Niezły paradoks: rewelacyjny koncept aplikacji dla Apple Watch udowadnia, że… smart zegarek nie ma sensu

Felieton/Sprzęt 03.12.2014
Niezły paradoks: rewelacyjny koncept aplikacji dla Apple Watch udowadnia, że… smart zegarek nie ma sensu

Niezły paradoks: rewelacyjny koncept aplikacji dla Apple Watch udowadnia, że… smart zegarek nie ma sensu

Smart zegarki to kolejna ślepa uliczka. Nie mam już złudzeń.

Mam cholerne wątpliwości związane z przydatnością inteligennych zegarków. Z jednej strony doceniam ich funkcje, z których często możemy skorzystać bez potrzeby wyciągania smartfona z kieszeni. Z drugiej strony większość smart zegarków dubluje możliwości telefonów i tabletów, co nie wróży im dobrze.

Jedna ślepa uliczka już za nami

Zauważam pewien trend, iż użytkownik, który posiada dobry smartfon lub duży smartfon zaczyna mniej korzystać z tabletu. Przerobiłem to na najbliższych członkach rodziny oraz znajomych, którzy swoją przygodę ze smart urządzeniami zaczęli na poważnie właśnie od tabletu. Często korzystali z iPadów, Nexusów 7 lub innych dobrych urządzeń, które sprawdzały się zarówno w pracy, komunikacji jak i rozrywce.

Wielu z nich odłożyło tablety w kąt po tym jak kupiło sobie porządny smartfon lub phablet. Urządzenia z większym niż 3 lub 4 cale ekranem okazały się wygodniejsze od od tabletów, bo ich funkcjonalność jest zbliżona, a mieszczą się przy tym w kieszeni i można je mieć zawsze przy sobie. Jaki właściwie jest sens korzystania z dwóch urządzeń, jak można mieć wszystko na smartfonie lub phablecie? Na pewno jest go coraz mniej.

Wyhamowanie popularności tabletów, to nie tylko moja obserwacja. Te same wnioski wyciągnęli twórcy popularnej aplikacji Pocket, której użytkownicy stanowią liczną grupę, pozwalającą na dokonanie rzetelnych analiz. Okazało się, że posiadacze większych iPhone’ów przestają korzystać z iPadów. Wykresy pokazują, że im większy ekran w smartfonie, tym rzadziej sięgamy po tablet. To logiczne.

pocket-iphone-ipad

Sytuacja ta pokazuje, że tablety na rynku pojawiły się trochę na siłę. W czasach, gdy idealny smartfon miał 3,5 cala, a wszystko większe uchodziło za nieergonomiczne dziwadztwo, można było wcisnąć konsumentom gadkę, że potrzebują tabletów. Miliony osób to kupiły. Teraz jednak już wiemy, że rozmiar ma znaczenie i że duży smartfon lub phablet, może więcej niż iPhone 4. Oznacza to, że tablety będą wolniej się sprzedawać. Z rynku pewnie nie znikną, gdyż zawsze znajdzie się grono osób, które znajdzie dla nich zastosowanie, np. miłośnicy małych telefonów komórkowych.

Taki rozwój sytuacji sprawia, że producenci będą chcieli wepchnąć nam nową grupę produktów. Już wiemy, że będą do inteligentne zegarki.

(Nie)intelignetne zegarki

Od dłuższego czau na smart zegarki patrzyłem z dystansu. Korzystałem z kilku takich urządzeń, ale żadne nie przekonało mnie na dłużej.

Jedyna funkcja, która przypadła mi do gustu, to wygodny dostęp do powiadomień o nowych zdarzeniach, wiadomościach itp. Bez inteligentnego zegarka musimy stale sięgać do kieszeni, aby sprawdzić co oznaczało pikanie lub wibrowanie smartfona. Dzięki zegarkowi wiemy, że przyszedł mail, że na Facebooku napisał do nas brat lub że dzwonił szef. To bardzo wygodne, gdyż nie zawsze możemy bezpiecznie sięgnąć po telefon, np. podczas prowadzenia samochodu lub tak codziennej czynności jak zmywanie naczyń.

Jednak kierunek, który obrali producenci zegarków zaczyna wzbudzać mój niepokój. Do tych naręcznych urządzeń próbuje się wcisnąć coraz więcej funkcji, tak aby dorównały choć w małym procencie funkcjonalności smartfonów. Niestety, to znowu ślepa uliczka. Nie po to rozwinęliśmy smartfony do “idealnych rozmiarów”, co pozwoliło nam po części zrezygnować z tabletów, aby teraz zacząć przerzucać się znowu na małe ekrany, tyle że przyklejone do nadgarstka.

Niech w kontekście funkcjonalności zegarka przemówi ten koncept aplikacji mobilnej dla Starbucksa, nad których zachwyca się CultofMac i Pek – jeden z twórców. Aplikacja w teorii pozwoliłaby na łatwe zamówienie wybranej kawy, bez potrzeby sięgania po telefon. W ten sposób klient mógłby ominąć kolejkę osób czekajacych na złożenie zamówienia.

starbucks-applewatch

Zapowiada się ciekawe? Nie. Ten pomysł jest nietrafiony i to na dwóch płaszczyznach.

Po pierwsze, klient stojący w kolejce to dodatkowe pieniądze dla sprzedawcy. W tzw. strefie kas klient ogląda produkty i może się czymś zaciekawić. W efekcie do koszyka często dorzucamy pewne produkty dosłownie w ostatniej chwili. To działa. W każdym sklepie, na każdym krańcu świata. Osobna sprawa to dosprzedaż. Sprzedawca pyta: “a może ciastko”, “a może duża kawa”, “a może z bitą śmietaną”, “a może dodatkowe espresso” itp. itd. Duże firmy świadomie nie zrezygnują z tych elementów, gdyż wiedzą, że klientowi trudniej jest odmówić żywemu sprzedawcy, niż aplikacji, która zasugeruje to samo.

Telefony są sprzętami bardzo intymnymi, ale zegarki oraz urządzenia ubieralne mogą być jeszcze bardziej intymne, gdyż wymagają mniej interakcji, ponieważ nie musimy po nie sięgać – stale są na nadgarstku – mówi Pek Pongpaet w rozmowie z CultofMac.

Niestety panie Pek, ale korzystanie z urządzenia zamocowanego na nadgarstku jest w wielu przypadkach zdecydowanie mniej wygodne od obsługi smartfona.

Dajmy na to taką sytuację: kupiłem w Starbucksie kawę i kieruję się do wyjścia. Wtem odbieram wiadomość od dziewczyny, która buszuje po okolicznych sklepach, że też chciałaby kawę.

I teraz mamy dwa scenariusze:

  1. Wyciągam smartfon, uruchamiam aplikację, wybieram kawę, zmawiam, płacę. I już mogę odebrać zamówienie.
  2. Wyciągam przed siebie lewą rękę. Prawą uruchamiam aplikację, wybieram kawę, zmawiam, płacę. I już mogę odebrać zamówienie.

Różnice? W pierwszym przypadku, cały czas w jednej z rąk mogłem trzymać swoją kawę. W scenariuszu z zegarkiem musiałbym ją najpierw odstawić, żeby zapobiec wylaniu napoju podczas przekręcania nadgarstka, tak aby ten pozwalał na wygodną obsługę założonego na niego zegarka.

To oczywiście tylko pojedynczy przykład, ale rzuca on światło na funkcjonalność tych urządzeń. Smartfony i phablety z powodzeniem możemy obsługiwać jedną ręką. Z inteligentnymi zegarkami nie jest już tak łatwo.

Wniosek jest prosty i bolesny dla producentów smart zegarków – te urządzenia nie mają sensu, gdyż dublują funkcje smartonów będąc przy tym skrajnie niewygodnymi w obsłudze.

To kolejna ślepa uliczka i próba naciągnięcia klientów na kasę. Próba wmówienia im, że czegoś potrzebują. Guzik prawda.

W tych całych ubieralnych ustrojstwach sens mają jedynie inteligentne opaski, które wyświetlają powiadomienia i rejestrują aktywność fizyczną użytkownika. W połączeniu z czujnikiem pulsu taka opaska potrafi dać bardzo dobry obraz tego jak się ruszamy, jak trenujemy i jak dbamy o zdrowie. I to są ważne informacje dla użytkownika.

A zamawianie kawy z nadgarstka? To bzdura.

Dołącz do dyskusji

Advertisement