Niechęć do smartfonów się opłaciła: Nintendo znowu rośnie w siłę

News/Gry 08.12.2014
Niechęć do smartfonów się opłaciła: Nintendo znowu rośnie w siłę

Niechęć do smartfonów się opłaciła: Nintendo znowu rośnie w siłę

Wrzućcie swoje gry na Play Store i App Store, mówili. Zostawcie konsole skupiając się na smartfonach i tabletach, mówili. Nintendo nie chciał słuchać, mimo rosnących strat finansowych. Cierpliwość i determinacja wyszły mu na dobre.

Nad legendą gier wideo od pewnego czasu wisiały czarne chmury. Konsola Wii U sprzedawała się poniżej oczekiwań, podobnie jak i gry wideo. Przez ostatnie dwa lata zamiast zysków, odnotowywała straty. Tylko w ubiegłym roku japoński gigant stracił 193 miliony dolarów. Analitycy, eksperci czy zwykli internetowi mądralińscy mieli dla Nintendo złotą radę: „zrozumcie, że żyjecie w świecie iPada i Androida, wydajcie Zeldę i Mario na smartfony i tablety”. Nintendo pozostawał jednak uparty, wierząc, że jego unikalne, niepowtarzalne gry nadal będą sprzedawać jego konsole do gier.

Wygląda na to, że cierpliwość się opłaciła. Według prognoz, Nintendo nie tylko nie straci w tym roku pieniędzy, a opublikuje pierwszy od dwóch lat zysk, w wysokości 306 milionów dolarów. Szef firmy, Satoru Iwata, miał rację: obecność na urządzeniach mobilnych nie jest potrzebna, by osiągnąć sukces w tej branży.

Skąd ten sukces? To oczywiste: gry, gry, gry! I gadżety.

Wii U pojawił się na rynku już w 2012 roku i został przez konsumentów przyjęty dość chłodno. Mimo iż konsola była co najmniej równie dobra co Xbox 360 czy PlayStation 3, to wyraźnie brakowało na nią wielu dobrych gier. Później pojawiły się kolejne dwa problemy o nazwach PlayStation 4 i Xbox One, które kusiły „hardkorowych” graczy.

nintendo polska mario

Xbox One i PlayStation 4 jednak nigdy nie doświadczą Maria i Zeldy. Dlatego też jak tylko wyszły nowy Super Smash Bros oraz Mario Kart 8, sprzedaż ruszyła ostro w górę. Dodatkowo, na duży zysk wpłynęły gadżety, czyli figurki Amiibo. Te wyposażone w moduł NFC zabawki integrują się z grami na Wii U i 3DS, występują na konsolach w formie awatarów i „lewelują” po pokonaniu przeciwników i wykonaniu wyznaczonych misji.

Wszystko wskazuje na to, że Wii U, mimo iż jest już dwuletnią konsolą, w tym roku znajdzie ostatecznie 3,6 miliona nabywców. Nintendo spodziewa się też przychodów w wysokości miliarda dolarów ze sprzedaży figurek Amiibo w samych tylko Stanach Zjednoczonych. W trzy dni po premierze, Super Smash Bros kupiło 490 tysięcy Amerykanów, a od maja do dziś sprzedano 3,49 miliona kopii Mario Kart 8, z czego 2,74 miliona poza terytorium Japonii.

Gdzie teraz jest Nintendo?

Do tej pory, Nintendo udało się sprzedaż 7,6 miliona konsol Wii U. Są dalej na trzecim miejscu, za Xboxem One (8,1 miliona) i PlayStation 4 (15,1 miliona). Patrząc jednak na dynamikę wzrostu, to można zacząć mówić o tym, że Microsoft ma nowego rywala i musi się przejmować już nie tylko Sony, ale i „tymi drugimi” Japończykami.

Nintendo też coraz mocniej zaznacza swoją obecność na terenie naszego kraju. Zamierza inwestować w marketing, wykupił też sporą przestrzeń na tegorocznej największej imprezie dla graczy, jaką był Poznań Game Arena.

Tych wieści nie można przyjmować bez uśmiechu. Wydaje mi się, że większość z nas wychowała się na wąsatym hydrauliku i brawurowych przygodach Zeldy. Z konsolami Nintendo (i jej podróbkami) obcowaliśmy, jak Xboxa czy PlayStation nie było nawet w planach.

Japończykom życzę jak najlepiej i cieszę się, że stają się coraz silniejsi.

Dołącz do dyskusji