rywalem giganta z Cupertino? Czy są to dostawcy usług, takich jak Dropbox czy Gmail? A może producenci sprzętu, tacy jak Sony czy Samsung? A może chmury pokroju Amazon Web Services czy Microsoft Azure? Wbrew pozorom, na te pytania nie ma łatwych odpowiedzi. Przyjrzyjmy się więc jak operuje konkurencja Apple’a, jak on sam i co stanowi dla niego największe zagrożenie.

Apple, Microsoft i Google mają ze sobą niewiele wspólnego

Zacznijmy od samego zainteresowanego, a więc Apple’a. Dla niego kluczowym jest sprzedanie jak największej ilości urządzeń użytkownikom końcowym i firmom. To Maki, iPady i iPhone’y są dla firmy Tima Cooka najważniejszym produktem.

Apple oferuje również oprogramowanie i usługi. Należą do nich chmura iCloud, systemy OS X i iOS, oprogramowanie Final Cut czy sklep iTunes. To wszystko to jednak dodatki do sprzętu. To oprogramowanie i usługi ma nas przekonać, że to właśnie w Apple Store czeka nas jedyny sensowny sprzęt i żaden inny nie może się z nim równać.

Apple Safari ikona

Microsoft z kolei dzieli rynek na trzy segmenty: klientów indywidualnych, klientów firmowych i klientów korporacyjnych. I choć również oferuje swój sprzęt, zdecydowanie stawia na darmowe i płatne usługi. Gigant z Redmond chce, byśmy my, użytkownicy indywidualni jak najwięcej korzystali z OneDrive’a, Skype’a, Office’a i innych, a Windows ma nas tylko do tego zachęcić. Bo kto wie, może zdecydujemy się dokupić aplikacje (na sprzedaży których Microsoft kasuje prowizje) lub rozszerzyć ich możliwości poprzez płatne dodatki. Z czasem, być może, zechcemy z nich korzystać w firmie, za co już będziemy musieli zapłacić. Dodatkowo, oferuje rozwiązania dla wielkich korporacji pokroju Microsoft Azure.

Dla Google z kolei liczą się… reklamodawcy i przetwarzanie danych. Firma ta dalej będzie starała się dopieszczać swoje produkty jak tylko potrafi, byśmy jak najchętniej z nich korzystali. Na wszelki wypadek pozostają one dostępne praktycznie za darmo (wyjątkiem są tu Google Apps dla firm), by nawet najmniejsza opłata nas od nich nie odstraszyła. Bo jak zaczniemy z nich korzystać, to pozostawimy po sobie cyfrowy ślad, który można przetworzyć, sprofilować i zapewnić nam odpowiednią reklamę, która nas zainteresuje.

Dlaczego podejścia konkurencji są „lepsze”?

Steve Jobs wyznawał zasadę, że należy się koncentrować na niewielkiej ilości projektów i te dopieszczać do granic możliwości. Apple gra od lat w trybie va banque. Wie doskonale, że tworzy cały swój kapitał i potęgę na bazie jednej strategii: oferowania najbardziej pożądanych przez konsumentów urządzeń. I do tej pory taktyka ta sprawdzała się niesamowicie dobrze, wystarczy spojrzeć na wyniki finansowe giganta z Cupertino, wartość akcji tej firmy czy też na jej majątek.

apple watch

Ten stan rzeczy jednak nie będzie trwał wiecznie. I nie mam na myśli tego, że Apple przestanie tworzyć znakomite sprzęty, a to, że inni też zaczną. I właściwie już to robią: w każdej kategorii sprzętowej znajdę dla siebie lepszy produkt niż ten oferowany przez Apple’a. Nie oferuje on tych „emocji” i „wrażeń”, jakie daje przynależność do „kultury Apple”, ale z wiekiem powoli przestają mnie obchodzić takie niuanse, a moda jest dziedziną nieprzewidywalną, więc również i ta na Maka kiedyś przeminie. Wszak mając sprzęt Apple’a należałeś do awangardy, „myślałeś inaczej”. Dziś jesteś częścią masy, więc w końcu coraz większa grupa osób będzie chciała się, ponownie, wyróżnić.

W momencie, w którym iPhone’y i iPady nam spowszednieją, Apple nie jest gotowy do kontrataku (a raczej nic na ten temat nie wiemy i nic na to nie wskazuje). Nie potrafi, jak Google, handlować informacją. Nie świadczy, jak Microsoft, rozbudowanych konsumenckich i, przede wszystkim, firmowych usług. A co do korporacyjnych rozwiązań… wystarczy przypomnieć, że iCloud stoi na serwerach AWS i Azure, a Siri korzysta z Binga. Apple Watch nie jest kontratakiem, to tylko utrzymanie status quo.

To nie jest nic nowego, czemu więc Apple dalej robi swoje i wygrywa?

Bo Google i Microsoft mają poważny problem w postaci swoich partnerów OEM. Urządzenia Nexus i Surface to nadal, w najlepszym wypadku, „troszeczkę lepsze” sprzęty od tego, co oferuje Apple i nie są produkowane na tak masową skalę, jak nawet androidowe Galaxy S czy windowsowe IdeaPady. A partnerzy obu firm wypadają często, pisząc delikatnie, nieporadnie.

Jedno z podstawowych pytań, jakie zadałem sobie tuż po konferencji na temat Windows 10 to „ciekawe jak bardzo spartaczą to producenci komputerów, poprzez swój lichy sprzęt i dołączany crapware”. Google i Microsoft mogą wychodzić z siebie w ulepszaniu Windows i Androida, a i tak wszystko rujnują producenci sprzętu.

apple iphone 6

Co z tego, że na trzech komputerach trzech różnych producentów Windows działa jak marzenie, skoro na kolejnych kilkudziesięciu wiesza się, bo te komputery mają kiepskie kości RAM, przegrzewają się lub stwarzają inne problemy? Co z tego, że Android jest coraz wygodniejszy, skoro zaraz ktoś stworzy Zen UI czy inny TouchWiz i wrzuci to na telefon z przedpotopowym procesorem? Obcowanie z urządzeniami z Windows i z Androidem to loteria, w której zwycięzcy są albo przypadkowi, albo należący do bardzo nielicznej grupy „dobrze poinformowanych i zorientowanych e temacie konsumentów”.

To ostatnia przewaga Apple’a, nie licząc „mody i szyku”: nie dostaniemy OS X na zdezelowanym komputerze z wyświetlaczem zmieniającym swój kolor w zależności od kąta patrzenia na niego. iPad się nie będzie co chwila zawieszał, bo wykryto błąd w nakładce użytkownika. Możemy na tej firmie polegać, kojarzy się nam ona z czymś pewnym, z gwarancją jakości. Może nie do końca słusznie, patrząc po problemach z iOS 8 czy Yosemite, ale mówimy tu o wizji wykreowanej przez lata w głowach konsumentów.

To właśnie dlatego nawet Lumie i Nexusy nie mogą się równać ze sprzedażą apple’owskich odpowiedników: tym pierwszym konsumenci nie ufają i nie czują, by posiadanie takich urządzeń oferowało im szyk i styl.

To może się jednak zmienić w każdej chwili

A kim wtedy będzie Apple? Kolejnym producentem sprzętu, który na dodatek spełnia tylko elementarne standardy interoperacyjności. Nie ma żadnego poważnego rozwiązania chmurowego. Jest praktycznie nieobecny w IoT. Projekt Apple TV jest nadal w powijakach, firma świadczy nieliczne usługi.

apple iphone

W efekcie nawet jeżeli wybierzesz Macbooka i tak zechcesz skorzystać z OneDrive’a, Skype’a, Dokumentów Google czy Office’a. Twoja korporacja będzie korzystać z chmury Amazonu lub Microsoftu, pocztę odbierzesz Gmailem a… a zresztą, po co dalej wymieniać. Okaże się w pewnym momencie, że Mac jest ci zbędny, bo Android lub Windows będą ściśle zintegrowane z towarzyszącymi im usługami. A nawet jeśli inne urządzenia niż te od Apple’a będą cię odrzucać, to i tak korzystając z nich będziesz zasilał konta konkurentów Nadgryzionego Jabłka.

Pamiętajmy o jednym

Nie mamy zielonego pojęcia co planuje Apple i jaką ma wizję swojej przyszłości. Powyższy tekst był pisany przy założeniu, że Apple będzie się cały czas koncentrował na oferowaniu wspaniałego sprzętu (który, swoją drogą, coraz bardziej zaczyna przypominać konkurencję, patrz iPhone 6 Plus). Nie mam zamiaru też ryzykować mądrzenia się na temat co „Apple musi”.

apple-keynote

Obawiam się jednak, że jedna z najlepszych firm na rynku elektroniki użytkowej zaczyna rozwijać się w zbyt wolnym tempie. Możemy spierać się jak bardzo rewolucyjne są nowe funkcje iOS-a czy płatności Touch ID, ale to nadal mała część tego, co oferuje konkurencja. Obawiam się, że specjalizacja zacznie z czasem wychodzić Apple’owi bokiem. A to może mieć katastrofalne skutki w umacnianiu duopolu Google’a i Microsoftu.

* Wybrane ilustracje pochodzą z serwisu Shutterstock

Dołącz do dyskusji

Advertisement