Piotr Lipiński: IDĄ ŚWIĘTA, czyli cyfrowe kolejki

Felieton/Technologie 07.12.2014
Piotr Lipiński: IDĄ ŚWIĘTA, czyli cyfrowe kolejki

Piotr Lipiński: IDĄ ŚWIĘTA, czyli cyfrowe kolejki

Rzeczywistość wirtualna staje się coraz bardziej realna. Dzięki zdobyczom współczesnej techniki możemy już w internetowym sklepie nawet postać kilka godzin w kolejce do kasy.

Raz w roku nadchodzi ten czas, kiedy wybierając się do tradycyjnego sklepu dostajemy w gratisie możliwość zwiedzenia wszystkich pięter parkingu. Nawet kilka razy, zanim znajdziemy jakieś wolne miejsce. Choćby to było południe w dzień powszedni, co dowodnie świadczy o rosnącym bezrobociu. Wszyscy ci cierpiący na brak pracy ludzie nagle zjeżdżają na zakupy i zajmują miejsca parkingowe. Rano, w południe, wieczorem – wszystko jedno. Idą przecież święta.

Ach te promocje przedświąteczne! Jakiś czas temu wydawało się, że dzięki internetowym sklepom – albo też przez nie – będziemy tracili mniej czasu. Ale to się już zmienia. Wreszcie można w Internecie poczuć się jak w kolejce na prawdziwych zakupach.

Na przykład śpiwór kupowałem ostatnio cztery godziny. Po drodze obejrzałem w telewizji „Wenus w futrze”, co było równie nudne, jak czekanie, aż w Internecie załaduje się kolejna strona. Bity zlewały się w bajty z prędkością kropelek wody kapiącej z kranu.

Nie podaję nazwy sklepu, który zmusił mnie do tych kilku godzin czekania, bo jest niezbyt duży. Coś najwyraźniej zaskoczyło informatyków i doprowadziło do szału marketingowców. Być może to zresztą te same osoby.

Dwa dni później podobne problemy – choć zdecydowanie mniej dotkliwe – odczułem kupując w znacznie większym sklepie. Tu również zakupy się ślimaczyły, bo tym razem mieliśmy dzień darmowej dostawy. Jak zwykle dałem się wkręcić w taką promocje. Wzbogaciłem się w papierową książkę, wspierając polskiego autora. Liczę rzecz jasna na wzajemność.

swiateczne-prezenty

Klienci przed świętami atakują internetowe sklepy jakby chcieli przeprowadzić DDoS. Tłoczą się, grzebią w stronach, przepychają do towaru. Wreszcie serwery padają.

Ale prawdę mówiąc długotrwałość obu moich ostatnich zakupów irytowała mnie trochę na wyrost. Bo Internet przyzwyczaja do większych wymagań. Kiedyś bank mógł nie działać pół dnia i nikt nie narzekał. Bo nie wiedział o awarii. Czytał na okienku w kasie „Zamknięte z powodu że nieczynne” – i tyle. A dziś wystarczy kilka minut, kiedy nie działają przelewy i Twitter się gotuje.

To nie świat dziś działa gorzej, niż kiedyś. Dziś po prostu wszelkie, nawet niezbyt duże problemy stają się powszechnie znane. Ulegamy więc złudzeniu, że coś się bardziej ślimaczy, niż kiedyś. A przecież już dawno wiedziano, że rozwiązanie wszelkich nadciągających problemów jest proste: należy ścinać posłańca przynoszącego złe wieści.

Te cyfrowe wymagania są jednak trochę dziwne. W tradycyjnym sklepie człowiek wciąż pokornie znosi (choć rzecz jasna pod nosem miota przekleństwa) krążenie po parkingu, żeby znaleźć wolne miejsce, potem wystawanie w kolejkach do kasy – a w Internecie jak się sklepowa strona zamyśli na kilkadziesiąt sekund, to już człowieka nagła krew zalewa, jakby zgubił kupon do totolotka z trafioną „szóstką”.

A jakby wyglądał świat, gdybyśmy w ogóle nie mogli kupować w Internecie? I po wszystko musieli iść do zwykłego sklepu? Stali w kolejkach do zwykłych kas?

Świat wówczas wyglądałby… normalnie. Tak jak dwadzieścia lat temu. To co dziś wydaje się oczywiste, wówczas było futurystyczną mrzonką.

starbucks-kolekja-kawa

Kiedy pierwszy raz korzystałem z poczty elektronicznej, pomysł ze świątecznymi zakupami w Internecie mógł się kołatać co najwyżej w głowie Jeffa Bezosa. Internet wówczas w ogóle nie był komercyjny. Ale co tu zresztą mówić o takich przyziemnych zastosowaniach. E-maila mogłem wówczas wysłać tylko do kolegów i koleżanek z pracy. Nie znałem nikogo więcej, kto korzystałby z Internetu. Ówczesny cyfrowy świat był czarno-biały – takie były wówczas monitory komputerowe.

I tu dochodzimy do czegoś bardzo ważnego w naszym życiu. Otóż współczesna cywilizacja elektroniczna ma ciekawą zaletę – pozwala kapitalnie poczuć, na czym polega historia. Wszystko dzieje się tak szybko, że wystarczy zaledwie kilka lat, abyśmy doświadczyli daleko idących zmian. Czyli właśnie poczuli historię. Świat bez smartfonów i ludzi całymi dniami wpatrujących się w małe ekraniki? Proszę bardzo, wystarczy cofnąć się kilka lat. Świat, w którym ludzie przesiadywali w kawiarniach, a nie na portalach społecznościowych? Kolejne kilka lat wstecz.

To jest właśnie historia. Poważna zmiana w życiu ludzi. Prawdopodobnie doświadczamy jej w tak intensywny sposób jak żadne pokolenia przed nami. W pewnym sensie podobnie intensywne burze dziejowe dotykały ludzi tylko podczas wojen i rewolucji. Wówczas również – a może nawet gwałtowniej – zmieniał się świat. Ale przecież my też żyjemy w czasach rewolucji, na szczęście bezkrwawej. Nasz świat staje się coraz mniej analogowy, a coraz bardziej cyfrowy. W czarnych dziurach czas płynie wolniej. A u nas – szybciej.

Doświadczanie historii to często bycie świadkiem jakiegoś epokowego wydarzenia. Amerykanie lądują na Księżycu. Polak zostaje papieżem. Ale równie ciekawe jest – choć mniej uchwytne – doświadczenie zmiany. Choć ta nie musi być czymś tak epokowym, jak wielkie wydarzenia. W życiu człowieka liczą się przecież również drobne usprawnienia, które poprawiają komfort życia. Pralka automatyczna wygrywa z rakietą Apollo.

inpost-paczkomat-paczkomaty

Pamiętacie czasy, kiedy po każdą paczkę trzeba było iść na pocztę i odstać swoje w kolejce? Przecież to była norma jeszcze całkiem niedawno. Firmy kurierskiej to znakomity przykład tego, jak bardzo zmieniło się nasze życie. Teraz to kurierzy stoją w kolejce do nas. Ci współcześni święci Mikołajowie. To oni w najbliższych dniach napracują się najbardziej.

Ktoś zapomniał, ile się nastał w kolejce na poczcie i dziś narzeka na kurierów? Proszę bardzo, kolejny krok do przodu – paczkomaty. Rozwiązanie genialne w swojej prostocie.

Historia to nie nudna lekcja w szkole. Historią staje się to, co warto zapamiętać z naszego życia. A żyjemy w czasach, z których będzie mnóstwo do zapamiętania i opowiadania wnukom. Tylko trzeba wychwycić ten moment przemiany.

Nie chciałbym świąt Bożego Narodzenia sprowadzać jedynie do zakupów. Przecież to przede wszystkim przeżycie religijne albo kulturowe. Kto nie pamięta swoich świąt z dzieciństwa? Ale mimo tych wzniosłych słów trudno mi wyobrazić sobie kogoś, kogo po prostu nie cieszą choinkowe prezenty.

Znawcy rynku powiadają, że elektronikę lepiej kupować po świętach, już na początku następnego roku. To dla sprzedawców martwy sezon, kuszą więc obniżkami cen i promocjami. Ale to klasyczny pojedynek rozum – serce. Rozum podpowiada, że lepiej poczekać i kupić taniej. Serce żąda całego bogactwa już pod choinką.

zakupy-przez-internet

Muszę przyznać się do pewnej niecności. Otóż najfajniejsze prezenty świąteczne dostaję od samego siebie. Podkładam sobie coś z tego, co kupiłem w ciągu ostatnich miesięcy przedświątecznych. Skrupulatnie przetrzymuję wszystkie oryginalne pudełka, żeby ładnie wyglądały pod choinką. W tym roku nagromadziłem tyle dobra, że się może nie zmieścić. Dzięki temu moimi zakupami cieszę się drugi raz. A i zwykle wiem lepiej od świętego Mikołaja, co sprawi mi największą radość.

W Internecie niestety brakuje mi świątecznego nastroju. Na niektórych stronach co prawda już sypie się cyfrowy śnieg. Deezer właśnie odtwarza mi jakąś playlistę, w której powtarza się słowo „Christmas”. Ale to przecież nie to samo, co dawniej kolędy Mazowsza puszczane przez radiową „Jedynkę” podczas wigilii.

Ale co tu narzekać – przecież świąteczny nastrój w zwykłych, naziemnych sklepach i tak jest sztuczny jak plastikowa choinka. Już prędzej w Internecie coś z tym z kiedyś zrobią. Może za rok na biurko wyskoczy hologram świętego Mikołaja?

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na PiotrLipinski.pl. Żartuje na Twitterze @PiotrLipinski. Nowa książka „Geniusz i świnie” – o Jacku Karpińskim, wybitnym informatyku, który w latach PRL hodował świnie – w wersji papierowej oraz ebookowej.

*Wszystkie zdjęcia pochodzą z Shutterstock.

Dołącz do dyskusji