Wygląda na to, że neutralności sieci możemy już powiedzieć “do widzenia”

Felieton/Technologie 09.12.2014
Wygląda na to, że neutralności sieci możemy już powiedzieć “do widzenia”

Wygląda na to, że neutralności sieci możemy już powiedzieć “do widzenia”

Rozumiem, że Unia Europejska, a zwłaszcza Niemcy, nie chce być USA-bis, ale jednak jest kilka wzorów ze Stanów Zjednoczonych, z których warto korzystać. Jednym z nich jest obrona neutralności sieci przez prezydenta Baracka Obamę. Może jestem naiwny, ale wciąż uważam, że z tej zasady funkcjnowania internetu płynie więcej dobrego niż złego. Niestety, innego zdania jest Angela Merkel.

Co mnie przeraża, Bo jak wiadomo, jeżeli kanclerz Niemiec czegoś chce, to zazwyczaj to dostaje. Przeraża mnie też to, że za rozumowaniem pani Merkel stoi konsekwentna logika podejścia do tego, jak powinien funkcjnować internet.

Okazuje się, że podział Google to dopiero preludium planów jakie ma co do przyszłości sieci szefowa niemieckiego rządu. Angela Merkel podczas konferencji berlińskiej Digitising Europe, którą organizuje Vodafone (to znamienny szczegół), powiedziała, że sympatyzuje z pomysłem, wedle którego internet można by podzielić na dwie części: jedna z nich to “otwarty/wolny internet”, a druga to “specjalne usługi”. To kwintesencja podziału Google’a – wyszukiwarka ma być neutralna, a reszta komercyjnych usług od niej oddzielona.

Tym razem jednak, kanclerz Niemiec poszła o krok dalej,

Otóż, kiedy już taki podział zostanie ustanowiony, to należałoby zapewnić tej drugiej części internetu “odpowiednią jakość usług”, czyli nie mniej, ni więcej tylko sławetne “pasy szybkiego ruchu” na internetowej autostradzie. Wedle pani kanclerz, właśnie tego wymaga “internet, który sprzyja innowacjom”.

chrome-firefox-internet-explorer-przegladarki-przegladarka-laptop-notebook

– Nie możemy rozmawiać o neutralności sieci, jeżeli nie mamy technicznej możliwości jej zapewnić – wykłada kawę na ławę Angela Merkel. I dodaje:

Jeśli chcemy mieć autonomiczny samochód albo jeżeli chcemy korzystać z aplikacji telemedycznych to musimy zapewnić im stabilne i zawsze bezpieczne łącze.

Może jestem zbyt dużym fatalistą, ale jeżeli myślenie pani Merkel wygra w unijnych instytucjach, a już wygrało w Komisji Europejskiej, to otwiera to drogę do dzielenia dostawców różnych usług internetowych na “dobrych” i “złych”, na “innowacyjnych”, którzy zasługują na winietę uprawniającą do jazdy po pasie szybkiego ruchu i na tych, którzy są na to zbyt mało “innowacyjni”. Jestem dziwnie spokojny, że do grupy tych niegodnych trafią amerykańskie firmy. Wyobrażam sobie także, że Europa wróci do dawnych zwyczajów i takie internetowe szlachectwo będzie można sobie kupić, jak to drzewiej bywało.

A właściwie to nie będzie innej drogi zdobycia internetowego tytułu lordowskiego niż poprzez kontrybucję do unijnej kasy, bądź sakw dostawców internetu i telekomów.

Rozumiem, że rozwój branży internetowej wymaga dostępu do “stabilnego i zawsze bezpiecznego łącza”. Rozumiem też, że ktoś musi za to zapłacić i dlatego w jakimś sensie rozumiem, że największymi zwolennikami internetu dwóch prędkości są telekomy i inni dostarczyciele internetu. To oni często inwestują w infrastrukturę, a darmowy lunch nie istnieje.

komputer bezpieczenstwo prywatnosc notebook laptop klawiatura

Jednakże, za logiką pani Merkel, tak można wnioskować z jej wypowiedzi, i wszystkich przeciwników neutralności sieci stoi całkiem mylne założenie, że internet to dobro jak każde inne i można spokojnie je tak samo traktować, opodatkowywać i prywatyzować jego infrastrukturę.

Cóż, sieci przesyłowe gazu z jakichś względów nie są chętnie prywatyzowane.

Tak jak gaz, prąd, woda i “ciepło”, internet jest dobrem użyteczności publicznej i powinien rządzić się, przynajmniej jeśli chodzi o zarządzanie infrastrukturą, takimi samymi prawami jak wspomniane dobra użyteczności publicznej. Chyba łatwo jest nam sobie wyobrazić jaki chaos mogłaby wprowadzić prywatyzacja sieci kanalizacyjnych. I podobnie może być z internetem, jeżeli ostatecznie zerwiemy z neutralnością sieci.

Internet jednak zwykłą infrastrukturą nie jest, nie służy jedynie – jak mówił polski klasyk Prezes – do oglądania pornoli przy piwku, tylko jest podstawową infrastrukturą tworzącą hybrydową przestrzeń autonomii. Internet nie jest dodatkiem, gadżetem (choć pewne jego aplikacje mogą jak gadżet służyć), tylko częścią przestrzeni społecznej – tworzy jeden z jej wymiarów, równie niezbędny jak inne, tzw. realne.

To świetne podsumowanie i wyjaśnienie dlaczego internet jest dobrem użyteczności publicznej autorstwa Edwina Bendyka, dziennikarza “Polityki”.

I teraz drodzy Państwo sami sobie odpowiedzcie na pytanie czy Angela Merkel słusznie postuluje “internet dwóch prędkości”, w którym nie ma miejsca na neutralność sieci.

*Grafiki pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji